Dziennik Gazeta Prawana logo

Nasz przemysł chemiczny restrukturyzuje się, żeby móc konkurować w Europie

29 czerwca 2018

POLSKIE FIRMY - najpierw trzeba zrestrukturyzować i skonsolidować, a dopiero potem powinno się planować ewentualne zmiany właścicielskie w spółkach - uważają uczestnicy debaty "DGP" pt. "Konsolidacja i restrukturyzacja branży chemicznej. Perspektywy i problemy"

@RY1@i02/2010/235/i02.2010.235.050.002a.006.jpg@RY2@

Marcin Piasecki, zastępca redaktora naczelnego "DGP"

Mówiąc o koncepcjach zmian w polskim przemyśle chemicznym, widzimy dwa scenariusze - konsolidacja branży albo prywatyzacja. Czy oba te procesy nie mogą iść w parze?

@RY1@i02/2010/235/i02.2010.235.050.002a.001.jpg@RY2@

Ryszard Kunicki, prezes Ciechu

Restrukturyzacja, konsolidacja i prywatyzacja to niezbędne składniki potrzebne do przeprowadzenia reakcji chemicznej, której efektem będzie silny i konkurencyjny w Europie polski przemysł chemiczny. Jak widać po Puławach, Policach, Tarnowie i Kędzierzynie, proces konsolidacji już się rozpoczął. Przykład naszej grupy dowodzi, że również procesy restrukturyzacyjne są mocno zaawansowane. Na efekty potrzeba jednak czasu.

@RY1@i02/2010/235/i02.2010.235.050.002a.002.jpg@RY2@

Wojciech Słowiński, dyrektor w zespole ds. sektora chemicznego i naftowo-gazowego PwC

Podchodziliśmy do każdego z tych zagadnień ze złej strony. Wychodziliśmy od pozycji właścicielskiej, czyli Skarbu Państwa, i narzucania pewnych programów. A powinniśmy wychodzić od spółek i ich interesów. To spółki same wiedzą, gdzie są na rynku, czego potrzebują i dokąd mają podążać. Do tego dochodzą często zmieniające się zarządy firm oraz pewne opory co do prywatyzacji i konsolidacji. Wtedy, kiedy jest dobry czas na prywatyzację, jest koniunktura i firmy dobrze prosperują, mówimy: po co je wyprzedawać. Natomiast kiedy jest źle, na spółki nie ma chętnych.

@RY1@i02/2010/235/i02.2010.235.050.002a.003.jpg@RY2@

Zenon Pokojski, członek zarządu ZA Puławy

Przecież mamy do czynienia z procesami konsolidacji i w jakiejś mierze prywatyzacji i do tego odbywającymi się równolegle. Chyba musimy wyjaśnić pewne problemy definicyjne. Proces prywatyzacji nie musi być definiowany jako sprzedaż udziałów Skarbu Państwa podmiotom prywatnym. Kupującym mogą przecież być inne podmioty Skarbu Państwa.

Nie można mylić też samego procesu z jego rezultatami. A konsolidacja może być właśnie efektem. Proces ten się rozpoczął. Konsolidacja i prywatyzacja biegną dziś równolegle. Różnica polega na tym, że konsolidacja jest dziełem zarządów spółek. To one mają budować nowe podmioty, po to by sprostać rywalizacji na europejskim rynku. Czym innym jest proces prywatyzacji, który jest domeną akcjonariuszy, właścicieli. On już się odbywa, co pokazały nam ZAK i ZAT.

@RY1@i02/2010/235/i02.2010.235.050.002a.004.jpg@RY2@

Jerzy Majchrzak, dyrektor Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego

Przykładem jest Ciech i połączenie Sarzyny oraz Zachemu w jeden organizm. To znacząca konsolidacja. Doświadczenia z Synthosem i Spolaną, choć to akurat nie są polskie firmy, też trzeba traktować jako działania konsolidacyjne. Tyle że już w skali Europy Środkowej.

Nie ma natomiast wątpliwości, że w zakresie konsolidacji mamy jeszcze wiele do zrobienia, aby być znaczącym europejskim graczem.

Co do procesu restrukturyzacji to on również się toczy. Wystarczy obserwować branżę przez ostatnie 10 lat. Porównując poziom zatrudnienia czy wydajności przedsiębiorstwa na jednego zatrudnionego, bo to jest powszechnie przyjęty wskaźnik efektywności restrukturyzacji, z jakim mieliśmy do czynienia w roku 2000, z obecnymi wskaźnikami, widać, z jak dalece zaawansowanym procesem restrukturyzacji mieliśmy w ostatniej dekadzie do czynienia.

Podam przykład: Zakłady Azotowe Kędzierzyn w 2000 roku zatrudniały powyżej 3 tys. osób. Dzisiaj jest ich 1,6 tys., ale przy mniej więcej tej samej produkcji, znacznie lepszej jakości, a wszystko przy niewspółmiernie większych wymaganiach środowiskowych. Trzeba pamiętać, że polska chemia w ochronę środowiska musiała zainwestować znacznie więcej niż konkurenci na Zachodzie.

W zakresie restrukturyzacji polska chemia zrobiła więc bardzo wiele. Efekt? Wszystkie duże zakłady funkcjonują na globalnym rynku bez specjalnych kłopotów.

W Ciechu restrukturyzacja wkroczyła w przełomowy moment. Podjęliśmy decyzje co do przyszłości Grupy, zdefiniowaliśmy, w których grupach produktowych chcemy pozostać. Są silniejsi od nas m.in. w produkcji nawozów, stąd decyzja o dezinwestycji w tym segmencie. Mam tu na myśli sprzedaż naszego jedynego zakładu nawozowego, czyli gdańskich Fosforów. Zostawiamy sobie natomiast drugą część dawnej Dywizji Agro, czyli środki ochrony roślin, które są częścią zakładów chemicznych Organika-Sarzyna. Środki ochrony roślin to produkt, który nawet w kryzysie przynosi marżę rzędu 20 proc.

Określiliśmy przyszłość opartą na dwóch segmentach, czyli wspomnianych zakładach chemicznych Organika i bydgoskim Zachemie oraz Dywizji Sodowej, której pozycja w Ciechu jest bardzo silna. Ma ona zdolności produkcyjne rzędu 2,2 mln ton, co daje nam drugą, niezagrożoną pozycję w Europie. W obu segmentach na pewno chcemy pozostać. Nie mamy natomiast pewności co do Vitrosiliconu, który jest producentem wyrobów pochodzących z wytopu szkła i produktów chemicznych. To rentowna działalność, od 10 lat daje ciągłe wzrosty zysków. Skala tej działalności nie jest jednak zbyt wielka. Dlatego myślimy o wyjściu z inwestycji.

Jesteśmy w tej chwili w szczytowym momencie, jeśli chodzi o organizację i budowanie nowej grupy. A równocześnie przeprowadzamy procesy związane z zapewnieniem długoterminowego finansowania. Myślę, że dopiero po przeprowadzeniu tych procesów właściciele spółki pomyślą o tym, by sprzedać posiadany pakiet akcji.

@RY1@i02/2010/235/i02.2010.235.050.002a.005.jpg@RY2@

Maciej Stańczuk, prezes banku WestLB Polska, członek Społecznej Rady Narodowego Programu Redukcji Emisji

W Polsce mamy tylko nieliczne przykłady zaangażowania kapitału prywatnego w branżę chemiczną. Nie rozumiem jednak, dlaczego dotychczas procesy prywatyzacyjne omijały polski rynek chemiczny. Skoro, jak słyszymy w branży, jest tak dobrze i proces restrukturyzacji przedsiębiorstw jest tak zaawansowany, powinna ustawiać się kolejka chętnych.

Prawda jest nieco inna. Potrzebny jest nam proces realnej konsolidacji, a nie narzuconej przez polityków, którzy na papierze będą kreślić wizje przejęć jednej spółki państwowej przez drugą spółkę państwową. Mamy już bardzo złe doświadczenia z decyzjami stricte politycznymi w biznesie. Najbardziej jaskrawym przykładem jest przejęcie rafinerii Możejki przez PKN Orlen. Decyzje polityczne wymuszone na spółce handlowej zakończyły się katastrofą. W prywatnej firmie takie aberracyjne zachowanie właściciela jest nierealne.

Lepiej byłoby zatem, gdyby najpierw spółki chemiczne zostały solidnie zrestrukturyzowane, następnie sprywatyzowane, a dopiero w kolejnym etapie właściciele podejmowaliby decyzje o konsolidacji. I nie byłyby to decyzje podejmowane na dywanikach ministerialnych, ale przez akcjonariuszy zainteresowanych budową wartości tych spółek.

Bylibyśmy w procesie prywatyzacji prawdopodobnie znacznie dalej niż dzisiaj, gdyby nie globalna sytuacja na rynkach finansowych. Przypomnę, że w latach 2008 - 2009 produkcja chemiczna w Europie spadła o około 16 proc. Obecnie sytuacja poprawia się, a przewidywania co do wzrostu na ten rok są dość duże, bo na poziomie 9 proc. Wciąż jednak jest daleko do uzyskania stanu, jaki mieliśmy przed kryzysem.

Nie zapominajmy, że ten kryzys wcale się jeszcze nie skończył i spółki z branży ciągle mają kłopoty.

To niejedyny problem, z jakim do czynienia mają inwestorzy. Wystarczy postawić się w roli potencjalnego kupującego, np. dużego konsorcjum finansowego, i spojrzeć na rynek. Po pierwsze udział Europy w globalnej sprzedaży produktów chemicznych wciągu 10 lat spadł z 34 do 24 proc. To oznacza, że potencjał europejskiej chemii maleje. Głównie dlatego, że bardzo szybko rośnie potencjał chiński. To właśnie Chińczycy praktycznie wycięli produkcję barwników w Europie. Na naszym kontynencie ich się nie produkuje, ponieważ bardzo ostre przepisy środowiskowe oraz koszty spowodowały, że chińskie barwniki, gorszej jakości, wyparły konkurencję z rynku.

Druga sprawa, popatrzmy na ciężką chemię. W Europie stanowi ona tylko 24 proc. tej gałęzi przemysłu. W Polsce 50 proc. I to jest problem, bo właśnie ta połowa sektora to firmy nawozowe, które mają poważne kłopoty z gazem. Dobrze, że wreszcie mamy podpisaną umowę z dostawcą surowca. Ale nie rozwiązuje to problemu. Do tego dochodzą ciągłe przepychanki z Unią Europejską w sprawie emisji CO2 oraz brak wiedzy, ile będzie kosztował prąd w Polsce. To wszystko nie tworzy dobrego klimatu dla inwestorów. Kto chciałby kupić duży zakład chemiczny, nie wiedząc, jak będą się kształtować ceny prądu na tle konkurencji, np. z Niemiec, oraz czy w trakcie sezonu nie zabraknie mu gazu?

Chemiczni giganci raczej nie będą zainteresowani polską chemią także z tego powodu, że nasze firmy to średnie zakłady, nie jesteśmy bowiem znaczącymi graczami ani na świecie, ani w Europie.

Podsumowując, potencjalny kupujący będzie bardzo ostrożny, a ta ostrożność przełoży się na oferty cenowe, które - moim zdaniem - w większości przypadków będą nie do zaakceptowania przez właściciela. Dlatego musimy konsolidować się sami, bo na konsolidację zewnętrzną na godziwych warunkach nie mamy co liczyć. Tym bardziej że musimy pamiętać, iż polskie firmy muszą znacznie więcej inwestować niż zachodnia konkurencja w ochronę środowiska. W Europie tego typu inwestycje były robione od wielu lat, w Polsce prowadzi się je dopiero od niedawna. Dziś nasze spółki zaczynają myśleć o inwestycjach innowacyjnych i rozwojowych. Wcześniej nie było jednak na to pieniędzy.

Jeśli UE zda sobie sprawę, że nie jest w stanie narzucić światu swojej polityki emisyjnej, a nasze warunki działania w biznesie będą porównywalne z warunkami innych rynków, to wówczas i polskie przedsiębiorstwa będą już atrakcyjne dla inwestorów zagranicznych. Będą bowiem zrestrukturyzowane i będą dysponować potencjałem atrakcyjnym dla kupca.

Nie możemy czekać, aż UE zrozumie swoje aberracyjne zacietrzewienie w kreowaniu polityki emisyjnej, bo branża chemiczna tych czasów nie dożyje. Trzeba działać. Obecnie są możliwości, by w ramach przepisów UE wykonać sensowne kroki, które wpłyną na poprawę kondycji firm branży chemicznej. Problem w tym, że rząd tych możliwości nie wykorzystuje. Zamiast zajmować się układankami konsolidacyjnymi w branży i pseudoprywatyzacją, powinien pójść w ślady innych krajów Unii, np. Niemiec.

Wprowadzając europejski system handlu emisjami, KE zapowiedziała rekompensaty dla firm, zwłaszcza z sektorów energochłonnych, które z tego powodu tracą swoją konkurencyjność. Odpowiednia dyrektywa unijna z zeszłego roku cedowała kompetencje w tym zakresie na kraje członkowskie. O ile Niemcy wykorzystali to, wprowadzając cały szereg dotacji operacyjnych i ulg dla sektora chemicznego, to my w Polsce nie zrobiliśmy nic. Dlaczego rząd nie korzysta z tej możliwości?

Dla zapewnienia niezbędnej konkurencyjności nie możemy doprowadzić do tego, że przy zbliżonej cenie energii elektrycznej w Polsce i w krajach UE różnica kosztów za 1 MWh energii w stosunku do firm niemieckich wynosi ponad 20 euro. A tak się niestety dzieje. Proszę sobie wyobrazić, że 10 euro za MWh robi różnicę w kosztach produkcji na poziomie 2 proc. Biorąc pod uwagę, że przemysł chemiczny w Polsce jest ekstremalnie uzależniony od kosztów nośników energii, ponieważ przeciętnie stanowią one od 65 do 81 proc. kosztów operacyjnych, trudno konkurować z firmami chemicznymi z innych krajów Unii.

Pan Stańczuk formułuje duże oczekiwania w stosunku do państwa. A ja staram się spojrzeć na to z perspektywy biznesu. Podam przykład tego, jakim problemem dla inwestorów są ceny regulowane, głównie gazu. Niedawno był u nas partner z Białorusi, który proponował nam jakieś aktywa w tym kraju. Pierwsze pytanie, jakie zadaliśmy: Jak wyglądają ceny gazu? Odpowiedź: Regulowane. Przez kogo? Przez rząd. A jak kształtowane są ceny nawozów? Regulowane. Przez kogo? Przez rząd. Wniosek: pole efektywności buduje rząd. Jakie jest więc pole manewru dla biznesu? Żadne. Zaangażowanie kapitału w takie aktywa nie wchodzi zatem w rachubę.

Miałem okazję współpracować z kilkoma firmami zainteresowanymi prywatyzacją i kupnem części aktywów firm chemicznych w Polsce. Argumenty, jakie podnosiły one, wycofując się z potencjalnych transakcji, były dwa. Pierwszy - gaz. Sprzedaż Anwilu trafiła się w momencie, gdy nie mieliśmy jeszcze zawartej nowej umowy gazowej. Kolejny z tym związany problem to fakt, że w Polsce mamy regulowany rynek gazu i brakuje jakiejkolwiek ścieżki dojścia do wolnego rynku, uwolnienia cen, chociażby dla przemysłu.

Drugi argument: nieprzygotowany proces prywatyzacyjny. Z jednej strony oferowane są bowiem firmy niezrestrukturyzowane, z drugiej proces ten rozpoczęto od nie tych firm. Prywatyzację należało zacząć od dużych spółek, jak Puławy, Anwil, a nie od mniejszych aktywów. Nieprzygotowana prywatyzacja zakończyła się więc tak, a nie inaczej. Szkoda, bo są firmy, które chcą kupić Puławy, Anwil i dalej konsolidować ten rynek. Wciąż są spółki zainteresowane Ciechem, które tylko czekają, co się stanie z planem finansowania i restrukturyzacją tej grupy.

not. MichaŁ Duszczyk

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.