Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Mały popyt na samoloty

16 stycznia 2009
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Na całym świecie coraz więcej samolotów stoi na ziemi zamiast latać, bo linie lotnicze muszą ograniczać działalność: najpierw z powodu niebotycznych cen paliwa, teraz wskutek recesji. Coraz częściej przyczyną postoju jest bankructwo przewoźnika.

Spadają rekordowo przedtem wysokie zamówienia na nowe samoloty, pojawiają się też ostrzeżenia, że aż do 2010 roku linie lotnicze będą miały problemy ze sfinansowaniem zamówionych maszyn. Do niedawna dwaj wielcy ich producenci, Airbus i Boeing, publicznie prezentowali optymizm co do perspektyw produkcji. Wynikał on głównie z opóźnień w realizacji dużych zamówień z lat 2005-2007. Jednak wiele linii lotniczych chce obecnie odroczenia terminu dostaw albo nawet wycofują się one z zamówień, choć jest to posunięcie ostateczne, bo tracą wówczas depozyty gwarancyjne. Przewidywania wielkości popytu są ponure, zarówno co do przewozu pasażerów, jak i ładunków. - Fatalny stan gospodarki światowej to największe wyzwanie, z jakim kiedykolwiek przyszło się zmagać naszej branży - mówi Willie Walsh, dyrektor naczelny British Airways. Najnowsze dane międzynarodowego zrzeszenia przewoźników IATA wskazują, że w listopadzie przewozy pasażerów spadły w ujęciu rocznym o 4,6 proc., a ładunków - o 13,5 proc. Możliwości przewozowe zmniejszyły się o 1 proc., a w samolotach rośnie liczba pustych miejsc. - Spadek przewozu ładunków jest szokujący. Ponieważ samolotami przewozi się towary, stanowiące 35 proc. wartości handlu światowego, obrazuje to skalę jego załamania i rozprzestrzeniania się spowolnienia gospodarczego - mówi Giovanni Bisignani, szef IATA. To największy spadek przewozów od ataków terrorystycznych we wrześniu 2001 r. IATA przewiduje, że w 2008 roku przewoźnicy stracili netto 2,5 mld dol. na drogim paliwie. W okresie 2000-2008 tylko przez dwa lata mieli zysk, a w sumie ich straty wyniosły w tym czasie 46,6 mld dol.

W 2009 roku mają wynieść 2,5 mld dol. Odbija się to na sytuacji producentów. Boeing zmniejsza zatrudnienie o 4,5 tys. osób, czyli o 7 proc. Jak podała firma, zamówienia na samoloty o przeznaczeniu komercyjnym spadły w zeszłym roku o 53 proc., do 662 sztuk. Cessna, amerykański producent prywatnych odrzutowców, zapowiedziała drugie już cięcia zatrudnienia w ostatnich miesiącach (o 2 tys. osób). Jej rywal, Hawker Beechcraft, ma je wkrótce ogłosić. Produkcja samolotów i przewozy lotnicze to dziedziny tradycyjnie podatne na recesję. - Obecną od poprzednich ogromnie różni kryzys kredytowy; nie ma prawie wcale finansowania dostaw, jakie powinny się pojawić od połowy 2009 roku - mówi Nick Cunninghan, analityk branży lotniczej w firmie Evolution Securities. - Ponieważ dostęp do finansowania jest coraz trudniejszy, można oczekiwać odraczania przez linie lotnicze terminów dostaw bądź rezygnacji z nich. Po 11 września wielu przewoźników też musiało to robić, ale banki były wówczas gotowe pożyczać silniejszym liniom. Teraz i one muszą z trudem zdobywać pieniądze na zapłacenie za samolot - mówi Willie Walsh. Według Nicka Cunninghana, przypadające na I półrocze dostawy z Airbusa i Boeinga są w większości sfinansowane, ale już w II półroczu pojawiają się luki, a dostawy w następnym roku nie są wcale sfinansowane. - To tworzy w 2010 roku groźbę załamania dostaw, większego niż podczas poprzednich recesji - mówi. Przewiduje on, że Airbus dostarczy w tym roku 500 maszyn, ale do 2013 roku ich liczba zmaleje do zaledwie 272 sztuk. Brytyjski EasyJet, jeden z odnoszących największe na świecie sukcesy tanich przewoźników, dąży do odroczenia dostaw ilu się da z zamówionych u Airbusa 100 odrzutowców krótkiego zasięgu A320. Hongkońskie linie Cathay Pacific - czołowy w Azji przewoźnik na długich dystansach - prowadzi podobne zabiegi u Boeinga, gdzie zamówił 30 maszyn. Cathay Pacific pomógł jesienny strajk w Boeingu, a także opóźnienia w dostawach modelu 747-8. - W niektórych dziedzinach mamy prawo do odszkodowania, a w innych zabiegamy o ulgi - mówi Tony Tyler, dyrektor naczelny Cathay Pacific. Dla niektórych mniejszych linii jest to jednak sytuacja pomyślna. - Sześć miesięcy temu walczyliśmy u Airbusa o kupno maszyn A320, bo nasza flota się starzeje, ale pierwsze były osiągalne w 2011 roku. Teraz dostaniemy je dwa lata wcześniej - mówi Bjorn Naf, dyrektor naczelny Gulf Air z Bahrajnu.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.