Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Maszyny do szycia wracają do łask

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Zmagający się z brakiem gotówki Brytyjczycy przepraszają się z maszynami do szycia i naprawiają podarte ubrania, zamiast je wyrzucać. To nowe zjawisko powoduje wzrost sprzedaży dodatków krawieckich, tkanin i włóczki do robótek.

Sieć sklepów detalicznych John Lewis podaje, że sprzedaż przyborów do robótek domowych - od maszyn do szycia po zestawy narzędzi - była w lutym i marcu o 16 proc. większa niż rok wcześniej. Handel tym wyrobami nabierał przyspieszenia już wcześniej, mniej więcej od sześciu miesięcy.

- Obserwujemy coś w rodzaju odrodzenia tej dziedziny - mówi mówi Andy Street, dyrektor zarządzający firmy John Lewis. Zjawisko to jest oznaką postępującej wraz z zaciskaniem przez Brytyjczyków pasa zmiany struktury wydatków detalicznych.

Odkrywanie na nowo takich tradycyjnych umiejętności jak szycie ubrań czy robienie na drutach zbiega się z rozbudzeniem apetytów na tradycyjne potrawy, a jednocześnie - z odchodzeniem od idei „wyrzuć po użyciu”, którą symbolizują szybka zmiana mody i tania odzież.

Robb Myers, który we wschodniej części Londynu prowadzi niezależną firm detaliczną Sew Amazing (Uciechy szycia), twierdzi, że sprzedaje więcej kieszonkowych przyborów do szycia, łat na łokcie, specjalnie wzmocnionych taśm do obszywania brzegów, materiałów do cerowania i guzików.

- Wygląda na to, że ludzie zaczynają reperować rzeczy, które przedtem wyrzucali - mówi.

Na tym, że ludzie - zarówno z oszczędności, jak i dlatego, że chcą coś robić, żeby nie poddać się ponuremu nastrojowi - częściej szyją i robią na drutach, korzystają także firmy detaliczne.

Sprzedaż maszyn do szycia w lutym i marcu była w sieci John Lewis o 24 proc. większa niż rok wcześniej. Najlepiej się przy tym sprzedawał jej czerwony model za 49 funtów, często kupowany jako pierwsza w życiu maszyna do szycia.

W tym samym czasie w sklepach tej firmy o 10 proc. wzrosła sprzedaż wełny do robótek, dużo więcej kupowano również wykrojów do szycia, guzików, suwaków i innych dodatków.

Niki Harley, która wraz z mężem od 25 lat prowadzi w londyńskiej dzielnicy Soho dwa sklepy z tkaninami, twierdzi, że podobnie było podczas poprzednich recesji, gdy sprzedaż również rosła. Tym razem jednak dodatkową zachętę stanowi słaby funt, skłaniający do zakupów więcej gości z zagranicy.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.