Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Volvo zmienia się i wraca do gry

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Chiński właściciel chce przywrócić blask szwedzkiej marce. Plany ma zrealizować ściągnięty z Niemiec Stefan Jacoby

Stefan Jacoby solidnie podszedł do nowej pracy: kupił dom w Goeteborgu, koło głównej siedziby Volvo. Nowego szefa firmy, którego chiński właściciel ściągnął z Volkswagena, czeka bardzo trudne zadanie: ma przywrócić dawny blask znanej marce.

- Moim głównym celem jest sprawienie, by Volvo zaczęło na siebie zarabiać - powiedział urodzony w Hamburgu Jacoby, który od poniedziałku kieruje szwedzkimi zakładami. To teraz własność Zhejiang Geely Holding Group, który niedawno zakończył proces przejmowania Volvo od Ford Motors. Chińczycy kupili markę i patenty za 1,5 mld dol.

Eksperci są zgodni, że przywrócenie Volvo dawnej świetności będzie wymagającym zadaniem. Po pierwsze, Jacoby musi przekonać klientów, że po przejęciu firmy przez Chińczyków nie spadła jakość produkcji, że nadal jest to nowoczesne i bezawaryjne auto, oraz co najważniejsze - bezpieczne. Po drugie, nowi właściciele Volvo chcą z niego uczynić markę luksusową, tak by na ich rynku mogła ona konkurować z najdroższymi modelami europejskich aut.

Dla porównania w ubiegłym roku Audi sprzedało w Chinach ponad 157 tys. limuzyn, Volvo niewiele ponad 22 tys. samochodów, głównie wydłużonego modelu S80. Mimo tej ogromnej dysproporcji kierownictwo Geelay zamierza w ciągu pięciu lat podwoić sprzedaż całej grupy do 600 tys. aut. By plan się powiódł, w ofercie musi się szybko pojawić luksusowy model Volvo. - Chińczycy pożądają luksusu. Luksusu, którym można się pochwalić, luksusu, który można wziąć do rąk - mówił szef koncernu z Hanghzou Li Shufu. Wie, co mówi, bo China Market Research Group szacuje, że w tym roku na tamtejszym rynku najdroższych towarów i usług będzie można zarobić nawet 9 mld dol.

Sięgnięcie po Stefana Jacobiego daje całkiem spore szanse na sukces, bo 52-letni Niemiec jest doskonałym znawcą rynku motoryzacyjnego. Od 1985 roku był związany z Volkswagenem (z wyjątkiem lat 2001 - 2004, gdy był szefem europejskiego oddziału Mitsubishi), pracował nie tylko w centrali w Wolfsburgu, ale także w Stanach Zjednoczonych, Japonii oraz Chinach. Co prawda nie było go w koncernie, gdy ten w 2002 roku zadebiutował na rynku ekskluzywnych samochodów i wypuścił na rynek limuzynę mającą konkurować z mercedesami klasy S. Mowa o volkswagenie phaetonie, który wciąż nie zdołał podbić rynku. Ale to m.in. za jego namową VW się nie poddaje: Phaeton przeszedł na początku roku lifting i ponownie został wystawiony do rywalizacji z mercedesem, BMW i audi.

Zdobyte w Volkswagenie doświadczenia w promowaniu nowej marki limuzyny mają teraz zaprocentować w Volvo. Na razie wywalczył sobie dużą dozę niezależności. - Muszę wyciągnąć Volvo ze stagnacji, nadać mu nowy impet do rozwoju, i to powinno się dziać niezależnie od Geely - powiedział Jacoby w ubiegłym tygodniu. Chińscy właściciele godzą się na to, bo jeśli chcą osiągnąć sukces i zysk, muszą trzymać się na uboczu. Wiedzą, że limuzyna, za którą ciągnie się zła sława, że jest made in China, ma małe szanse na zawojowanie rynku.

@RY1@i02/2010/165/i02.2010.165.000.020a.001.jpg@RY2@

Fot. EAST NEWS

Jacoby doświadczenie zdobywał w Volkswagenie

Piotr Czarnowski

piotr.czarnowski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.