Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Energetyka

Francuski atom, czyli Warszawa wybiera dywersyfikację

26 marca 2024
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

R ząd przymierza się do włączenia Francuzów do programu jądrowego. Jak pisaliśmy w DGP wczoraj, politycy mówią o krystalizującej się w rządzie woli politycznej, by właśnie ich wskazać jako dostawców technologii dla kolejnej elektrowni. W zależności od rozstrzygnięć, jakie zapadną w sprawie projektu koreańskiego – firmowanego przez Polską Grupę Energetyczną i kontrolowanego przez Zygmunta Solorza ZE PAK – chodziłoby o drugą albo trzecią jądrówkę w naszym kraju. Na razie nie jest jasne, gdzie EDF budowałaby swoją elektrownię (w grę wchodzą m.in. Bełchatów, Kozienice albo Konin – w scenariuszu, w którym rząd dogadałby się z właścicielem Polsatu co do zmiany partnera czy wręcz upaństwowienia przedsięwzięcia spółek).

Wybór opcji francuskiej, który może pociągnąć za sobą odwrót od współpracy z Koreańczykami, może dziwić, jeśli ktoś śledził losy ostatnich projektów EDF. Eksploatację nowego reaktora EPR w fińskim Olkiluoto rozpoczęto w zeszłym roku – niemal 18 lat od podjęcia jego budowy. Inwestycja we Flamanville ciągnie się 17. rok. Po drugiej stronie kanału La Manche elektrownia Hinkley Point C według ostatnich deklaracji koncernu ma zostać ukończona najwcześniej w 2029 r., 11 lat od rozpoczęcia budowy, i będzie prawdopodobnie najdroższą jądrówką w historii (łączny koszt budowy dwóch bloków energetycznych jest szacowany na 46 mld funtów), a według szacunków BBC News może wręcz konkurować o miano jednego z najbardziej kosztownych w realizacji obiektów na Ziemi. EDF boryka się też z problemami na własnym podwórku. Wykrycie usterek technicznych w reaktorach budowanych w latach 80. i 90. wiązało się z plagą wyłączeń i remontów. W rezultacie w czasie kryzysu energetycznego Francja, zamiast być gwarantem bezpieczeństwa i stabilności europejskich dostaw energii, stała się jednym z jego słabych ogniw.

Ale kłopoty Francuzów to tylko jeden z przejawów chorób gnębiących całą branżę jądrową. Westinghouse, który wspólnie z Bechtelem (głównym wykonawcą) ma zbudować w Polsce elektrownię na Pomorzu, nie wygląda pod tym względem dużo lepiej niż Francuzi. Z czterech reaktorów AP1000, które miały powstać w Stanach Zjednoczonych, budowę dwóch przerwano i porzucono, a realizacja dwóch kolejnych od momentu wbicia przysłowiowej pierwszej łopaty zajęła dekadę, przekraczając zakładane koszty o kilkanaście miliardów dolarów.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.