Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Energetyka

Ekoofensywa przeciw kopalniom i atomowi

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Projekt ustawy o OZE podyktowały grupy energetyczne - twierdzą zieloni

Polska prze w kierunku energetyki węglowej, która ma być najtańsza (nawet mimo rosnących cen uprawnień do emisji CO2) i zapewnić nam niezależność energetyczną od Rosji. Rząd przygotowuje właśnie program ratowania Kompanii Węglowej: operację dokapitalizowania spółki i ratowania jej płynności m.in. przy pomocy największych grup energetycznych. Minister gospodarki Janusz Piechociński zapowiedział, że węgiel to dla Polski paliwo przyszłości. Założenie jest takie, że co najmniej do 2050 r. polska energetyka nie odejdzie od węgla, czemu ma służyć m.in. budowa przez PGE, Eneę i Tauron bloków opalanych tym paliwem w Opolu, Kozienicach i Jaworznie.

Zieloni, wspierani przez część ekspertów i polityków z lewej strony sceny - m.in. SLD i Twojego Ruchu - wychodzą z kontrofensywą. - Dzisiejsza polityka energetyczna Polski jeszcze bardziej uzależni nas od paliw kopalnych, prowadząc do zwiększenia ich importu - twierdzi Maciej Muskat, dyr. Greenpeace Polska. - Argument, że węgiel ma wiele wad, ale jest polskim surowcem, jest nie do przyjęcia. Bo koszty wydobycia rosną, więc krajowy węgiel przestaje być konkurencyjny wobec importu - przekonuje.

- Działania rządu to nie jest żaden program wsparcia dla węgla, ale plan wygrania na Śląsku kolejnych wyborów - twierdzi Katarzyna Michałowska-Knap z Instytutu Energetyki Odnawialnej.

Zieloni podkreślają, że węgiel znajduje się w coraz trudniej dostępnych pokładach. To m.in. dlatego jest coraz droższy, a kopalnie mają problemy z jego sprzedażą (na zwałach zalega kilkanaście milionów ton). Dynamicznie rośnie za to import - rok temu wynosił już ok. 15 proc. krajowego wydobycia.

Z wyliczeń byłego głównego geologa kraju Michała Wilczyńskiego wynika, że linie obrazujące malejące krajowe wydobycie i rosnący import węgla przetną się w ciągu najbliższych 15 lat. A to oznacza, że od tego momentu większość spalanego węgla przyjedzie z zagranicy.

- Proponowana przez Polskę unia energetyczna będzie krokiem w dobrym kierunku, jeśli nie ograniczy się do promocji węgla czy atomu. Tylko energia z OZE daje gwarancję odporności na kolejny szantaż energetyczny ze strony Rosji - twierdzi Muskat.

Postulaty zielonych to: rezygnacja z nowych kopalni odkrywkowych i planów budowy elektrowni jądrowej, przesunięcie części środków inwestycyjnych z węgla do sektora OZE, co ma iść w parze z działaniami na rzecz poprawy efektywności energetycznej, i nowa ustawa o OZE, która miałaby stymulować rozwój energetyki rozproszonej. W jaki sposób? Poprzez zniesienie wsparcia dla współspalania z biomasą (tu jest patologia, bo do tony węgla wystarczy dorzucić 100 kg biomasy i nagle energia staje się "ekologiczna"). A także przez zapewnienie opłacalności wytwarzania przez prosumentów, czyli producentów i konsumentów w jednym. Dzisiejsze rozwiązania są dyskryminujące dla energetyki prosumenckiej, bo mali producenci mają sprzedawać energię z przydomowych źródeł za 80 proc. ceny rynkowej.

Projekt ustawy o OZE przygotowany przez koalicję PO-PSL oparty na aukcjach posłuży wielkim grupom energetycznym, a nie prosumentom. Rząd zarządził odejście od systemu zielonych certyfikatów, wsparcie otrzymają więc ci, którzy zaproponują najniższe ceny wytwarzania. Oznacza to wzrost ryzyka inwestycyjnego, które udźwigną tylko najwięksi.

Instytut przedstawił scenariusz alternatywny wobec polityki energetycznej państwa, w którym źródła OZE pokrywają do 2050 r. większość zapotrzebowania na energię elektryczną w Polsce, co miałoby stworzyć 174 tys. miejsc pracy w tym sektorze.

Część ekspertów wskazuje jednak na liczne mankamenty OZE. W przeliczeniu na MWh ta energia byłaby niekonkurencyjna bez dopłat z budżetu. - W Czechach i Hiszpanii w systemach wsparcia dla OZE wystąpiły liczne nieprawidłowości. Np. w Czechach produkowano energię słoneczną... w nocy. Subsydia były tak hojne, że opłacało się oświetlić instalacje po zmierzchu - mówi Daria Kulczycka z Konfederacji Lewiatan.

Podstawowy argument przeciwko wiatrakom jest taki, że jest to niestabilne źródło energii. Bo produkuje prąd tylko, kiedy wieje. Np. Niemcy przyznają, że nabudowali ich za dużo i teraz inwestują w pewne źródła węglowe.

- Rząd nie wspiera rozwiązań dla OZE, bo te technologie po prostu tanieją. Jeśli odsuniemy to w czasie, być może nie będzie potrzeby wsparcia - mówi Daria Kulczycka z Lewiatana. Według resortu gospodarki wiatraki, elektrownie wodne i biogazownie do 2020 r. mają odpowiadać za 19 proc. produkcji energii elektrycznej w Polsce. Ale jest mało prawdopodobne, że Polsce uda się ten cel osiągnąć.

@RY1@i02/2014/115/i02.2014.115.00000100a.802.jpg@RY2@

Ile węgla, a ile OZE w miksie energetycznym

Konrad Majszyk

 konrad.majszyk@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.