Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

To jeszcze nie dno obecnego kryzysu

Ten tekst przeczytasz w 11 minut

- Muszę powiedzieć, że to jest najgorszy cykl gospodarczy, jaki przeżyłem - a działam w biznesie blisko 32 lata. Uderzył we wszystkie rodzaje aktywów, we wszystkie branże - no, może z wyjątkiem pracowników sfery budżetowej.

- W Apollo - firmie, która działa zarówno w segmencie kapitału prywatnego, jak i funduszy kredytowych - po raz pierwszy dostrzegliśmy wiele oznak turbulencji i nerwowości na rynku kredytowym latem 2007 r. Apollo jest, można powiedzieć, funduszem „na wszystkie pory roku”: po stronie private equity można wykorzystywać okazje, wynikające z dobrych warunków, a po stronie długów zagrożonych spółek - zarabiać w trudnych czasach.

- Nie powiedziałbym, że widać światło w tunelu - dziś mamy co najwyżej światełka w mroku. Banki są, prawdę mówiąc, zaledwie w połowie drogi... Zaczęły od olbrzymiego problemu kredytów dla spółek, które trzeba było zdjąć z bilansów. Z drugiej strony, kiedy popatrzeć na inne pozycje ich bilansów - wierzytelności z tytułu kart kredytowych, studenckich kredytów i pożyczek zabezpieczonych na nieruchomościach mieszkalnych, to widać, że tu są zaledwie w połowie drogi. Prawdopodobnie z tego tytułu już spisały w straty pół biliona dolarów, a zapewne spiszą kolejne pół biliona.

Patrzymy dalej - czarna dziura nieruchomości komercyjnych - i to jest jeszcze przed nami. Zazwyczaj ten problem występuje z opóźnieniem od roku do półtora w stosunku do pozostałych problemów finansowych - a mówimy o 4 bilionach dolarów wierzytelności, o których co prawda wiadomo, że nie wszystkie są nieściągalne - ale część znacznie straciła na wartości. Tym problemem jeszcze się nie zajęto.

- Tak może być - i to jest jeden z wielkich znaków zapytania, gdy mówimy o tym, co pozostaje do zrobienia i jak wielka jest dziura, którą trzeba zatkać. Niektórzy szacują, że dalsze czyszczenie bilansów banków będzie kosztować 1 bilion dolarów, ale ja uważam, że może sięgnąć aż 2 bilionów.

- Generalnie, wzrost niespłacanych kredytów jest nieunikniony. Jak widać, eksperci JP Morgan, mówią o 10-15 proc. - i to jest chyba prawidłowy szacunek. Spółki kupowano bardzo drogo, finansując zakupy w znacznej części długiem. Z drugiej strony, dla części tych kredytów nie ma wskaźników, wskazujących na niezdolność do spłaty - więc tak naprawdę wszystko zależy od tego, o jakich sektorach i spółkach mowa.

Kiedy spadają zyski, maleje przepływ środków pieniężnych i rośnie relacja długu do kapitału własnego - a w takiej sytuacji częściej się zdarzają przypadki niespłacania kredytu. Bywają wyjątki, część spółek, które w ubiegłych latach korzystały z zewnętrznego finansowania, miało elastyczną strukturę kapitałową i wobec tego przypuszczam, że wiele z nich znajdzie sposób na zmniejszenie zadłużenia, uniknięcie upadłości i dotrwania do ożywienia gospodarki.

- Myślę, że to jest pora zarówno na defensywę, jak i na ofensywę. Działania defensywne koncentrują się na istniejących spółkach portfelowych - na obniżaniu kosztów, poprawie zarządzania i wykorzystywaniu rabatów od długu w celu zmniejszenia zadłużenia, wykazywanego w bilansie. Jeśli chodzi o działania ofensywne, zagrożone spółki mogą stanowić dobrą okazję dla tych, którzy mają amunicję - ale, biorąc pod uwagę względy bieżącej wyceny rynkowej i spory między wierzycielami, to nie jest gra dla lękliwych.

- Prawdopodobnie zwiększy się stopień regulacji. To będzie miało zalety - ale także i złe strony i chyba utrudni prowadzenie działalności. Przypuszczam, że spółki będą musiały angażować więcej kapitału własnego w transakcje i mniej polegać na zadłużeniu. To wiąże się z koniecznością dostosowania rynków kapitałowych i cen, ponieważ bez tego matematyka po prostu nie działa. Wie pan, jeśli się zapłaciło mniej za aktywa, można ciągle jeszcze sprawić, że matematyka działa - w sensie uzyskania dobrej stopy zwrotu.

- Wtedy, kiedy uznam, że zrobiliśmy wszystko, co można było zrobić dla naszych istniejących portfeli - że idą naprawdę równym kursem, interesy inwestorów są chronione i ustabilizowaliśmy sytuację w spółkach. Tylko - i tylko wtedy - przejdziemy do pełnej ofensywy.

Leon Black założył Apollo Management w 1990 roku. Firma, specjalizująca się w wykupach przedsiębiorstw i długów zagrożonych spółek, zarządza obecnie około 45 mld dolarów aktywów i dysponuje „wojennym skarbcem” wartości 13 mld dolarów na wykorzystywanie nowych okazji, jakie pojawiają się w czasach bezprecedensowej niestabilności rynków. Choć wiele innych firm popadło w kłopoty z powodu nieprzemyślanej dywersyfikacji, Leon Black starannie zaplanował i przeprowadził ekspansję, a dziś myśli o zwiększeniu inwestycji w surowce i spółki z sektora surowcowego. Karierę zaczynał w dawnej Drexel Burnham Lambert - spółce, która należała do pionierów branży kredytowania firm o niskim ratingu. Tam nauczył się dyscypliny inwestowania w wierzytelności. Jest absolwentem Dartmouth College, a tytuł MBA uzyskał na Uniwersytecie Harvarda.

1b3be1a6-a82c-46f5-99a6-653efb99b303-38889876.jpg

Fot. Bloomberg

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.