Rafinerie w naszej części Europy już nie są skazane na dostawy surowca ze Wschodu
W krajach Europy Środkowej, które wstąpiły do Unii Europejskiej w XXI wieku, działa obecnie kilkanaście rafinerii produkujących paliwa. Ich łączne zdolności przerobowe to ok. 100 mln ton ropy naftowej rocznie. Polskie firmy kontrolują połowę tych mocy
W Polsce funkcjonują obecnie dwie duże rafinerie: płocka i gdańska. Zlokalizowane na południu kraju niewielkie zakłady (w Czechowicach-Dziedzicach, Gorlicach, Jaśle, Jedliczach oraz w Trzebini), które kiedyś zajmowały się przerobem ropy, działają w ograniczonej skali. W ostatnich latach wzrosły natomiast moce obydwu rafinerii produkujących paliwa. Obecnie wynoszą one ponad 28 mln ton rocznie, co oznacza, że stanowią nieco ponad jedną czwarta całych zdolności rafineryjnych w naszym regionie Europy. Jednak jeśli wziąć pod uwagę także zagraniczne zakłady, będące w polskich rękach, to okaże się, że kontrolujemy dokładnie połowę zdolności produkcyjnych paliw silnikowych w Europie Środkowej.
Coraz większe rury z Zachodu
Gros ropy naftowej do naszych rafinerii dostarczanych jest rurociągami, bo to najtańszy sposób przesyłu surowca. Dwa polskie, a także dwa niemieckie zakłady - PCK Raffinerie w Schwedt w Brandenburgii i Total Raffinerie Mitteldeutschland w Leuna w Saksonii Anhalt - przetwarzają głównie mieszankę ropy rosyjskiej REBCO (rafinerie były budowane z myślą o przetwarzaniu tego gatunku surowca), która dociera do nich ze Wschodu dzięki rurociągowi Przyjaźń. Jego polskim odcinkiem, a także rurociągiem Pomorskim, zarządza państwowa firma Przedsiębiorstwo Eksploatacji Rurociągów Naftowych "Przyjaźń" (PERN Przyjaźń).
Nie oznacza to jednak, że jesteśmy skazani na rurociągowe dostawy z Rosji. PERN twierdzi, że jest w stanie zapewnić zaopatrzenie dla obu naszych rafinerii także alternatywną drogą poprzez Naftoport i rurociąg Pomorski. Przepustowość magistrali na trasie Gdańsk-Płock wynosi ok. 30 mln ton ropy rocznie (w kierunku przeciwnym ok. 27 mln ton), co przekracza obecne zdolności przerobowe polskich rafinerii należących do PKN Orlen i do Grupy Lotos.
A jak wyglądają możliwości dostawy ropy naftowej do innych środkowoeuropejskich zakładów produkcyjnych? Zaopatrzenie do dwóch wschodnioniemieckich rafinerii może być wpierane przez inny bałtycki port - w Rostoku (co zresztą już niejednokrotnie miało miejsce).
Kilka miesięcy temu zakończyła się natomiast rozbudowa przepustowości sieci ropociągów (Przyjaźń oraz Adria) na terenie Słowacji i Węgier (pomiędzy miejscowościami Ipolyság a Százhalombatta). Inwestycję obejmującą 128-kilometrowy odcinek rurociągów przeprowadziły węgierski MOL oraz słowacka firma Transpetrol, operator tamtejszej części Przyjaźni. Wcześniej przez rurociągu szło do 3,5 mln ton, teraz do 6 mln ton ropy rocznie. A to oznacza, że rafineria Slovnaftu w Bratysławie również może być już w całości zaopatrywana w surowiec przez morze. Dzięki tej inwestycji więcej niż dotychczas surowca sprowadzanego przez Adriatyk może trafiać również do czeskich rafinerii (kontrolowanych przez PKN Orlen).
Niezależnie od tej rozbudowy systemu rurociągów koncern MOL zwiększył też przepustowość węgierskiej części rurociągu Adria z 10 mln ton do 14 mln ton rocznie. Wszystkie te inwestycje podnoszą oczywiście poziom bezpieczeństwa energetycznego zarówno Słowacji i Węgier, jak i Czech.
Regionalni giganci
W nie mniejszym stopniu rozwijają się zakłady przetwarzające ropę. - Ostatnia dekada to czas zwiększonej aktywności inwestycyjnej polskich firm z sektora naftowego - ocenił niedawno w jednym z wywiadów Jacek Krawiec, prezes PKN Orlen. - W Polsce podjęto szereg działań poprawiających efektywność energetyczną zakładów produkcyjnych, inwestując zarówno w modernizację instalacji, jak i budowę nowych - dodał.
Spośród jedenastu środkowoeuropejskich państw, które wstąpiły do Unii Europejskiej w tym wieku, rafinerii przerabiającej ropę naftową nie mają tylko Estonia i Łotwa. Co ciekawe, niewielka rafineria, mogąca przetworzyć ok. 1 mln ton ropy dostarczanej tankowcami, działa także w Larnace na Cyprze. I choć mniejszych i większych zakładów produkujących paliwa jest w naszej części kontynentu kilkanaście, należą one do zaledwie kilku grup kapitałowych.
Numerem jeden w regionie jest PKN Orlen. Jego własnością są nie tylko dwie największe rafinerie w Europie Środkowej - w Płocku, której zdolności sięgają prawie 18 mln ton ropy rocznie (w tym ok. 13,8 mln ton tzw. głębokiego przerobu), oraz w Możejkach, która może przerobić ponad 13 mln ton surowca. Gdy doliczy się do tego dwie czeskie fabryki - w Litvínovie oraz w Kralupach (trzecia, najmniejsza tamtejsza rafineria, Paramo w Pardubicach, już nie zajmuje się przetwórstwem ropy) - to łączne moce grupy PKN Orlen sięgną 41 mln ton surowca rocznie, czyli prawie 40 proc. wszystkich zdolności rafineryjnych ropy w naszym regionie.
Drugim graczem na rynku rafineryjnym w naszej części UE jest węgierski koncern MOL. Jednak moce jego czterech zakładów to zaledwie nieco ponad połowa zdolności przetwórczych rafinerii PKN Orlen - ponad 21 mln ton ropy rocznie. Największy zakład należący do MOL to rafineria Duna pod Budapesztem, ale węgierski koncern prowadzi również produkcję paliw w Bratysławie (w 2000 r. kupił słowacką firmę Slovnaft) oraz w chorwackich miastach Rijeka i Sisak (w 2003 r. Węgrzy zostali akcjonariuszem tamtejszej spółki INA).
Zarówno inwestycje PKN Orlen, jak i MOL są przykładem na to, że zagraniczne przejęcia w branży rafineryjnej to bardzo trudna sprawa. O tym, z jakimi problemami spotkał się płocki koncern na Litwie, a także w Czechach, także w kontaktach z tamtejszymi władzami, napisano już bardzo dużo. Mniej mówiło się u nas o kłopotach MOL, choć te nie były wcale mniejsze.
Ciekawie wygląda też porównanie tego, jak sprzed 10 lat wyglądały w oczach inwestorów koncerny z Polski i Węgier, a jak wyglądają one dziś. Latem 2005 r. giełda (obie spółki są notowane na warszawskim parkiecie, a MOL również w Budapeszcie) wyceniała PKN Orlen na nieco ponad 20 mld zł, zaś jego konkurenta znad Dunaju na ok. 35 mld zł. W ciągu dekady te proporcje się odwróciły: teraz płocka grupa warta jest 31,1 mld zł, zaś MOL - ok. 20,2 mld zł.
Walka o rynek
Spore moce przerobowe wymuszą zasady zarządzania produktami. Paliwa z płockiej rafinerii oraz z czeskich zakładów są w zdecydowanej większości sprzedawane na stosunkowo dużych lokalnych rynkach. Natomiast Węgry i Słowacja to istotnie mniejsze rynki i z tego powodu MOL jest zmuszony eksportować ponad połowę paliw wytwarzanych w tamtejszych rafineriach. Podobnie jest z rafinerią w Możejkach, która jeszcze pod koniec zeszłego wieku sporą część swojej produkcji wysyłała za ocean. - Rynek surowców uległ jednak diametralnej zmianie. Stany Zjednoczone z importera stały się eksporterem paliw, a Rosja podjęła strategiczną decyzję o eksporcie do Europy oprócz ropy naftowej także gotowych produktów - wyjaśnia prezes Jacek Krawiec. Dlatego też obecna sytuacja firmy Orlen Lietuva jest znacznie bardziej złożona, niż była, zanim przejął ją polski koncern.
W przeszłości PKN Orlen i MOL rywalizowały o aktywa produkcyjne w Europie - m.in. właśnie o litewską rafinerię, a także o słowacki Slovnaft oraz - 10 lat temu - o słoweńską firmę Petrol. Ta ostatnia spółka miała malutką rafinerię w Lendavie, a także bardzo atrakcyjną sieć stacji paliw, której udziały w rodzimym rynku szacowano na 70 proc. Chętnych na przejęcie tego przedsiębiorstwa było zresztą więcej. W szranki stawały także - jak wiadomo nieoficjalnie - rosyjski Łukoil oraz austriacki koncern OMV.
Obydwu firmom udało się zdobyć istotną pozycję w segmencie rafinerii w Europie Środkowej. Dziś pod względem udziału w mocach przerobowych ropy są w pierwszej piątce w regionie. Do Rosjan należy jedyna bułgarska rafineria w Burgas oraz jeden z tego typu zakładów w Rumunii. Obie te firmy mogą przerobić łącznie prawie 14 mln ton surowca rocznie. Nie należy zapominać, że Łukoil przejął również ukraińską rafinerię w Odessie i ma udziały w kilku innych firmach rafineryjnych w Europie Zachodniej i - oczywiście - kilka przedsiębiorstw w Rosji.
Austriacy z kolei stali się właścicielami dwóch innych rumuńskich rafinerii - Petrobrazi oraz Arpechim. Ich łączne roczne moce to tylko 8 mln ton ropy. Jednak jeśli doliczyć do tego zdolności przerobowe rodzimego zakładu OMV w Schwechat pod Wiedniem (to jedna z największych, obok płockiej, śródlądowych rafinerii w Europie), to siła koncernu rośnie do prawie 19 mln ton surowca rocznie. Tym samym austriacką grupę należy uznać za gracza tego samego kalibru co węgierski MOL, choć oczywiście wiele brakuje jej do PKN Orlen.
Grupa Lotos nie uczestniczyła ani nawet nie próbowała brać udziału w zagranicznych przejęciach i rozwijała się dotychczas wyłącznie organicznie. Niedawna rozbudowa jej zakładu w Gdańsku w ramach Programu 10+ zwiększyła moce przerobowe do 10,5 mln ton ropy naftowej rocznie. To zdolności porównywalne z tymi, jakie mają dwie środkowoeuropejskie rafinerie kontrolowane przez Łukoil. Grupa Lotos jest zatem, pod względem mocy produkcyjnych, czwartym graczem w regionie.
Ambicje dotyczące obecności na rynku w Unii Europejskiej od dawna przejawiali także Kazachowie z tamtejszego kontrolowanego przez rząd koncernu KazMunayGas. Przypomnijmy, że przed dekadą był on jednym z inwestorów, mocno zainteresowanych przejęciem zakładu w Możejkach na Litwie. Bez powodzenia. Później KazMunaiGas znalazł przyczółek w Rumunii.
Dziś do jego grupy kapitałowej należy tamtejsza spółka Rompetrol, do której z kolei należą dwie rafinerie: większa Petromidia w mieście Năvodari, na wybrzeżu Morza Czarnego, oraz malutka Vega (w sumie mają ok. 40 proc. rumuńskiego rynku paliw). Ich łączne moce przetwórcze to 6 mln ton ropy rocznie, co daje kazachskiej grupie szóste miejsce wśród środkowoeuropejskich firm rafineryjnych.
Znikające rafinerie
Zmiany właścicielskie, do jakich teraz dochodzi w naszej części Unii Europejskiej mają już mniejsze znaczenie, niż bywało przed laty. Owszem, zdarzają się i takie przypadki, kiedy firma rafineryjna, która miała wcześniej kilku współwłaścicieli, przechodzi w ręce jednego z nich.
Właśnie tak było w przypadku obu produkujących paliwa zakładów za naszą południową granicą. Wiosną tego roku kontrolowana (w 63 proc.) przez PKN Orlen grupa Unipetrol uzyskała do czeskiego Urzędu Antymonopolowego zgodę na przejęcie od koncernu ENI pakietu 32,5 proc. akcji firmy Česká rafinérská, do której należą rafinerie w Litvínovie i w Kralupach. Pod koniec kwietnia transakcję sfinalizowano i czeska firma rafineryjna stała się w całości własnością Unipetrolu. A przypomnijmy, że gdy w 2005 r. PKN Orlen przejmował w ramach prywatyzacji tę grupę, Česká rafinérská miała aż czterech współwłaścicieli, a Unipetrol dysponował pakietem zaledwie 51 proc. akcji tej spółki.
Wydawać się może, że rynek produkcji paliw w regionie został już zasadniczo podzielony. Nie oznacza to jednak, że nie będzie do nich dochodzić do kolejnych zmian, i to nawet dość zasadniczych.
Eksperci szacują, że do końca dekady w Europie zniknie co najmniej 10 ze 104 funkcjonujących obecnie rafinerii. Wśród wymienianych w tej grupie zakładów jest również należąca do PKN Orlen rafineria w Możejkach na Litwie. Powodem mogą być słabe ożywienie gospodarcze, spadek popytu na paliwa, wyższe niż gdzie indziej ceny energii i surowców oraz zobowiązania społeczno-środowiskowe. Od 2007 r. na Starym Kontynencie zamknięto już 14 rafinerii.
Numerem jeden w regionie jest PKN Orlen. Jego własnością są dwie największe rafinerie w Europie Środkowej - w Płocku i w Możejkach
@RY1@i02/2015/139/i02.2015.139.21400020b.803.jpg@RY2@
Produkcja i dystrybucja paliw w Europie
Bartłomiej Mayer
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu