Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Energetyka

Paliwa: pochwała stabilnego wzrostu

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Spółki paliwowe w okresie minionych ośmiu lat konsekwentnie wzmacniały swój potencjał w kraju, coraz śmielej wychodząc także poza jego granice

Nie zawsze było różowo. Niekiedy spółki pokazywały znaczące straty (jak PKN Orlen, który w zeszłym roku na skutek odpisów księgowych zaraportował ujemny wynik na poziomie 4,6 mld zł). Ale w zasadzie można stwierdzić, że pozostające pod kontrolą Skarbu Państwa firmy sektora paliwowego są dziś na dużo wyższym biznesowym poziomie niż osiem lat temu.

- Wyniki Orlenu czy Lotosu są zależne od sytuacji na światowych rynkach surowców, a te w ostatnich latach były zmienne - twierdzi Krzysztof Pado, analityk BDM. - Orlen lepiej sobie poradził. Udało mu się zredukować zadłużenie, choć musiał się zmagać z nieudaną inwestycją w rafinerię w Możejkach - dodaje.

Przez lata piętą achillesową polskich koncernów paliwowych był brak dostępu do własnych złóż ropy. Co jakiś czas wybuchały nadzieje - a to na ropę libijską, a to iracką, ale podstawą biznesu była branża rafineryjna. Analityk BDM zwraca uwagę, że obie firmy przez ostatnie lata mocno się modernizowały, w przypadku Orlenu dotyczyło to też zagranicznych aktywów koncernu: w Czechach i na Litwie, stąd nieco mniejsza aktywność, jeśli chodzi o inwestycje w zagraniczne aktywa wydobywcze.

Zainicjowany przez Lotos Program inwestycyjny "10+" wart 5,5 mld zł uczynił go jedną z najnowocześniejszych rafinerii w regionie. Możliwości przerobu ropy w Gdańsku wzrosły o 75 proc. (z 6 mln ton do 10,5 mln ton). Rozpoczęty niedawno program EFRA umożliwi przerób jeszcze większej liczby gatunków ropy. Dzięki tym procesom modernizacyjnym i w Płocku, i w Gdańsku są możliwości techniczne przerobu ropy innej niż rosyjska, np. arabskiej. Jedyną barierą jak dotąd była opłacalność. Krzysztof Pado podkreśla, że Orlen i Lotos miały pewien komfort realizacji swoich strategii ze względu na stabilność zarządów. - To oznaczało odpowiedzialność za podejmowane działania - ocenia. Jacek Krawiec utrzymał się w fotelu prezesa Orlenu od jesieni 2008 r., zaś Paweł Olechnowicz to weteran wśród prezesów - stoi na czele Lotosu od 2002 r.

Nic jednak nie zastąpi własnych złóż surowców energetycznych. - Lotos chciał agresywnie wejść w segment wydobywczy, ale nieudana inwestycja w norweskie złoże YME przyhamowała ten proces - twierdzi Krzysztof Pado. Rzeczywiście, Lotos musiał spisać na starty złoża, w które zainwestował od 2008 r. pół miliarda dolarów. Odpisy na ten cel ściągnęły w dół ubiegłoroczne wyniki koncernu.

Analityk zwraca jednak uwagę, że nie ma co oczekiwać cudów. - Polskie firmy dopiero budują swoje kompetencje wydobywcze, nie można ich porównywać z wielkimi zachodnimi koncernami, które mają po kilkadziesiąt lat doświadczenia na obcych rynkach. Już po inwestycji w YME widzimy, że zainwestowanie kilkuset milionów dolarów w jeden projekt, a o takiej skali inwestycji mówimy w przypadku projektów wydobywczych, może być ryzykowne - twierdzi analityk BDM.

Obie firmy naftowe konsekwentnie budowały swoją pozycję także w upstreamie. Lotos eksploatuje złoża na Bałtyku i po fiasku projektu YME w ostatnich dniach zaangażował się w inny projekt na Morzu Norweskim, który dzięki tarczy podatkowej daje szanse na odzyskanie części pieniędzy wydanych na YME (norweski fiskus zwraca nafciarzom większość wydatków na poszukiwanie i eksploatację złóż, można je tylko odliczyć od podatków z wydobycia ropy i gazu). Orlen niedawno przejął kanadyjską spółkę TriOil i powoli zdobywa kompetencje wydobywcze.

W przypadku PGNiG sytuacja jest nieco inna, nie tylko dlatego, że tam zarządy zmieniały się częściej, ale i z tego powodu, że spółka ta działa na znacznie bardziej regulowanym rynku. Więcej zależy tu zatem od polityki, a oprócz zysku zarządy muszą brać pod uwagę czynnik bezpieczeństwa energetycznego - wskazuje Pado.

Za na poły polityczne, na poły biznesowe działanie może uchodzić zaangażowanie PGNiG i Orlenu w poszukiwania gazu łupkowego. Analityk BDM nie zgadza się z tą opinią. - Na początku ten projekt mógł się wydawać obiecujący biznesowo, przypomnijmy, że pojawiło się u nas sporo zachodnich koncernów, które żadnym naciskom politycznym nie podlegały - broni Krzysztof Pado. Logiczne zatem, że polskie firmy też szukały tutaj swojej szansy.

@RY1@i02/2015/235/i02.2015.235.00000080b.803.jpg@RY2@

Adam Sofuł

adam.soful@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.