Czy warto postawić na własne źródła energii? To może się opłacić
TRENDY Na zwrot wydatków trzeba czekać na razie relatywnie długo, ale inwestycje w OZE i uniezależnianie się od kupowanego prądu to kierunek, w którym podąża coraz więcej firm
Odnawialne źródła mają obecnie w Polsce ok. 15-proc. udziału w rynku wytwarzania energii. Biorąc pod uwagę to, że większość naszych bloków węglowych wymaga modernizacji, a specjaliści coraz głośniej mówią o nieuniknionym wzroście cen prądu i zagrożeniu blackoutem, zwłaszcza w okresach zimowych i letnich szoków termicznych, a także przeciążeń sieci, nie dziwi fakt, że coraz więcej przedsiębiorstw myśli o energetycznej niezależności albo przynajmniej częściowym zabezpieczeniu swoich potrzeb.
Zdaniem Włodzimierza Ehrenhalta, wiceprezesa Stowarzyszenia Energetyki Odnawialnej, całkowita samowystarczalność energetyczna nie jest możliwa, ponieważ firmy, które decydują się na własne instalacje, i tak muszą być podłączone do sieci. - Samowystarczalność może sięgać ok. 80 proc., reszta energii musi pochodzić z sieci - zaznacza ekspert. Taki poziom możemy już obserwować w niektórych gminach czy miasteczkach w Niemczech. - W naszym kraju też byłoby to możliwe - dodaje Ehrenhalt.
Eksperci nie wątpią w sens stawiania własnych instalacji. Megawatogodzina kosztuje 500-660 zł, z czego ok. dwóch trzecich stanowią opłaty za przesył i podatki. Można więc sporo zaoszczędzić.
Współpraca buduje
Gmina Kobylnica (w woj. pomorskim) postawiła na OZE. Na jej terenie znajdują się aż dwie farmy wiatrowe postawione przez prywatnych inwestorów. Tylko z tytułu dzierżawy gruntów pod wiatraki do lokalnej kasy trafia rocznie ok. 1 mln zł. Przykład współpracy między biznesem i samorządem przyszedł z zachodniej granicy, gdzie w bardzo wielu miejscowościach stoją wiatraki. Wiele niemieckich firm, nawet tych niedużych, ma na dachach panele solarne, a rolnicy stawiają na mikrobiogazownie.
Te ostatnie mogą być rozwiązaniem dla gospodarstw rolnych chcących zapewnić sobie niezależność energetyczną. Mikrobiogazownie mogą produkować od 10 do nawet 40 KW energii. Taka instalacja kosztuje niestety co najmniej kilkaset tysięcy złotych, czyli tyle, ile dobry traktor. Ale, jak wylicza ekspert SEO, w zależności od wielkości gospodarstwa i zużycia energii, koszt takiej inwestycji może się zwrócić nawet po 5-6 latach, a w najgorszym wypadku po 12-13 latach. Im większe zużycie energii, tym szybciej wydatek się zwróci. Jeszcze lepszy wynik można osiągnąć, jeśli nadwyżki będą odsprzedawane do sieci. Rolnik może skorzystać nie tylko finansowo. Po spaleniu w mikrobiogazowani odpadów powstaje proszek, który można stosować jako nawóz.
Duży może więcej
Także duże zakłady wytwórcze stawiają na niezależność energetyczną. Są to na przykład firmy związane z branżą drzewną, meblarską czy budowlanka. Z jednej strony pozbywają się zbędnych odpadów, a z drugiej wytwarzają własne ciepło i energię.
Dobrym przykładem jest Ikea. - Grupa Ikea dąży do produkowania takiej ilości energii odnawialnej, jaką zużywa w swojej działalności - podkreśla Katarzyna Dulko-Gaszyna, kierownik ds. zrównoważonego rozwoju, Ikea Retail w Polsce. Jak zaznacza, inwestycje w energię odnawialną są częścią globalnej strategii firmy na rzecz zrównoważonego rozwoju.
W Polsce Ikea ma sześć farm wiatrowych, dlatego już w ubiegłym rok, firmie udało się spełnić założenia samowystarczalności energetycznej i produkować tyle energii, ile potrzebuje do funkcjonowania. Oprócz farm wiatrowych Ikea ma także kotły na biomasę w fabrykach Ikea Industry oraz pompy ciepła w magazynie sieci i w części sklepów, a na dachach trzech sklepów zamontowano kolektory słoneczne. Sieć ma też zamiar wprowadzić do sprzedaży instalacje fotowoltaiczne.
Farmy wiatrowe to ogromny wydatek. Mniejsza czy średnia firma nie będzie w stanie przeznaczyć milionów złotych na ten cel. Zresztą nawet duże koncerny energetyczne narzekają, że rentowność farm wiatrowych spada, biorąc pod uwagę koszty kredytu na postawienie instalacji i koszty związane z eksploatacją. Pochodząca z wiatru energia elektryczna sprzedawana jest po cenie rynkowej ok. 160-170 zł/MWh, a do tego doliczyć należy przychód z tytułu sprzedaży zielonych certyfikatów w wysokości ok. 36 zł/MWh, to otrzymany całkowity przychód z instalacji wyniesie ok. 200 zł/MWh.
Przedsiębiorca może jednak postawić na przykład jeden wiatrak. Wszystko zależy od potrzeb.
- 1 MW wytwarzany przez wiatrak i połączony z małym blokiem biomasowym o wydajności 0,2 MW będzie stabilnym źródłem energii - podkreśla Włodzimierz Ehrenhalt. Według wyliczeń eksperta taka instalacja do 1 MW kosztowałaby 2-3 mln euro, czyli jakieś 10-11 mln zł. Jeżeli firma pracowałaby 10 godzin dziennie i w tym czasie zużywała 10 MWh, to koszt energii można oszacować na ok. 5 tys. zł dziennie, co daje ok. 150 tys. zł miesięcznie. Inwestycja zwróciłaby się zatem po ok. 7 latach. Bez odsprzedawania do sieci niewykorzystanej energii.
Firma, która zużywa 1 MW, jest już dużym zakładem przemysłowym. W przypadku mniejszych przedsiębiorstw czas odzyskania zainwestowanych pieniędzy będzie oczywiście dłuższy.
Słońce na dachu
Panele solarne, które supermarkety, instytucje publiczne czy nawet parafie coraz częściej instalują, zwracają się dłużej, ale inwestycja wiąże się też z mniejszymi nakładami. Jak powiedział nam Sylwester Śmigiel, prezes firmy Gaspol, która również zajmuje się dystrybucją i montażem takich urządzeń, średni koszt paneli i montażu w przypadku 1 kW mocy to kwota od 4500 do 6500 zł netto w zależności od zastosowanej technologii i sposobu oraz stopnia skomplikowania montażu. - Na potrzeby domu jednorodzinnego zamieszkiwanego przez cztery osoby przyjmujemy, że konieczna jest moc instalacji 3-5 kW - zaznaczył. Gaspol instaluje panele, ale także może pomóc firmie w rozliczeniu rachunku. Jako że jest spółką multienergetyczną, może też przedsiębiorstwu dostarczyć energię z sieci, jeśli ta pochodząca z fotlowoltaiki będzie niewystarczająca. Spółka ma demonstracyjną instalację na rozlewni w Rypinie, gdzie cały dach jest pokryty panelami solarnymi. Cała energia produkowana w ten sposób jest zużywana na potrzeby zakładu. - Oszczędność polegająca na produkowaniu energii na własne potrzeby polega przede wszystkim na uniknięciu kosztów przesyłu - zaznacza prezes Gaspolu.
Śmigiel podkreśla, że bez wsparcia samorządów taka inwestycja jest mało opłacalna. A w ocenie wiceprezesa SEO, żeby przedsiębiorcy, zwłaszcza mniejsi i średni, zainteresowali się panelami solarnymi, zwrot z inwestycji musiałby być możliwy po pięciu, a nie kilkunastu latach.
Jakie wsparcie?
W czerwcu 2016 r. Sejm przyjął nowelizację ustawy o OZE. W konsekwencji tego od lipca ubiegłego roku obowiązują nowe zasady aukcji na zielone certyfikaty, ale co najważniejsze zmianie uległa definicja prosumenta (jednoczesnego konsumenta i producenta energii pochodzącej z OZE). System wsparcia został praktycznie zlikwidowany. Odczuli to wszyscy, którzy wcześniej postawili na fotowoltaikę, bo zmiana systemu wparcia sprawiła, że koszty zwrotu inwestycji w panele solarne jeszcze się wydłużyły. Co więcej, pod koniec lipca 2015 r. Bank Ochrony Środowiska wstrzymał przyjmowanie wniosków o EKOkredyt PROSUMENT. Wcześniej oferował preferencyjne finansowanie na stworzenie tak zwanej przydomowej elektrowni, która będzie wytwarzać energię lub ciepło pochodzące ze słońca, wiatru lub biomasy.
Jeszcze do lipca 2015 r. można więc było otrzymać dotację sięgającą nawet 40 proc., pochodzącą ze środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW). Obecnie pewne wsparcie gwarantują samorządy. Natomiast, NFOŚiGW, ze środków unijnych, wspiera preferencyjnymi pożyczkami duże podmioty gospodarcze w ramach programu Promowania Efektywności Energetycznej. Budżet na realizację tego programu to 150 mln euro, czyli ok. 600 mln zł. Tegoroczna pula na realizację projektów to ok. 300 mln zł. Obecnie realizowane są projekty (10) wybrane w ubiegłym roku.
- Jest to pomoc zwrotna, forma pożyczki do 75 proc., kosztów realizowanej inwestycji - mówi Grzegorz Tobolczyk z departamentu energii NFOŚiGW. Jak zaznacza, przedsiębiorca ma możliwość uzyskania pewnego umorzenia, które może wynieść 5, 10 lub 15 proc., w zależności od osiągniętego efektu ekologicznego, czyli zmniejszenia zapotrzebowania na energię.
- W tym programie chodzi o efektywne wykorzystanie zasobów w przedsiębiorstwach. Są tam możliwe moduły związane z OZE, ale musi to być wpisane w ogólną koncepcję zwiększania efektywności energetycznej - dodaje Tobolczyk.
Wsparcie jest możliwe wyłącznie, jeśli przeprowadzono wcześniej audyt energetyczny. Preferencyjną pożyczkę można otrzymać, jeśli inwestycja posłuży pokryciu zapotrzebowania na ciepło lub ciepło i energię elektryczną. Dlatego np. fotowoltaika w to się nie wpisuje. Mogą to być np. inwestycje związane z modernizacją linii technologicznych czy budynków (termomodernizacji) dla przedsiębiorstw lub związane z wymianą oświetlenia, np. na halach produkcyjnych.
Mimo że na zwrot pieniędzy przyjdzie nam poczekać, to eksperci są zgodni. Warto, nie tylko ze względu na realne oszczędności, ale także ze względu na ochronę środowiska. Wiceprezes SEO zwraca uwagę na jeszcze jeden istotny aspekt.
- To jest nowy rynek dla pracowników, wraz z rozwojem tej dziedziny będą potrzebni fachowcy, coraz więcej producentów, montażystów i osób serwisujących, ale także doradców finansowych, którzy pomogą nam najkorzystniej rozliczyć inwestycje - mówi Włodzimierz Ehrenhalt. Kraje UE czy Chiny już dostrzegły potencjał drzemiący w tym rynku.
@RY1@i02/2017/056/i02.2017.056.130000100.801.jpg@RY2@
Aleksandra Gruszczyńska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu