Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Bard zarządzania i jego poetycka wizja

Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Dwadzieścia lat temu David Whyte, poeta rodem z Yorkshire, został wprowadzony przez pewną firmę konsultingową do świata biznesu. Od tego czasu realizuje to, co uważa za swe posłannictwo: wykorzystywać - poprzez seminaria i wykłady w firmach - obrazy i metafory, zawarte w utworach poetyckich, do poszerzania języka, doskonalenia interakcji w miejscu pracy i pobudzania wyobraźni.

Pierwsze poważne zlecenie otrzymał od AT&T. Potem przez lata pracował z wieloma koncernami, od Boeinga po Microsoft i wieloma organizacjami, od NASA po Permanente. Jest związany z Said Business School w Oxfordzie. Niebawem poprowadzi wykłady dla słuchaczy kursu MBA na Uniwersytecie Stanforda.

David Whyte uważa, że „rzemiosłem poety jest tworzenie tożsamości”. Niekiedy występuje na konferencjach jako zaproszony wykładowca; czasami prowadzi seminaria w firmach. Na ogół pracuje równocześnie dla pięciu stałych klientów, realizując programy wspólnie z najwyższą kadrą kierowniczą.

Zaczyna od poezji (własnej, Rilkego, Wordswortha, Yeatsa i wielu innych), by następnie przejść do rozmowy i refleksji.

- Formuła jest elastyczna, od czterdziestopięciominutowego wykładu po trzydniowy cykl - wyjaśnia. Recytuje wiersze wolno, powtarza wersety dopóty, dopóki nie upewni się, że słuchacze zrozumieli przesłanie. Nie posługuje się krótkimi, nośnymi zwrotami, lecz skrupulatnie, precyzyjnie analizuje język, słuchając i rozmawiając z grupą aż do chwili, gdy może już wyartykułować niewygodną i niewypowiedzianą prawdę.

- Wszystkie te organizacje są jak żywcem wzięte ze sztuk Szekspira: wielcy bohaterowie wygłaszają swe prawdy z podium, a grabarze rubasznym językiem podsumowują, co dzieje się na najbardziej prozaicznym poziomie. Każda epoka kończy się wielką kałużą krwi na podłodze - mówi.

Na potrzeby audytorium, dla którego angielski nie jest ojczystym językiem, posługuje się innym materiałem.

- Kiedy pracuję z niemieckimi słuchaczami, często opieram się na wierszach Rilkego i Goethego w oryginale. Właśnie wróciłem z Hiszpanii, gdzie obficie cytowałem Machado i Nerudę, aby zasygnalizować, że anglosaski sposób myślenia nie zawsze przesądza o interpretacji.

Różnice nie ograniczają się jedynie do repertuaru.

- W Niemczech słuchacze mają opory wobec wszystkiego, co trąci kultyzmem czy mesjanistycznym przywództwem. Nie da się mówić o przywództwie w charyzmatycznych formach.

Natomiast niezmienną tezą jest ta, że językiem poezji można mówić o naturze pracy kierownictwa.

- Dla człowieka, który wspina się po szczeblach organizacji, jedna z podstawowych trudności polega na tym, że nowe terytorium, na które wkroczył w wyniku awansu - obszar ludzkiej tożsamości - dosłownie wysadza w powietrze dotychczas zdobyte umiejętności.

Uważa, że poezja jest właściwym narzędziem analizowania rozmów - czego rozpaczliwie unikają świeżo upieczeni kierownicy. - Chodzi o to, żeby wejść głęboko w przeżycia, dla których poezja dostarcza rozmaitych obrazów i metafor. Wiele z tych obrazów mówi o zagubieniu, o tym, że człowiek pozbawiony zwykłych punktów orientacyjnych patrzy na świat inaczej.

Zawirowania w gospodarce nie zmniejszyły popytu na jego usługi. - Uważam, że to jest fascynujący moment na rozmowy - mówi, tłumacząc, dlaczego na sali „poczucie zagubienia jest tak wyraźne, jak nigdy dotąd... wszyscy mają wrażenie, że pozbawiono ich pewnych fundamentów”.

Chwile obecną traktuje jako okazję do ponownej oceny sytuacji nas wszystkich.

- Czasem człowiek musi zrobić ze swego życia kompletną katastrofę, w tak epicki sposób, że jasno widzi, co robił.

Jego nowa książka, „The Three Marriages” (Trzy małżeństwa: nowe spojrzenie na pracę, siebie i związek) - która się niedługo ukaże - analizuje i odrzuca koncepcję równowagi między pracą a życiem. Jego zdaniem każdy z nas żyje równocześnie w trzech małżeństwach: z partnerem, z pracą i z samym sobą. Jakiekolwiek przetargi miedzy tymi trzema związkami są fatalne.

- Dokładniej rzecz biorąc, należy traktować te trzy rodzaje zaangażowania jak trzy romanse, w których musi dojść do wszystkich rozczarowań i weryfikacji wyobrażeń, jakie przeżywa się w zwykłym związku - mówi.

Z tych trzech „małżeństw” najtrudniejszy jest związek z samym sobą, ponieważ „ciąży na nim tajemnica śmierci i naszej śmiertelności”. Pogłębianie rozmowy z samym sobą to ciężki wysiłek.

- Poeta Wallace Stevens, który był również wytrawnym menedżerem, powiedział, że niekiedy odkrycie prawdy zależy od przejścia się brzegiem jeziora. To interesujące - zadać sobie pytanie, co w twoim życiu jest odpowiednikiem jeziora. Dla niektórych to będzie, dosłownie, wyłączenie radia w samochodzie w drodze do pracy, żeby złapać dystans wobec tego, co dzieje się wokół.

1392ab1f-384c-4867-8c5e-12badb03d2a2-38889884.jpg

Fot. Istock

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.