Dziennik Gazeta Prawana logo

Fundusze tracą gwiazdorów

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Problemy, przed jakimi stanął w zeszłym tygodniu Gartner, kiedy jego czołowy zarządzający funduszami Roger Guy powiedział, że opuszcza firmę, nasuwa interesujące pytanie: czy odejście gwiazdy finansów naprawdę ma znaczenie?

Niektórzy inwestorzy zdecydowanie uważają, że tak. Drobni gracze już zaczęli wycofywać pieniądze z funduszy Gartmore zarządzanych przez Rogera Guya - takich jak fundusz European Absolute Return i europejski trust inwestycyjny.

To znajomy schemat. Kiedy Gervais Williams, ekspert Gartmore od małych spółek, powiedział we wrześniu, że opuszcza firmę, rady nadzorcze trustów inwestycyjnych, którymi zarządzał, natychmiast ogłosiły restrukturyzację.

Jeden został już połączony z funduszem Artemis, a przyszłość innych jest niepewna. Kiedy New Star został w ubiegłym roku przejęty przez Hendersona, wielu z jego zarządzających zdecydowało się odejść gdzie indziej, a inwestorzy podążyli za nimi.

Niektórzy ludzie kupują fundusz dla samego nazwiska, a nie stylu inwestowania czy rodzaju funduszu. Nie wszyscy inwestorzy, którzy kupują, dla przykładu fundusz Neila Woodforda, mogą być świadomi, że w związku z tym ani cent z ich pieniędzy nie zostanie zainwestowany w akcje spółek naftowych czy finansowych, tak jak to robi wiele innych funduszy akcyjnych. Kupują dla samego nazwiska.

Oczywiście nie musi to być koniecznie zła rzecz. Powodem, dla którego specjaliści od zarządzania mają status gwiazd, są przecież ich bardzo dobre dotychczasowe wyniki. Pomimo całego gadania, że najbardziej aktywni zarządzający w końcu i tak przegrywają z rynkiem, niektórym najwyraźniej udaje się tego uniknąć. I nie jest to zapewne tylko szczęście, biorąc pod uwagę przedział czasowy - wystarczy spojrzeć choćby tylko na Warrena Buffetta czy Anthonyego Boltona.

Czy skoro jednak można kupić gwiazdę, to można ją również sprzedać? W istocie wynik funduszu nie musi ucierpieć, jeżeli znany zarządzający odejdzie.

Najbardziej znanym przypadkiem jest zapewne Sanjeev Shah, następca Boltona w Fidelity. Od czasu przejęcia sterów na początku 2008 roku zapewnił inwestorom zwrot w wysokości 8 proc. wobec 2 proc. dla indeksu FTSE All Share.

Jednym z powodów, dla których menedżer gwiazda nie zawsze zostawia po sobie czarną dziurę, jest to, że potrafi niekiedy stworzyć przed odejściem sprawnie działający mechanizm sukcesji - styl zarządzania funduszem, który inwestorzy rozumieją i który następcy mogą z niewielkimi poprawkami przejąć.

A jednak inwestorzy wciąż są skłonni sprzedawać, gdy gwiazda zarządzania odchodzi, ponieważ ich marka jest tak silna. To wielki problem dla firm zarządzających funduszami.

Gartmore dobrze zdawał sobie sprawę, że Roger Guy wyrósł ponad innych i że ma niewielu innych dobrze znanych menedżerów. Próbował wzmocnić swój zespół przed wejściem na giełdę w ubiegłym roku, ale nie udało mu się pozyskać nikogo formatu Guya. W rezultacie jego odejście spowodowało gwałtowną przecenę akcji spółki.

Większość zarządzających marzy, by ich nazwiska wymieniano w jednym rzędzie z Anthonym Boltonem, ale wielu zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństwa, które to ze sobą niesie.

Jak powiedział w zeszłym tygodniu Terry Smith, który właśnie założył nową firmę zarządzającą funduszami: - Najlepsze jest to, że jeżeli wpadnę pod autobus, nikt się tym nie przejmie.

To rodzi delikatny problem dla firm zarządzających - promować czy nie promować zarządzających zamiast funduszu?

Mam jednak przeczucie, że firmy mądrze podeszły do sprawy. Przed krachem kredytowym powszechne były kampanie reklamowe ze zdjęciami zarządzających (co samo w sobie jest ryzykowne, biorąc pod uwagę, że większość menedżerów nie może estetycznie konkurować z modelami na sąsiednich billboardach).

New Star i F&C miały zdjęcia wszystkich swoich chłopców rozwieszone na całym City. Teraz zostali oni zastąpieni przez kojące opisy samych funduszy. Firmy obiecują absolutny wzrost albo odrodzenie - czyli dokładnie to, co inwestorzy chcą w tej chwili usłyszeć. Tymczasem sami menedżerowie zniknęli. Przypadek? Myślę, że firmy zarządzające być może w końcu polubiły same siebie.

@RY1@i02/2010/221/i02.2010.221.000.020b.001.jpg@RY2@

Fot. Bloomberg

Gervais Williams

TŁUM. TK

© The Financial Times Limited 2010. All Rights Reserved

Alice Ross

"Financial Times"

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.