Najwięcej kłopotów sprawia niestabilne prawo
Głównym celem Związku Dilerów Samochodowych jest tworzenie przyjaznego dla motoryzacji prawa. W tym zakresie nowa organizacja będzie współpracowała z organizacjami konsumenckimi oraz Stowarzyszeniem Producentów i Importerów Samochodowych.
Nasza nowa organizacja ma formę związku pracodawców. 25 września odbyło się zebranie założycielskie, na którym zostały wybrane władze związku, ustalony statut, plan pracy. Związek będzie miał formę profesjonalną, zarząd będzie nadawał kierunek merytoryczny, a dyrekcja (na etatach) koordynowała pracę.
Celem związku jest stworzenie organizacji, która będzie zrzeszała tylko i wyłącznie branżę dilerską. Do tej pory nikt nie reprezentował naszych interesów, istniała tylko Polska Izba Motoryzacji oraz Stowarzyszenie Importerów i Producentów Samochodów.
Związek Dilerów skupia około 1500 firm i 50 tys. pracowników. Obroty branży to ponad 20 mld zł. To jest dość poważny przemysł. Głównym celem ZDS jest tworzenie przyjaznego dla motoryzacji prawa. W tym zakresie będziemy współpracowali zarówno z organizacjami konsumenckimi, jak i Stowarzyszeniem Producentów i Importerów Samochodowych.
Największym naszym problemem jest niestabilność prawa, choć - zdaję sobie z tego sprawę - nie jest to stwierdzenie zbyt odkrywcze. Inni przedsiębiorcy również mają ten sam problem. Dla nas jednak taka sytuacja jest ogromnie uciążliwa, ponieważ branża motoryzacyjna jest bardzo wrażliwa i żywo reaguje na zmiany prawa, na niedopowiedzenia, na brak lub różną interpretację przepisów. Sztandarowym przykładem jest np. kwestia VAT-u i kratek.
Polska jest chyba jedynym krajem w Europie, gdzie motoryzacja nie została wsparta przez rząd w żaden sposób. Jest to problem wynikający z możliwości budżetu. Jest jednak wiele drobniejszych kwestii, których rozwiązanie nie kosztowałoby naszego państwa ani grosza. Na przykład: wydawanie tablic rejestracyjnych bezpośrednio u dilera. Takie rozwiązanie oszczędza pracę urzędników, my mamy do tego odpowiednich ludzi i byłoby to jak najbardziej w interesie klienta. Takie procedury stosowane są z powodzeniem w innych krajach europejskich.
Kolejny problem to konieczność płacenia przez dilera ubezpieczenia za auta, które są zarejestrowane i stoją na placu. Czasem nawet rok. To dla nas dilerów - w skali roku - wydatek rzędu dziesiątek tysięcy złotych. Koszty te musimy potem przerzucać na klienta.
Współpraca dilerów i importerów nie zawsze układa się najlepiej - niektórzy twierdzą, że to feudalizm, inni mówią jeszcze gorzej. Zastanawiając się nad kierunkami działania Związku Dilerów Samochodowych, stwierdziliśmy, że nasza organizacja nie może zajmować się konfliktami między dilerami a importerami. Takie sprawy muszą być załatwiane przez lokalne stowarzyszenia. Tylko w wyjątkowych wypadkach możemy wesprzeć kogoś, kto ma poważne kłopoty.
Z jednej strony wszelkiego rodzaju promocje wspomagają sprzedaż aut, natomiast jestem przeciwny robieniu "wody z mózgu" klientom. Najpierw ustala się niebotyczne ceny, a potem proponuje się nabywcom 20 tys. zł rabatu. To nieuczciwe i nierzetelne. Promocje zawsze są pożądane, ale nie mogą być aż tak wysokie.
@RY1@i02/2009/191/i02.2009.191.027.0020.102.jpg@RY2@
Rozmawiała Anna Lubertowicz-Sztorc
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu