Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Solorz-Żak mu zaufał, bo myśli tak samo jak on

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

DOMINIK LIBICKI zaczynał od własnej firmy produkującej reklamy i programy telewizyjne. W przyszłym roku zostanie prezesem największej grupy medialnej na polskim rynku

Każdy prezes spółki medialnej w Polsce przynajmniej przez chwilę chciałby być Dominikiem Libickim. Nie tylko dlatego, że jest on szefem największej platformy satelitarnej na rynku, mającej ponad 3,3 mln klientów. Także dlatego że w mijającym roku dokonał największej na rynku konsolidacji - podpisał umowę przejęcia za 4 mld zł telewizji Polsat. To kura znosząca złote jaja.

W przyszłym roku może już jednak nie być tak łatwo, bo Libickiego czeka kilka ważnych sprawdzianów. Cyfrowy Polsat zacznie świadczyć usługi megaszybkiego internetu w technologii LTE pozwalającej na prędkość do 150 Mb/s. Analitycy zabrali się właśnie za liczenie i szacowanie, kiedy inwestycja przyniesie zyski. I wcale nie wygląda to tak różowo. Jedni mówią, że uda się to, jeśli CP osiągnie 600 tys. klientów za cztery lata, inni - że potrzeba na to co najmniej miliona klientów w nawet o rok dłuższej perspektywie. Niektórzy twierdzą wręcz, że na tej usłudze będzie trudno zarobić kiedykolwiek. Z drugiej stronny trzeba będzie stawić czoła napierającej Telekomunikacji Polskiej do spółki z Grupą TVN i platformą n.

Gdy w przyszłym roku UOKiK zaakceptuje transakcję z Polsatem, 47-letni Dominik Libicki stanie się prezesem największej grupy medialnej na polskim rynku o przychodach przekraczających 2,4 mld zł. Niecałe dziesięć lat wcześniej, gdy zostawał prezesem Cyfrowego Polsatu, szans na sukces nie dawał mu w zasadzie nikt. Platforma miała wtedy 500 tys. abonentów i daleko jej było do ówczesnego lidera - Cyfry+. Eksperci mówili: dla drugiego gracza na rynku miejsca już nie ma. Tym bardziej że prowadzi ją osoba bez doświadczenia na rynku płatnej telewizji.

Rzeczywiście, urodzony we Wrocławiu Libicki nie kierował ani platformą, ani kablówką, ale nie trafił do imperium Solorza-Żaka z ulicy. Ukończył studia na Wydziale Inżynierii Sanitarnej Politechniki Wrocławskiej, uzyskał tytuł magistra inżyniera ochrony środowiska.

Zanim został szefem platformy, dał się poznać jako skuteczny menadżer na rynku produkcji telewizyjnej. Zarządzał wówczas jedną z największych firm - PAI Film, a także prowadził własne Studio Meg, które produkowało telewizyjne spoty reklamowe oraz programy telewizyjne. Podobno punktem przełomowym była gala bokserska, którą dla Polsatu ponad dziesięć lat temu organizowała firma Libickiego. Jego skuteczność zaimponowała Solorzowi-Żakowi.

W rozmowie z "DGP" Zygmunt Solorz-Żak nie przypomina sobie jednak tej sytuacji. Przyznaje natomiast, że gdy powołał Libickiego na szefa platformy, wiele osób pytało go, dlaczego postawił na doświadczonego menedżera z konkurencji.

- Odpowiadałem: Dominika poznałem jako szefa firmy produkującej reklamy i programy telewizyjne. Radził sobie świetnie, ale nie to było decydującym czynnikiem. Chodziło o coś innego: prowadził własną firmę i potrafił myśleć takimi kategoriami jak ja. Wiedział, co to znaczy odpowiedzialność za swoje. Jego sposób myślenia był podobny do mojego. To mnie przekonało - dodaje.

Libicki to typ tzw. fightera. Pewny siebie i bezpośredni. Podczas branżowych spotkań czy konferencji prasowych nie unika ostrych i złośliwych polemik. Zawsze jednak stara się rozładowywać napięcie uśmiechem. Z długimi, kręconymi włosami, gdyby zamienił garnitur na piankę do pływania, przypominałby surfera. Prywatnie rzeczywiście jego pasją jest kitesurfing, a poza tym tenis.

Analitycy i konkurenci zastanawiają się teraz, czy Libicki pójdzie za ciosem i wykona kolejny krok: spróbuje przejąć Cyfrę+. Podobno grunt pod to został przygotowany, gdy Zygmunt Solorz-Żak dogadał się z Vivendi, właścicielem Cyfry+, w sprawie Ery.

Libicki zawsze powtarzał, że gdyby była taka okazja, chciałby konsolidować rynek.

@RY1@i02/2010/253/i02.2010.253.000.016a.001.jpg@RY2@

Fot. Piotr Waniorek/Forbes/Forum

Dominik Libicki podczas branżowych rozmów nie unika polemik i ostrych starć. Jak twierdzą nasi rozmówcy, zawsze stara się jednak rozładować napięcie uśmiechem

Michał Fura

michal.fura@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.