Uderzenie w koncerny przypomina pokazowy proces
ROZMOWA
RADOSŁAW KORZYCKI:
JORGE ABRAHM*:
I tak, i nie. Moją wątpliwość budzi to, w jakich okolicznościach zapadały decyzje o cięciach. To trochę przypominało pokazowy proces. Departament Skarbu zażyczył sobie od firm listy pracowników, którzy najwięcej zarabiają, bez względu na to, czy ciężko pracują na te pieniądze, czy nie. I to jest trochę niepokojące. Ale z drugiej strony takie działanie rządu jest uzasadnione, bo okoliczności są specyficzne. Szefowie niektórych korporacji nadal opływają w bogactwa. I trzeba to ukrócić, bo teraz zwyczajnie wydają publiczne pieniądze.
Na szczęście na tej liście nie jestem. Ani ja, ani nikt w mojej firmie. U nas nikt nie grał na łatwy, ale obciążony przesadnym ryzykiem zysk. JP Morgan Chase trzymał się zasad i nie popadł w takie tarapaty jak AIG czy Lehman Brothers, który w ogóle wypadł z gry, bo zbankrutował. Uważam, że ci, którzy w biznesie stracili zdrowy rozsądek i umiar, powinni ponosić tego konsekwencje.
Oj, na różne sposoby. AIG wypłaciła sobie w marcu wielomilionowe bonusy. Wtedy wszyscy zrozumieli, że coś jest nie tak. Senat obłożył je potem nadzwyczajnym 90-procentowym podatkiem. Ale były i pomniejsze rzeczy, choć bardziej kolące oko. Np. zjazdy w kurortach w San Diego czy Las Vegas, gdzie Citigroup wydała po 30 tys. dol. na każdego uczestnika, w tym przeloty pierwszą klasą i najdroższe apartamenty.
*Jorge Abrahm, menedżer w nowojorskim oddziale JP Morgan Chase
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu