Dziennik Gazeta Prawana logo

Oszczędności w zasięgu ręki

15 listopada 2018

Gdy mowa o bezpieczeństwie energetycznym, najczęściej myślimy o budowie nowych bloków, farmach wiatrowych, może nawet elektrowni atomowej. To wszystko może okazać się potrzebne – jednak są prostsze, a bardzo skuteczne sposoby. Oprócz zwiększania produkcji energii należy również zacząć ją oszczędzać

Najczęściej podczas dyskusji o przyszłości energetyki – nie tylko polskiej – eksperci i politycy mówią o tym, jak pogodzić wymogi polityki klimatycznej z rosnącym zapotrzebowaniem na energię. Jak ograniczyć emisje gazów cieplarnianych, zwłaszcza dwutlenku węgla, a jednocześnie zapewnić dostawy energii wszystkim, którzy jej potrzebują – fabrykom i gospodarstwom domowym. Na jakie źródła energii postawić – czy trzymać się węgla (to zwłaszcza polski, chociaż nie tylko, dylemat), czy postawić na OZE, a jeśli tak, to co zrobić z niestabilnością tych źródeł (czyli mówiąc wprost, uzależnieniu od pogody – nie zawsze świeci słońce i nie zawsze wieje wiatr). Może atom? Może gaz?

W cieniu tych dyskusji (niesłusznie!) pozostaje temat efektywności energetycznej. Zasada jest prosta – oprócz budowania nowych źródeł energii, możemy lepiej wykorzystywać tę, która jest produkowana przez już istniejące „fabryki prądu”. Wydawałoby się to oczywiste – od dziecka jesteśmy (z różnym skutkiem) uczeni, że energię trzeba oszczędzać. Jednak pojęcie efektywności energetycznej jest o wiele szersze niż tylko wyłączanie zbędnego oświetlenia (bo to oczywista oczywistość). To także oszczędzanie energii poprzez zmniejszenie potrzeby jej zużycia – np. ocieplając budynki, zmniejszamy zapotrzebowanie na energię cieplną. Można również stosować bardziej oszczędne odbiorniki energii (np. nielubiane przez prezydenta żarówki LED zamiast tradycyjnych).

Z efektywnością energetyczną mamy do czynienia na każdym kroku – od pojedynczego mieszkania po całe miasta – i na każdym etapie – już od projektu budynku aż po jego późniejszą eksploatację. Ba, już w momencie, gdy uszczelniamy na zimę okna, podejmujemy działania (skromne wprawdzie, ale zawsze) na rzecz efektywności energetycznej. Podobnie jak spółdzielnia mieszkaniowa, która ociepla nasze blokowisko, która robi praktycznie to samo, tyle że w większej skali i z większymi efektami.

Jakie to efekty? Bardzo pozytywne. Po pierwsze – oszczędności na rachunkach za energię i ogrzewanie. Chociaż najczęściej uzyskanie takich oszczędności wiąże się z koniecznością dokonania mniejszych lub większych inwestycji, to i tak gra jest warta świeczki i ten wydatek stosunkowo szybko może się zwrócić. A w obliczu rosnących cen energii (a na to się niestety w najbliższym czasie zanosi) inwestycje w efektywność energetyczną mogą się opłacić szybciej, niż dziś myślimy.

Drugim pozytywnym efektem jest czystsze środowisko. A przynajmniej zanieczyszczane w mniejszym tempie. Rachunek jest prosty – skoro potrzeba mniej energii, bo odbiorcy zastosowali na dużą skalę oszczędniejsze technologie, to można zmniejszyć jej produkcję, a to oznacza, że można spalić mniej węgla, a co za tym idzie – wyemitować mniej dwutlenku węgla, bo chociaż koncerny energetyczne wydają miliardy na modernizację, by zmniejszyć emisję szkodliwych substancji (skądinąd z powodzeniem), to jednak bezemisyjnej elektrowni węglowej nikt jeszcze nie wymyślił.

Rozsądek i prawo

Efektywność energetyczna to nie tylko kwestia elementarnego – jak by się zdawało – rozsądku, lecz także wymóg prawny. Obowiązująca od 1 października 2016 r. ustawa o efektywności energetycznej obowiązuje przedsiębiorstwa energetyczne, niektórych odbiorców końcowych oraz gminy i inne jednostki sektora publicznego. Ustawa przewiduje różne instrumenty, np. administracja publiczna przy zamówieniach publicznych musi stosować właśnie efektywnościowe kryteria – zamawiany sprzęt ma być energooszczędny.

Jednym z ważniejszych narzędzi są białe certyfikaty, czyli świadectwa efektywności energetycznej. W uproszczeniu: odbiorcy końcowi energii (przede wszystkim przedsiębiorcy) mają obowiązek pozyskania i przedstawienia do umorzenia (robi to prezes URE) określonej liczby świadectw. Certyfikaty te uzyskuje się dzięki obniżeniu konsumpcji energii do przewidzianego dla nich poziomu za sprawą inwestycji w modernizacje. Jeżeli uzyskają takie certyfikaty ponad wyznaczony limit, mogą je sprzedać na wolnym rynku tym podmiotom, które nie dały rady wypełnić takiego zobowiązania. Te ostatnie mogą również zamiast przedstawienia certyfikatów uiścić opłatę zastępczą.

Mechanizm ten ma skłonić do energooszczędnych inwestycji – bo przedsiębiorstwo może wydać pieniądze albo na opłatę zastępczą lub zakup certyfikatów na rynku, albo na oszczędnościowe inwestycje. W tym drugim przypadku dodatkowym zyskiem będą mniejsze rachunki za energię.

Certyfikaty wydaje prezes Urzędu Regulacji Energetyki, ale tu pojawia się kolejny obowiązek – aby ocenić, czy rzeczywiście dana inwestycja przyczyniła się do zmniejszenia poboru energii, trzeba ustalić stan wyjściowy. Celem takiego badania jest określenie początkowego poziomu zużycia energii oraz wyznaczenie ilości energii zaoszczędzonej w wyniku zrealizowanego przedsięwzięcia. Dodajmy, że taki audyt – poza walorami statystycznymi – jest ważną wskazówką, gdzie zużywamy najwięcej energii, a w związku z tym gdzie jest potencjalne źródło największych oszczędności.

Efektywna efektywność

Jak to działa w praktyce? Według ostatnich dostępnych danych URE za 2016 rok (a ściślej rzecz ujmując, za trzy ostatnie miesiące tego roku, bo ustawa obowiązuje od października) oszczędność energii finalnej wynikająca z zastosowania tego mechanizmu wyniosła 112,2 ktoe, z czego poprzez umorzenie świadectw efektywności energetycznej 105,3 ktoe, pozostawia zaś część poprzez uiszczenie opłaty zastępczej (toe to jednostka wprowadzona na użytek rozliczeń związanych z tą ustawą – tona oleju ekwiwalentnego, ktoe to 1 tys. toe, odpowiednik 11630 MWh).

Dane URE mogą się laikom wydawać nieco abstrakcyjne. Jakie wymierne efekty przynosi efektywność energetyczna? Najłatwiej to prześledzić na przykładzie samorządów, bo one stosują takie praktyki od wielu lat – realizowany nakładem miliardów złotych w całej Polsce program termomodernizacji (czyli ocieplania budynków) spowodował wymierny spadek zapotrzebowania na ciepło. W 2016 r. polskie ciepłownie sprzedały 369,8 tys. TJ ciepła wobec 469,3 tys. TJ w 2002 r. – to spadek o ponad 20 proc. A przecież sieci ciepłownicze są stale rozbudowywane.

Ten termomodernizacyjny kierunek oszczędności był skądinąd oczywisty – 70 proc. energii zużywanej w budynkach mieszkalnych stanowi energia cieplna. Skoro przy ciepłownictwie jesteśmy, warto też zwrócić uwagę, że efektywność energetyczna dotyczy nie tylko odbiorców, lecz również producentów energii. Tu preferowanym kierunkiem rozwoju jest kogeneracja, czyli jednoczesna produkcja energii elektrycznej i cieplnej (w przypadku tradycyjnych elektrowni część ciepła po prostu się marnuje), co pozwala efektywniej wykorzystać paliwo. Oczywiście nie jest to rozwiązanie proste – produkując ciepło, trzeba je dostarczyć odbiorcy, a więc wybudować sieć ciepłowniczą, ponadto pojawia się problem, co zrobić z energią cieplną latem, gdy ogrzewanie jest niepotrzebne. Z pewnością jest to jednak kierunek, który warto rozważyć, a w obliczu ogłoszonej przez rząd krucjaty antysmogowej może zapewne też liczyć na wsparcie.

Drugim zadaniem dla polskiej energetyki jest ograniczenie strat przesyłowych – według wyliczeń Biura Bezpieczeństwa Narodowego z powodu złego stanu linii energetycznych, niskiej gęstości sieci i nieefektywnych rozwiązań technologicznych odnotowujemy co roku ponad 7 proc. strat przesyłowych o wartości 2 mld zł. Widać postęp – wydatki na sieć przesyłową to od kilku lat najważniejsza pozycja w inwestycjach polskich koncernów. Wdrażanie elementów inteligentnych sieci także z pewnością zmniejszy straty w tym segmencie. To jednak wymaga czasu i pieniędzy.

Przemysł oszczędza

A jak to przełożyć na mniejszą skalę? Na przykład fabryka samochodów Volkswagen Poznań i Odlewnia Volkswagen Poznań zużyły w 2016 r. blisko 365 tys. MWh energii elektrycznej, najmniej od pięciu lat, pomimo wzrostu produkcji samochodów o 12 proc. Oszczędności w zużyciu energii szacuje się przy tym na 79 tys. MWh.

Oznaczają one również zmniejszenie kosztów produkcji i większą konkurencyjność. Kolejnym przykładem może być należący do grupy Carlsberg browar Kasztelan. Dzięki inwestycjom w latach 2015–2016 zużycie energii elektrycznej obniżono o 25 proc., natomiast zużycie ciepła o 44 proc.

Przemysł może oszczędzać, realizować cele efektywności energetycznej na dziesiątki różnych sposobów – od energooszczędnego oświetlenia hal produkcyjnych poprzez kontrolę pod tym kątem procesów produkcyjnych aż po zastosowanie nowoczesnych oszczędniejszych technologii. Warto się też przyjrzeć harmonogramowi pracy poszczególnych maszyn w firmie, zdarza się bowiem, że np. piece elektryczne mają często przestoje, gdyż np. oczekują na wsad. Lepsza organizacja pracy pozwala zatem czasem osiągnąć spore oszczędności praktycznie bez inwestycji.

Spore pole do popisu, jeśli chodzi o energoefektywność, wciąż mają jeszcze samorządy, które osiągnęły już wiele, ale wciąż jeszcze pozostaje spory potencjał.

– Poszukiwanie oszczędności energetycznych w sektorze publicznym jest równie pożądane jak w przedsiębiorstwach prywatnych. Coraz częściej dążą do niej samorządy i instytucje pożytku publicznego, zobligowane dodatkowo krajowymi planami działań w obszarze efektywności energetycznej w państwach Unii Europejskiej. Ich celem jest utrzymanie zerowego energetycznego wzrostu gospodarczego, czyli rozwój gospodarki bez wzrostu zapotrzebowania na energię pierwotną – twierdzi Jaromír Pečonka, prezes zarządu CEZ ESCO Polska.

Nie tylko termomodernizacja

Podstawowym narzędziem jest wciąż termomodernizacja, mogą w tym pomóc firmy ESCO (Energy Service Company) – firmy oferujące usługi energetyczne i inwestujące własne środki oraz dokonujące wszelkich związanych z energooszczędnością prac.

– Firmy ESCO są w stanie zaplanować i wdrożyć praktycznie każde działanie służące poprawie efektywności energetycznej podkreśla Jaromír Pečonka. – Oprócz termoizolacji ścian oraz wymiany stolarki oferują również modernizację lub wymianę urządzeń cieplnych i chłodzących oraz instalacji przesyłowych, a także renowację lub montaż nowych urządzeń energetycznych – dodaje.

Możliwości jest jednak znacznie więcej.

– Oszczędność energii oraz redukcję wpływu na środowisko gwarantują również własne instalacje produkujące energię na potrzeby danego budynku. Kogeneracja, czyli wytwarzanie energii elektrycznej i ciepła lub chłodu w jednym procesie technologicznym, to rozwiązanie, które sprawdzi się w obiektach o szczególnie dużym zapotrzebowaniu na ciepło, jak baseny czy szpitale. Moduły fotowoltaiczne, montowane najczęściej na dachach budynków, zapewniają własną, tanią energię elektryczną – tłumaczy prezes CEZ ESCO, wskazując również na korzyści dla środowiska z modernizacji oświetlenia ulicznego. – Zastosowanie technologii LED oraz nowoczesnych narzędzi sterujących przynoszą znakomite efekty. Pozwalają nie tylko zmniejszyć pobór energii, lecz również polepszyć jakość samego oświetlenia, co przekłada się na ograniczenie liczby wypadków drogowych oraz zwiększenie bezpieczeństwa osób wychodzących z domu po zmroku – podkreśla.

Samorządy są zresztą bardzo aktywne w tej dziedzinie – niemal każda gmina podejmuje działania w tym zakresie. Na przykład pod koniec października Gdynia i Dalkia podpisały porozumienie w sprawie współpracy na rzecz poprawy efektywności energetycznej, w ramach którego firma udostępni miastu nową wersję autorskiego systemu invisoLite do zarządzania efektywnością energetyczną w budynkach miejskich. Prawie rok temu Gdynia rozpoczęła korzystanie z systemu polegające na systematycznym wprowadzaniu danych o budynkach oraz danych z faktur za zużywane media. Kolejny etap projektu to analiza tych danych oraz planowanie działań na bazie wniosków z analiz. Gdynia stawia sobie ambitny cel poprawy efektywności energetycznej obiektów o średnio o 20–30 proc.

W Płocku zakończyła się modernizacja 28 budynków oświatowych oraz częściowo urzędu miasta, co pozwoli zmniejszyć zużycie energii cieplnej o ponad 25 proc., a elektrycznej o blisko 33 proc. (oczywiście w skali tych budynków, a nie całego miasta). Prace prowadzono w formule partnerstwa publiczno-prywatnego. Przykłady można by mnożyć.

Dobre perspektywy

Kolejnym impulsem do oszczędzania energii będzie zapowiadane przez rząd utworzenie funduszu termomodernizacyjnego. Obecnie w Sejmie kończą się prace nad stosowną ustawą. Zgodnie z jej założeniami fundusz ma finansować do 70 proc. gminnych programów niskoemisyjnych. Zgodnie z projektem na pilotaż termomodernizacyjny z budżetu państwa w latach 2019–2020 zostanie przeznaczone 180 mln zł, a w latach 2021–2024 703,20 mln zł.

Dzieje się zatem sporo na różnych szczeblach. Potencjał do oszczędności też jest wciąż duży – mimo, że Polska jest jednym z unijnych liderów, jeśli chodzi o postępy we wdrażaniu efektywności energetycznej, to wciąż nasza gospodarka ze względu na punkt startu jest o 13 proc. bardziej energochłonna niż średnia europejska. Można jednak się pokusić o ostrożny optymizm – wielość działań na różnych szczeblach, wdrażanie nowych rozwiązań – np. uwzględnianie energooszczędności już na etapie projektowania budynku – od jego położenia po zastosowane materiały, rozwój odnawialnych źródeł energii pozwalają wierzyć, że nadrobimy i ten dystans w dającej się przewidzieć przyszłości. ©

 

partner dodatku

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.