Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Inwestorzy powinni uważnie czytać przypisy do sprawozdań finansowych

Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Od lat dziennikarze zmagają się z problemem, jak uatrakcyjnić temat rachunkowości. Pół biedy, gdy chodziło o rachunkowość pozabilansową, bo ta mogła być „podejrzana”, „szara”, „nieprzejrzysta” – a najlepiej: „á la Enron”.

No i koniec. Kwalifikowane podmioty specjalnego przeznaczenia (QSPE) – struktury, które służyły amerykańskim bankom do usuwania wielkich pakietów kredytów z bilansów i sprzed oczu inwestorów oraz organów regulacyjnych – definitywnie wyzionęły ducha.

Od początku przyszłego roku setki miliardów dolarów (analitycy różnie szacują te kwoty – można wybierać!) wrócą do ksiąg banków. Zwyciężyły względy przejrzystości w rachunkowości i potrzeby inwestorów. Czy na pewno?

Dla wszystkich, którzy posiadają elementarną znajomość rachunkowości i wiedzą, na czym polegała afera Enronu, ta retoryka powinna zabrzmieć jak dzwonek na alarm.

Sięgnijmy pamięcią do 2001 r. Upadłość Enronu ogłoszono w grudniu, a fakt, że działanie spółki, polegające na wykorzystywaniu podmiotów pozabilansowych do ukrywania strat, było zgodne z literą (choć nie z duchem) reguł rachunkowości, uznano za Stan, Który Wymaga Zmiany.

Do lutego 2002 r. organy normotwórcze, działając z błyskawiczną (jak na nie) szybkością, opracowały zarys nowych reguł, w których treść miała przeważać nad formą. Pełne projekty przedstawiono latem tegoż roku.

Pod koniec 2002 r. Bob Herz, przewodniczący Rady ds. Standardów Rachunkowości Finansowej (FASB), miał do rozpatrzenia ponad 130 opinii przedstawionych Radzie. W styczniu zapowiedział, że ostateczna – już niemal gotowa – wersja będzie „bazować na ogólnych zasadach i ma zawierać pewne szczegółowe przepisy – co jest chyba najlepszym z możliwych rozwiązań”.

Wśród 130 instytucji, które ustosunkowały się do projektu, były także i banki. Te dowodziły, że nie mają obowiązku wykazywania w księgach zabezpieczeń finansowych, tworzonych dla tzw. conduits (kanałów inwestowania w papiery wartościowe powiązane z kredytami hipotecznym). Argumentacja była taka: banki powołują do życia te struktury po to, żeby zapewnić środki finansowe spółkom-klientom. Spółki wnoszą aktywa wysokiej jakości, takie jak wierzytelności, a conduit emituje na ich podstawie tanie papiery komercyjne. Banki tworzą zabezpieczenia na wypadek zamknięcia rynku papierów komercyjnych, ale ryzyko takiego zdarzenia jest na tyle znikome, że nie ma potrzeby wykazywania owych zabezpieczeń w księgach.

Poza tym – zupełnie jak dziś – banki ostrzegały, że konsolidacja podmiotów celowych spowodowałaby wykorzystanie cennego kapitału, wymuszając zmniejszenie emisji kredytu.

Te zastrzeżenia znalazły odzwierciedlenie w instytucji QSPE – kwalifikowanego podmiotu specjalnego przeznaczenia, niepodlegającego obowiązkowi wykazywania w księgach, o ile przeszedł pomyślnie pewne testy. Co znamienne, w czerwcu 2003 r. analitycy obliczyli, że do ksiąg wróci około 380 mld dolarów – zastrzegając zarazem, że wobec trwającej restrukturyzacji umów pod kątem zgodności z nowymi regułami te szacunki należy uważać za ruchomy cel.

Jak można było przewidzieć, podmioty sekurytyzacyjne wartości setek miliardów dolarów obeszły nowe wymogi i pozostały w cieniu. Tak było aż do sierpnia 2007 r., kiedy rynek papierów komercyjnych zamarł, a conduits musiały skorzystać z bankowych mechanizmów zabezpieczających. Pod koniec roku owe zabezpieczenia zaczęły się pojawiać w bilansach banków. Stało się to, do czego – według zapewnień z 2002 roku – miało nigdy nie dojść.

Teraz, po najnowszych zmianach reguł, mamy nowe szacunki kwot, jakie pojawią się w księgach. Rezerwa Federalna ocenia, że w dziewiętnastu największych amerykańskich bankach będzie to około 700 mld dolarów. Citi spodziewa się, że w jej bilansie może się pojawić aż 165,7 mld dolarów, a JP Morgan mówi o 145 mld dolarów.

Znowelizowane zasady, choć oparte na silniejszych podstawach (komu przysługują korzyści i/lub kto jest obowiązany przyjąć straty) mogą jednak zawierać luki – na przykład wynikające z wyłączenia obowiązku konsolidacji, w przypadku gdy nie można wskazać podstawowego beneficjenta. Niewykluczone, że wyłonią się nowe, interesujące, mgliste struktury.

Tym, co różni nową wersję reguł od poprzedniej, są bardziej rygorystyczne wymogi dotyczące ujawniania informacji: nawet jeśli podmiot specjalnego przeznaczenia nie figuruje w księgach, jego istnienie i powiązanie z bankiem należy co najmniej zaznaczyć w przypisach.

W tym miejscu kończy się obowiązek twórców reguł rachunkowości, a zaczyna rola tych, którzy czytają sprawozdania finansowe. Informacje opublikowane, lecz nie brane pod uwagę, nie mają znaczenia. Piłka jest po stronie inwestorów.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.