AIB nie pozyska kapitału na pokrycie strat
5,4 mld euro chce pozyskać Allied Irish Banks, niegdyś największą notowaną na giełdzie spółkę w Irlandii, w otwartej ofercie dla akcjonariuszy.
Na papierze to największa emisja praw do akcji w historii Irlandii. Urzędnicy nie mają jednak złudzeń, jak przyjmą ją akcjonariusze. W piątek kurs zamknął się na poziomie 39,5 centa, znacznie poniżej ceny w ofercie, która wynosi 50 centów. Maklerzy obliczają, że rząd może objąć ponad 90 proc. emisji, a dziura kapitałowa, którą bank stara się załatać, będzie 20 razy większa niż obecna wartość rynkowa banku.
Gwarantem emisji jest Narodowy Fundusz Rezerwy Emerytalnej (NPRF). Ma on już 18 proc. AIB. NPRF zamieni akcje uprzywilejowane o wartości 1,7 mld euro i zainwestuje 3,7 mld euro w gotówce.
Ostateczna struktura utrzyma udział państwa poniżej 75 proc. akcji z prawem głosu, co jest wymogiem UE dla spółek pozostających na giełdzie. Jednak z wyjątkiem nazwy jest to zwyczajna nacjonalizacja, której zarówno władze, jak i bank długo chciały uniknąć.
Powodem, dla którego największy irlandzki bank znalazł się w takim stanie, było jego zaangażowanie w nieruchomości. Kredyty deweloperskie i na zakup ziemi przyniosły mu 10,8 miliarda euro strat, które są obecnie transferowane do Narodowej Agencji Zarządzania Aktywami (NAMA), rządowego złego banku.
- Dwa lata strat zjadły zyski z czterech poprzednich lat boomu - mówi Sebastian Orsi, analityk w dublińskim domu maklerskim Merrion Capital. - Rozszerzali portfel kredytów na nieruchomości w błyskawicznym tempie i teraz to się mści - mówi jeden z dublińskich zarządzających funduszami.
Niektórzy wywodzą problemy banku z decyzji o stworzeniu specjalnego oddziału , którego zadaniem było podkradanie klientów konkurencji.
- Naśladowali Anglo. Widać to po ich bilansach z lat 2004 i 2005. W banku, który zwiększa swój portfel kredytów w tempie 20 procent rocznie, powinny zabrzmieć dzwonki alarmowe - mówi Karl Whelan, profesor ekonomii w University Colege Dublin.
Na trzy miesiące przed decyzją rządu Irlandii z września 2008 roku o udzieleniu bankowi gwarancji in blanco AIB nadal nie dbał o kapitał. Podniósł za to dywidendę o 10 procent.
- Zdecydowanie wypierali problemy - mówi Mike Soden, były prezes Bank of Ireland, a obecnie członek komisji , która analizuje przyczyny kryzysu.
W końcu cierpliwość rządu się wyczerpała.
30 września, kiedy oczy wszystkich były skierowane na Anglo Irish Bank, szef nadzoru finansowego Matthew Elderfield zaskoczył rynki, żądając, by Allied Irish Banks pozyskał dodatkowe 3 miliardy euro oprócz 7,4 miliarda szacowanych w marcu.
Głównym powodem tak dramatycznego pogorszenia sytuacji był wzrost dyskonta, z jakim aktywa były przekazywane do NAMA - 60 procent dla wartych 13,5 miliarda euro aktywów przekazywanych obecnie wobec 45 procent w pierwszej transzy.
Pytany w ubiegłym tygodniu przez parlamentarzystów, czy banki kłamały NAMA na temat swoich strat, Elderfield powiedział: - Szczerze mówiąc, nie wiem.
TŁUM. TK
© The Financial Times Limited 2010. All Rights Reserved
John Murray Brown
"Financial Times"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu