Szturmu kibiców nie będzie, emocje przed telewizorami
Jutro ruszają piłkarskie mistrzostwa Europy. Rok później niż planowano, w jedenastu miastach i ze stadionami zapełnionymi najwyżej w połowie. Finansowe żniwa będą skromne
Przez epidemię COVID-19 Euro 2020 rozpocznie się z rocznym przesunięciem. To dla organizatorów, czyli UEFA – Unii Europejskich Związków Piłkarskich, dodatkowe koszty wynikające m.in. ze zmiany rezerwacji lotów czy hoteli. Podstawowym problemem będzie jednak co innego. – Na pandemii tracą wszyscy. Wiadomo, że UEFA, a przez to federacje narodowe, zarobią mniej. Biznesplan zakładał, że na stadionach będzie wypełnionych 100 proc. miejsc, a w fazie grupowej będzie to tylko 50 albo 30 proc. To ogromny ubytek – wyjątkiem jest tylko Budapeszt, gdzie będzie pełny stadion. Dodatkowo rozbicie na wiele lokalizacji zwiększa koszty logistyczne i organizacyjne. Trzeba opłacić więcej ludzi i więcej podróży – wyjaśnia DGP Maciej Sawicki, sekretarz generalny Polskiego Związku Piłki Nożnej. O ile pandemia nie powinna wpłynąć na sprzedaż praw do transmisji, o tyle na razie trudno oszacować wpływy od sponsorów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.