Złoty wiek designu znad Wisły
Kiedyś polskie firmy lekceważyły wzornictwo. Dziś producenci mebli, ceramiki łazienkowej czy zasłon walczą o najlepszych projektantów, bo tylko tak można wygrać morderczy wyścig z konkurencją
Najnowsza kolekcja ceramiki łazienkowej firmy Koło Sanitec nosi nazwę Ovum. Owalne umywalki, bidety i sedesy z białej porcelany wykończone chromowanymi dodatkami zaprojektował Antonio Citterio - światowej sławy włoski designer, który pracował dla takich wnętrzarskich potentatów, jak Kartell, Vitra czy B&B Italia.
Koło nie jest wyjątkiem. Polskie firmy coraz chętniej korzystają z usług zawodowych projektantów. Do tworzenia nowych linii produktów ściągają mistrzów z Włoch, Stanów Zjednoczonych, Hiszpanii. Chętnie też zapraszają rodzimych designerów ze znanymi nazwiskami, takich jak Tomek Rygalik, Ewa Minge czy Piotr Kuchciński. Za autorskie projekty płacą nawet po kilkaset tysięcy złotych, lecz inwestycja szybko się zwraca, bo przedmioty codziennego użytku sygnowane nazwiskiem projektanta są poszukiwane przez klientów i można je sprzedać za wyższą cenę.
Z badań Instytutu Wzornictwa Przemysłowego wynika, że 86 proc. polskich firm jest dziś gotowych na inwestowanie w nowoczesny design. Czeka nas więc rewolucja, bo jeszcze 10 lat temu potrzebę zamawiania projektów u fachowców widziało tylko 20 proc. przedsiębiorców. Większość wytwarzała swoje wyroby według najprostszych wzorów wymyślanych przez zakładowych technologów lub kopiowała produkty podpatrzone we włoskich, francuskich czy w niemieckich sklepach. Chłonny rynek przyjmował niemal każdy produkt, dla klientów liczyła się cena i trwałość wyrobu. Niskie koszty pracy połączone z ciągłym wzrostem wydajności uzyskiwanym dzięki inwestycjom w nowe maszyny i technologie pozwalały zarabiać. Teraz to już nie wystarcza. Klienci stali się bardziej wybredni. Według agencji Autodesk aż 75 proc. z nich twierdzi, że na ostatni zakup decydujący wpływ miał dobry design produktu. W ślad za zmianami coraz więcej polskich przedsiębiorców upatruje szansy na rynkową ekspansję w nowoczesnym projektowaniu wyrobów. Trzy czwarte badanych przez IWP twierdzi, że jest ono kluczem do sukcesu produktu i wzrostu konkurencyjności firmy. - Stało się jasne, że jeżeli chcemy zwiększać sprzedaż i rozwijać markę, czy w kraju, czy za granicą, musimy postawić na design - mówi "DGP" Paweł Kubara z Comforty Living. Ponad rok temu firma zorganizowała konkurs, do którego zaprosiła 9 designerów m.in. z Włoch, Hiszpanii, Holandii. Każdy z nich najpierw projektował swój mebel, a potem przez wiele miesięcy pracował nad stworzeniem prototypu. Nowa linia ma pomóc Comforty Living wejść na rynki zachodnie.
Zaprojektowanie i wdrożenie do produkcji mebli, naczyń kuchennych czy armatury łazienkowej to dla firm wydatek rzędu kilkudziesięciu, czasem kilkuset tysięcy złotych. Projekt wcale nie jest tu najkosztowniejszy. Wielu designerów jest gotowych zrobić go nawet za darmo, godząc się na procent od sprzedaży. Jeżeli produkcja ma charakter masowy, zwykle zadowala ich 2 - 3 proc., jeżeli natomiast projekt ma być unikatowy, zarobek sięga 15 - 20 proc.
Ale za nazwisko kojarzone z modą firmy są gotowe tyle płacić, bo to zawsze się opłaca. Według brytyjskiego Design Council każde 100 funtów wydane na projekt produktu przynosi 225 funtów dodatkowego obrotu. IWP ocenia, że firmy, które inwestują w design, wprowadzają na rynek aż cztery razy więcej produktów niż reszta.
O tej wyjątkowej sile designu i magii nazwisk w ubiegłym roku przekonał się producent płytek ceramicznych Tubądzin. Firma zleciła przygotowanie kolekcji kafelków popularnemu polskiemu kreatorowi mody Maciejowi Zieniowi. Powstałe wówczas dwie linie Londyn i Paris okazały się hitem 2009 roku. - Wielu klientów, mając do wyboru płytkę sygnowaną przez Zienia i anonimową, wybiera tę z nazwiskiem projektanta - mówi nam Marek Bęzaj ze sklepu z wyposażeniem łazienek przy ul. Bartyckiej w Warszawie. Podobny trik zastosowała ostatnio firma Eurofirany, która zaproponowała projektantce Ewie Minge przygotowanie kolekcji zasłon.
Polskie przedsiębiorstwa coraz chętniej zresztą sięgają po rodzimych designerów. Najpierw młodzi projektanci pojawili się w firmach tekstylnych, takich jak np. LPP, Gino Rossi czy Simple. Po adeptów wzornictwa sięgnęły duże spółki, które chciały zwiększać eksport, m.in. Zelmer (AGD), Ćmielów (porcelana) czy Profab (meble). Ta ostatnia firma dzięki współpracy z Jarosławem Bełzą zdobyła kilka medali na międzynarodowych targach i w ciągu trzech lat zwiększyła eksport o 40 proc. Jej sztandarowy produkt - komoda Ara nawiązująca do tradycji przedwojennego polskiego wzornictwa spółdzielni artystycznej Ład - stał się w USA jednym z najbardziej poszukiwanych polskich mebli.
Zainteresowanie współpracą firm z młodymi designerami widać też na polskich uczelniach. Z roku na rok przybywa przedsiębiorców, którzy proponują adeptom warsztaty, pomoc technologów przy pracach dyplomowych, a najlepszym pracę. Absolwentów warszawskiego Wydziału Wzornictwa Przemysłowego zatrudniają m.in. firma Vox (meble), producent oświetlenia Osram czy ceramiki łazienkowej Cersanit. Zacieśniająca się współpraca uczelni artystycznych z biznesem to ważny krok w rozwoju naszego designu. Do tej pory polscy designerzy mieli ciekawe pomysły, ale nie najlepiej wychodziło im tworzenie przedmiotów, które ludzie chcieliby mieć w domach. Słabo znali nowe technologie, mieli ograniczone możliwości warsztatowe - bardziej tworzyli sztukę dla sztuki niż komfortu użytkowników.
Gdy polski biznes lekceważył wzornictwo, naszym najzdolniejszym projektantom pomogły zagraniczne firmy. To one organizując konkursy, wyłowiły takie talenty jak Tomek Rygalik.Włoska firma Moroso, która jest wyrocznią światowych trendów, kilka lat temu wypatrzyła jego prace na jednej z wystaw w Londynie i zaproponowała mu współpracę. Dziś jego projekty zamawiają fińska firma Artek czy szwedzki Heal.
Inny uznany w świecie polski projektant to Oskar Zięta, dziś wykładowca na Wydziale Architektury w Zurychu i projektant stołka Plopp. Mebel wygląda jak plażowa zabawka, ale zrobiony jest ze specjalnie przetworzonej blachy. Zięta dostał za niego kilka wyróżnień, a stołek produkowany jest w setkach tysięcy egzemplarzy przez duńską firmę Hay.
I wreszcie kolejna gwiazda światowego designu z polskim nazwiskiem - Janusz Kaniewski, który od lat projektuje auta dla Ferrari, Lancii, Hondy, a także sprzęt narciarski dla Rossignola. Uwielbia wykorzystywać nowoczesne materiały, dlatego współpracuje z laboratoriami Europejskiej Agencji Kosmicznej i holenderską firmą GE Plastics, która wymyśliła np. silikonowe opakowania do ipodów. Efektem tej współpracy jest produkt, który na światowych wystawach cieszy się największym powodzeniem - teczka na dokumenty. Wykonana z grubej czarnej skóry byka z doszytą bardzo trwałą kieszenią z materiału o nazwie mylar, wykorzystywanego do wykańczania żagli wyczynowych czy elementów wnętrza promów kosmicznych.
Młodzi polscy projektanci coraz liczniej prezentują swoje prace na międzynarodowych forach. Tylko w ramach tegorocznego festiwalu 100% Design London pokazano dwie polskie wystawy. Wybór eksponatów - filcowe drabiny przedstawione przez pracownię Malafora, dywany Joanny Rusin i Agnieszki Czop czy też lampy Kafti - dowodzi, że polska szkoła wzornictwa przemysłowego ma się coraz lepiej. Jeśli teraz projektanci dostaną silniejsze wsparcie od rodzimego biznesu, mamy szansę na życie w piękniejszym świecie.
@RY1@i02/2010/212/i02.2010.212.186.0012.001.jpg@RY2@
Fot. Robert Gardziński/Fotorzepa
Jedną ze wschodzących gwiazd polskiego designu jest Janusz Kaniewski. Projektuje m.in. dla Ferrari, Hondy, Lancii czy Rossignola. Współpracuje z laboratoriami Europejskiej Agencji Kosmicznej
Ewa Wesołowska
Rafał Pisera
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu