Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Energetyka

Bujający łódką nie wyprowadzą jej na spokojne wody

1 lipca 2024
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

K onflikt wokół rozporządzenia dotyczącego norm jakości węgla pokazuje jak na dłoni, co poszło nie tak w polskiej transformacji energetycznej. Opisanie go jako konfliktu wartości, w którym na jednej szali mamy zdrowie i życie tysięcy ludzi, a na drugiej – interes branżowy, byłoby uproszczeniem. Odejście od węgla nie jest nam potrzebne tylko ze względu na jakość powietrza, którym oddychamy, podobnie jak zabezpieczenie kopalni nie wynika tylko z chęci zysków. A jednak słuszne skądinąd postulaty dotyczące sprawiedliwej transformacji Śląska giną w zgiełku protestów, w których górnicy negują zmianę klimatu, opowiadają bzdury o węglu, przerzucają się inwektywami i posługują fejkami. Taki obraz zostawiła po sobie piątkowa manifestacja pod Ministerstwem Klimatu. Nie mam najmniejszej wątpliwości co do tego, że nie jest to głos wszystkich górników, podobnie jak straciłam już przekonanie, że przynajmniej część górniczych związków w ogóle jest zainteresowana rozwiązaniem problemu, a nie zwykłym bujaniem łódką i sprawdzaniem, dokąd dopłynie.

W słynnej umowie społecznej padła obietnica o zakończeniu wydobycia węgla w 2049 r., co nie oznacza rzecz jasna, że wycofanie z domowych pieców najbardziej brudnego paliwa, które sama minister przemysłu nazywa odpadem, stoi temu na przekór. Wydobycie skończy się w połowie stulecia, z czego nie wynika przecież, że przez kolejnych 25 lat ludzie powinni truć siebie, swoje dzieci i sąsiadów. Z tego terminu nie sposób też wysnuć, że wszystkie kopalnie będą jeszcze działały, że będą miały dochody i zatrudnienie na obecnym poziomie, ani że gospodarstwa domowe – a jakże: także za sprawą takich programów jak „Czyste powietrze” – nie odwrócą się od węgla szybciej. We własnym dobrze pojętym interesie. Rok 2049 to na tle zobowiązań innych unijnych państw perspektywa najbardziej odległa, by nie powiedzieć, że wręcz egzotyczna. I to biorąc pod uwagę nie tylko nominalne cele klimatyczne, lecz także to, jak szybko zmienia się gospodarka światowa – z pozwoleniem górników lub bez niego. Przez lata w Polsce był też sprzedawany tzw. ekogroszek, którego m.in. dotyczy rozporządzenie, a co do którego klienci mieli złudzenie, że przedrostek eko- pochodzi od ekologii, a nie od ekonomii. Utrzymywanie takiego stanu rzeczy byłoby jak budowanie fosy przed węglowym skansenem, jakim w Europie – słuchając wypowiedzi podczas manifestacji górników – miałaby stać się Polska.

Ale trudno mieć pretensje do górników, że walczą o swoje interesy, nawet jeśli jakość najgłośniej wybrzmiewających argumentów pozostawia moim zdaniem wiele do życzenia. Bujanie łódką widać też w rządzie.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.