Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Bez rynku mocy nie zreformujemy energetyki

29 czerwca 2018

Pomysł płacenia elektrowniom nie tylko za produkcję prądu, lecz także za gotowość do niej nie jest niczym nowym. W Polsce dyskusje na ten temat trwają od 2010 r.

@RY1@i02/2017/076/i02.2017.076.000001500.801.jpg@RY2@

Jesienią 2016 r., po roku negocjacji, Komisja Europejska wydała Francji zgodę na wprowadzenie rynku mocy, uznając, że jest zgodny z unijnymi regułami pomocy publicznej. Tak bowiem należy traktować sytuację, gdy państwo płaci także za gotowość do produkcji prądu. W przypadku Francji są to certyfikaty emitowane przez producentów, a w przypadku Wielkiej Brytanii, która zgodę na rynek mocy ma od 2014 r., są to aukcje, w których operator systemu przesyłowego wykupuje dostęp do określonej ilości mocy.

Po co ta cała operacja? Pieniądze z rynku mocy są dla producentów bodźcem inwestycyjnym. Ma to również pozwolić na koordynację decyzji o budowie nowych siłowni i wycofywaniu przestarzałych. Mechanizm ten ma także stworzyć warunki do rozwoju odnawialnych źródeł energii, które potrzebują zaplecza w postaci źródeł konwencjonalnych.

- Rynek mocy to rozwiązanie na jedną, półtorej dekady. Sama reforma nie wystarczy, by zapewnić bezpieczeństwo dostaw energii w najbliższych latach. Z rynkiem mocy ceny energii będą stabilniejsze, a pewność dostaw większa - mówi Andrzej Midera, zastępca dyrektora departamentu usług operatorskich w PSE. - Nie możemy mówić, że koszty tego rozwiązania oznaczają droższą energię. Potencjalny deficyt, który może wystąpić bez niego, będzie ryzykowny dla PKB. Według aktualnych prognoz już od 2020 r., a najpóźniej od 2023 r. może wystąpić niedobór wymaganych rezerw mocy w krajowym systemie elektroenergetycznym. Musimy budować nowe moce wytwórcze - tłumaczy.

Polska w najbliższych latach musi wyłączyć bloki o mocy około 7 GW, niespełniające unijnych wymagań. Uruchomienie rynku mocy pozwoliłoby zbudować nowe siłownie i zmodernizować istniejące.

Resort energii pod koniec ubiegłego roku opublikował projekt ustawy, z którego wynika, że wprowadzenie tego mechanizmu kosztowałoby Polaków 2-3 mld zł rocznie. Jednak z wyliczeń ekspertów Deloitte i Energoprojektu-Katowice wynika, że wprowadzony po 2020 r. rynek mocy kosztowałby nas ok. 4,1 mld zł rocznie, co oznacza prawie 32 zł na 1 MWh prądu. Gospodarstwo domowe w Polsce zużywa rocznie przeciętnie 2-2,5 MWh. Oznaczałoby to więc o 64-80 zł wyższy rachunek za prąd.

Ostateczny kształt rozwiązań wciąż jest dyskutowany. Nie wiadomo, jak potoczą się nasze rozmowy z Brukselą na ten temat. Zwłaszcza że w pakiecie zimowym, czyli projektach nowych unijnych dyrektyw energetycznych, które mają obowiązywać po 2020 r., pojawiły się restrykcyjne kryteria emisji CO2 dla rynku mocy, mówiące o maksymalnie 550 g CO2 na 1 kWh. To w praktyce zupełnie eliminuje z tego mechanizmu elektrownie węglowe. A Polska produkuje dziś 83 proc. energii elektrycznej z "czarnego złota" i chce rynkiem mocy wspierać przede wszystkim instalacje węglowe.

Energetyka będzie jednym z tematów szeroko omawianych podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego, który odbędzie się między 10 i 12 maja w Katowicach.

Karolina Baca-Pogorzelska

karolina.baca@infor.pl

@BacaPogorzelska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.