Kłopoty z rządami ma nie tylko Eureko
Najwięcej problemów prywatnym firmom sprawiają kraje naszego regionu
@RY1@i02/2009/191/i02.2009.191.000.002a.101.jpg@RY2@
Gdyby nie kryzys, Shell zostałby ostatecznie usunięty ze złóż Sachalin-2
Shell
Spory jak w sprawie Eureko - w których jedną stroną jest państwo, a drugą prywatne konsorcjum - nie należą do rzadkości. Shell kłócił się z Rosją o złoża gazu na Sachalinie, dystrybutor Linuksa, firma Red Hat, zarzuca rządowi szwajcarskiemu, że korzysta z rozwiązań Microsoftu, omijając procedury przetargowe, a koncern medialny CME wywalczył odszkodowanie od Czech za wywłaszczenie z telewizji Nova. Jednak w znakomitej większości podobne konflikty dotyczą rynków wschodzących, nieustabilizowanych, gdzie zagraniczna korporacja wykorzystuje luki w prawie. Stare kraje UE i Stany Zjednoczone są niemal wolne od takich problemów.
W 2006 r. rosyjskie ministerstwo ds. zasobów naturalnych cofnęło zgodę na inwestycję brytyjsko-holenderskiego koncernu Royal Dutch/Shell na Sachalinie, co w praktyce oznaczało wstrzymanie inwestycji wartości 16 mld euro. Moskwa cynicznie powoływała się na ekologię. Shell z kolei twierdził, że nie złamał żadnych rosyjskich przepisów i realizował wszystkie postulaty władz w sprawie ochrony środowiska. Sprawę zakończył kryzys gospodarczy i spadające zaufanie inwestorów do Rosji po wojnie w Gruzji. Trzy miesiące temu premier Władimir Putin postanowił wpuścić Holendrów na Sachalin.
Nie mniej głośnym konfliktem państwo - korporacja jest zapoczątkowany w tym roku spór amerykańskiej firmy Red Hat kontra Szwajcaria. Koncern oskarżył władze w Bernie o to, że lokalny Federalny Urząd Budownictwa i Logistyki zawarł z Microsoftem umowę na dostarczanie stacji roboczych bez przetargu. Do tego protestu dołączyło się 17 innych spółek, które także czują się pokrzywdzone "polityką protekcjonizmu". Sprawa znajduje się w sądzie, a Red Hat żąda unieważnienia trzyletniego kontraktu z Microsoftem.
Do podobnego konfliktu doszło na Ukrainie, gdzie tajwańskie konsorcjum budowlane Archasia Design Group pozwało rząd Julii Tymoszenko za zerwanie umowy na budowę stadionu w Kijowie przed Euro 2012. W październiku ma się odbyć pierwsze przesłuchanie stron przed sądem administracyjnym w Kijowie.
Konsorcja rzadko decydują się na rozwiązywanie takich sporów w lokalnych sądach, bo - oprócz prozaicznych obaw o barierę językową - boją się stronniczości. Tak jak w przypadku Eureko kończy się na międzynarodowym arbitrażu handlowym. To forma prywatnego sądu, w której obie strony wskazują jednego z arbitrów. Trzecim podmiotem jest niezależny przewodniczący. Prawną podstawą takich trybunałów są za każdym razem dwustronne umowy między państwami. Konsorcjum pozywające jakiś rząd powołuje się na umowę zawartą przez niego z władzami kraju, w którym samo zostało zarejestrowane. Na liście krajów pozywanych przed oblicze arbitrów prym wiodą państwa wschodniej Europy, Filipiny, Kolumbia. Liderem jest Argentyna.
- Podczas ostatniej międzynarodowej konferencji na temat arbitrażu Argentyńczycy przestrzegali przed pochopnym zawieraniem dwustronnych umów o ochronie inwestycji, na podstawie których inwestorzy mogą pozwać kraj goszczący inwestycję przed międzynarodowy sąd arbitrażowy, bo mają bolesne doświadczenia - mówi nam Tomasz Zbiegień, adwokat z Chatbourne & Parke, a także arbiter w sądzie arbitrażowym w Warszawie.
Państwo nie ma możliwości uciec przed wyrokiem sądu arbitrażowego, bo do jego uznania zmusza konwencja nowojorska z 1958 r. Przed jego wykonaniem można się ustrzec tylko w wyjątkowych przypadkach, powołując się na sprzeczność z porządkiem publicznym, ale to tak mglista formuła, że trudno ją zastosować w praktyce.
Zdaniem analityków doświadczeniem, któremu powinien przyjrzeć się walczący z Eureko polski rząd, był konflikt CME z Czechami. Należąca do Amerykanina Ronalda Laudera firma Central European Media Enterprises zainwestowała 27 mln dol. w komercyjną telewizję TV Nova. Lauder podpisał umowę ze współwłaścicielem stacji Vladimirem Żeleznym na to, że CME będzie mieć decydujący wpływ na program. To rozwiązanie naruszało jednak czeskie prawo zakazujące emisji programu z zagranicy. Lokalna rada radiofonii i telewizji zmusiła CME do oddania kontroli Żeleznemu. Lauder poczuł się oszukany, pozwał rząd w Pradze i nie dość, że po długich bojach wywalczył 335 mln dol. odszkodowania, to jeszcze przeprowadził w zachodnich mediach skuteczną kampanię zniechęcania do inwestowania w Czechach.
@RY1@i02/2009/191/i02.2009.191.000.002a.102.jpg@RY2@
Miliardy euro, dziesiątki spółek
Radosław Korzycki
radoslaw.korzycki@dziennik.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu