Fotowoltaika. Nowe zasady gry dla prosumentów
Od 1 kwietnia br. weszły w życie nowe zasady gry dla prosumentów inwestujących w instalacje fotowoltaiczne. Zamiast systemu opustów (tzw. net-metering), w którym rozliczanie nadwyżek energii ze słońca następuje na podstawie jej ilości wprowadzonej i pobranej z sieci, zdecydowano się wprowadzić (co do zasady dla nowych prosumentów) tzw. system net-billingu, w którym rozliczenie odbywa się na podstawie wartości energii. Różnica w skutkach dla prosumentów jest diametralna. W systemie opustów za każdy 1 MWh energii wprowadzonej do sieci prosument ma prawo do bezpłatnego pobrania 0,8 MWh (w przypadku instalacji o mocy do 10 kW) lub 0,7 MWh (w przypadku instalacji o mocy 10-50 kW), zaś odebranie energii z sieci może nastąpić w terminie roku od wprowadzenia nadwyżki. Prosumenci mogą zatem liczyć na stosunkowo korzystne rozliczenia nadwyżek energii, a dzięki temu, że rozliczenie następuje na podstawie ilości pobranej energii, system jest również prosty i przejrzysty dla jego uczestników.
Zupełnie inaczej jest w nowym systemie net-billingu, do którego co do zasady trafiają składający wnioski po 1 kwietnia. Mianowicie najpierw swoje nadwyżki konsument będzie sprzedawał po cenach rynkowych, przy czym w pierwszym okresie (od 1 lipca 2022 r.) kwota ze sprzedaży będzie wyliczana według średnich cen miesięcznych, a docelowo (od 1 lipca 2024 r.) według cen godzinowych. Z kolei w celu pokrycia ewentualnych niedoborów energii (np. w porze nocnej) prosument będzie musiał dokonać jej zakupu z sieci według taryf stosowanych przez danego operatora. Płatność za tę energię nastąpi w pierwszej kolejności przy wykorzystaniu środków zgromadzonych ze sprzedaży w depozycie prosumenckim. Wszystko to powoduje, że rozliczenie w nowym systemie stanie się bardziej skomplikowane i - niestety - mniej przejrzyste. W efekcie rośnie ryzyko związane z inwestycją, tym bardziej że nowy system nie pozwala w pełni przewidzieć, na ile opłacalna będzie sprzedaż, jako że wysokości stawek za energię będą się zmieniać w zależności od popytu na giełdzie. Nic więc dziwnego, że nowe zasady gry budzą sporo obaw. Tych obaw nie potrafią rozwiać nawet eksperci. Dla nich pewne jest właściwie tylko to, że okres zwrotu z inwestycji się wydłuży. O ile? Tego nie sposób przewidzieć w warunkach obecnych zawirowań na rynku energii. Dlatego rząd, aby zachęcić do inwestycji w fotowoltaikę, przygotował kolejną, czwartą już edycję programu „Mój prąd”. Do wzięcia jest nawet ponad 20 tys. zł. W najnowszej edycji programu wsparcie można uzyskać nie tylko dla mikroinstalacji fotowoltaicznych (PV), ale również dla zakupu, montażu i instalacji urządzenia do magazynowania energii elektrycznej oraz ciepła bezpośrednio u prosumenta, a także dla urządzeń umożliwiających racjonalne, inteligentne zarządzanie energią. W ten sposób rząd chce zachęcić prosumentów do inwestowania we własne magazyny energii - tak, aby krajowa sieć elektroenergetyczna przestała być „wirtualnym magazynem energii”.
Nabór wniosków ruszy już 15 kwietnia. Niestety, zawiodą się ci inwestorzy, którzy liczyli, że wchodząc w fotowoltaikę w ostatniej chwili przed 31 marca i załapując się do systemu opustów, będą mogli sięgnąć również po dotację. Nowa edycja „Mojego prądu” jest przeznaczona tylko dla tych, którzy znajdą się w nowym systemie net-billingu. Oczywiście wspomniani prosumenci będą mogli uzyskać wsparcie, jeśli zdecydują się przejść na nowy system rozliczeń. Ustawodawca daje im taką możliwość i tym samym twardy orzech do zgryzienia. ©℗
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.