Książka jako wizytówka firmy
Dee Blick, założycielkę Marketing Gym, od dawna korciło, żeby napisać książkę. W tym roku zrealizowała zamiar: wydała „Poweful Marketing on a Shoestring Budget for Small Businesses” (Skuteczny marketing za grosze dla małych firm).
– Uznałam, że na rynku jest luka – mówi autorka. – Wszystkie publikacje na temat marketingu są takie zawiłe, a poza tym ma się wrażenie, że są adresowane do większych organizacji. Bardzo się cieszę, że to zrobiłam. Nie do wiary, ile drzwi stanęło przede mną otworem. Książka znalazła się na liście 50 najpopularniejszych publikacji biznesowych Amazon i miała kilka bardzo pochlebnych recenzji. „Powerful Marketing...” to dla mnie najlepsza firmowa wizytówka.
Pani Blick twierdzi, że od czasu, gdy książka pojawiła się na rynku, jej firma marketingowa kwitnie.
– Muszę odmawiać przyjmowania części zleceń, a mój mąż wziął roczny urlop, żeby mi pomagać.
Peter Hutton, założyciel firmy doradców Brand Energy Researchers, potwierdza, że wydanie własnej książki pomaga zaistnieć na rynku.
– Byłem dyrektorem w Mori, ośrodku badania opinii publicznej. Kiedy zakładałem własną firmę w 2003 roku, uświadomiłem sobie, że poświęciłem 29 lat na budowanie marki Mori – i ani chwili na budowanie własnej.
Przyznaje, że to był jeden z powodów, dla których napisał „What Your Staff Are Trying to Tell You” (Co pracownicy usiłują ci powiedzieć). Poza tym właśnie tę dziedzinę uznał za szczególnie godną badań.
– Pod pewnymi względami to było niemal terapeutyczne zajęcie: pomogło mi uporządkować własne spojrzenie na badania pracowników. Poza tym jako autor stajesz się bardziej wiarygodny. Większość ludzi nie kupuje takich książek, ale one są trochę jak wymachiwanie chorągiewką, by zasygnalizować „Tu jestem!”.
Zarówno Dee Blick, jak i Peter Hutton wydali swoje książki własnym nakładem: ona w Authorhouse.com, a on w Lulu.com. Do niedawna wydawanie własnym sumptem – określane niekiedy jako publikacja z próżności – miało raczej kiepską opinię. Kojarzyło się ze stereotypem autora marnych powieścideł, który płaci miejscowej drukarni ciężkie pieniądze, by wylądować z tysiącem egzemplarzy, składowanych w garażu i stopniowo rozprowadzanych wśród krewnych i znajomych, którzy nigdy ich nie przeczytają.
Tymczasem Daniel Cooke, dyrektor ds. akwizycji w Autorhouse, mówi, że internet i druk na zamówienie diametralnie zmieniły sytuację.
Dziś książki wydawane własnym nakładem „niczym się nie różnią od innych”. W zakres usług (w Authorhouse ceny takich pakietów zaczynają się od 795 funtów) wchodzi zazwyczaj projekt i doradztwo w sprawie marketingu. Książka uzyskuje numer ISBN, a wiele firm wydających nakładem autora załatwia wprowadzenie danej pozycji do oferty sklepów internetowych, takich jak Amazon – a nawet niektórych fizycznie istniejących księgarni. Co więcej, ponieważ egzemplarze drukuje się na zamówienie, autorowi nie grozi, że zostanie z garażem pełnym książek.
Natomiast jedna z podstawowych różnic polega na tym, że wydający własnym nakładem zachowuje całość praw do dzieła – a to może się przydać, gdy książka jest czymś w rodzaju przedłużenia prowadzonej działalności gospodarczej.
Oczywiście, nakładem własnym pojawia się też wiele utworów beletrystycznych, które inaczej nie ujrzałyby światła dziennego. Jednak Daniel Cooke zaznacza, że autorzy publikacji dotyczących biznesu to inna sprawa, ponieważ ich prace nie są owocem płomiennej wiary w artystyczną wartość ich utworu.
– Na ogół chodzi w takim samym stopniu o prowadzoną działalność, jak o książkę – mówi. – Można wręcz patrzeć na to jak na metodę inwestowania w marketing oraz w tworzenie i rozwój marki: dodaje głębi przedsięwzięciu, sprawia, że jesteś bardziej widoczny i może być bardzo skuteczne.
Są inne jeszcze powody, dla których autorzy wybierają publikowanie własnym nakładem. Stephen Sutherland, autor „Liquid Millionaire” (Milioner z płynnością), twierdzi, że wydając swoją książkę o inwestowaniu własnym nakładem, zachował kontrolę nad skalą czasową – rzecz nie bez znaczenia dla kogoś, kto prowadzi firmę inwestycyjną.
– Na sprzedaży książek trudno zarobić – mówi. – Tak naprawdę korzyść polega na przyciągnięciu ludzi do firmy.
Oczywiście, narzędzie marketingowe, jakim jest publikacja własnym nakładem, ma też i wady. Pominięcie kontroli jakości, którą zawsze przeprowadza tradycyjne wydawnictwo, może narazić autora na ryzyko żenujących błędów ortograficznych i innych.
Poza tym, mimo że wydawanie własnym kosztem jest dziś tańsze niż dawniej, nadal wiąże się z niemałym wydatkiem. Wreszcie – chyba ważniejsze od inwestycji finansowej jest inwestowanie czasu. Napisanie książki bywa niesłychanie długim procesem, pochłaniającym cenny czas, który można by przeznaczyć na rozbudowę własnego przedsiębiorstwa.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.