Dziennik Gazeta Prawana logo

Biznesmeni z Rosji polują na sztukę

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 11 minut

...i wydają na swoje kolekcje miliony

To była najbardziej tajemnicza i dynamiczna licytacja dzieła sztuki w historii. Wieczorem 3 maja 2006 r. w nowojorskim domu aukcyjnym Sothebys wystawiono oszacowany na 50 mln dol. obraz Pabla Picassa "Dora Maar z kotem". Licytowało kilku chętnych, głównie za pomocą telefonicznych pośredników. Wszystkie oferty przebijał siedzący na środku sali mężczyzna. Tabliczkę z numerem 1340 podnosił jakby od niechcenia. W ciągu sześciu minut cena obrazu skoczyła niemal dwukrotnie. Gdy przy 95 mln dol. prowadzący aukcję Tobias Meyer uderzył młotkiem po raz trzeci, rozległy się oklaski. Padł rekord dla dzieła Picassa (został pobity dopiero w tym roku). Do dziś "Dora Maar z kotem" pozostaje trzecim najdrożej sprzedanym na aukcji dziełem sztuki.

Przez kilka miesięcy media próbowały ustalić tożsamość "tajemniczego kupca, najprawdopodobniej ze wschodniej Europy", jak o nim pisano. Okazało się, że była to postać w świecie kolekcjonerów sztuki wcześniej nieznana - Bidzina Iwaniszwili, górniczy magnat z Gruzji. Tydzień przed zakupem "Dory Maar" sprzedał za 550 mln dol. jedną ze swoich firm, moskiewski Rosijskij Kredit Bank. W tym roku miesięcznik "Forbes" oszacował jego majątek na 4,8 mld dol. i umieścił go na 167. miejscu listy najbogatszych ludzi świata. Dziennikarze ustalili, że Iwaniszwili przez lata anonimowo kupował inne prace Picassa, a także Henriego Matissea i Petera Doiga.

Iwaniszwili jest jednym z wielu biznesmenów ze Wschodu, którzy coraz drapieżniej inwestują w sztukę. W czerwcu odbył się w Londynie Russian Art Week. Impreza, w której uczestniczyło kilkanaście domów aukcyjnych i galerii oraz prywatni sprzedawcy z całego świata, była poświęcona wyłącznie rosyjskiej sztuce. W ciągu tygodnia tylko cztery największe domy aukcyjne sprzedały dzieła za 86 mln dol.

Spodziewano się, że namalowany w 1926 r. obraz Aleksandra Jakowlewa sprzeda się za 900 tys. funtów. Wycenę przekroczył niemal trzykrotnie, znajdując kupca gotowego zapłacić 2,5 mln funtów. "Vasya" Kuźmy Pietrow-Wodkina sprzedał się za 1,8 mln funtów przy wartości szacowanej na 350 tys. Za tym zakupem, a także sporą częścią pozostałych inwestycji ma stać według mediów Leonid Michelson, właściciel gazowego koncernu Novatek. Michelson uchodzi za największego kolekcjonera rosyjskiej sztuki XIX i XX w. Sam jednak od lat odmawia wypowiedzi w tej sprawie.

Mogłoby się wydawać, że swoimi szalonymi licytacjami Rosjanie zawyżają ceny czy nawet nimi manipulują. Rynek dzieł sztuki rządzi się jednak swoimi prawami - obraz czy rzeźba są warte dokładnie tyle, ile gotów jest zapłacić za nie nabywca. Kiedy dwa lata temu Rosjanie zaczęli skupować dzieła swoich awangardowych mistrzów - Kazimierza Malewicza, Wasyla Kandińskiego, Aleksandra Rodczenki - ich ceny wzrosły dwu-, a nawet trzykrotnie i do dziś utrzymują się na wysokim poziomie. - Rodzima sztuka była zawsze powodem do dumy i Rosjanie zawsze chętnie ją zbierali. Już w XIX w. Paweł Tretiakow, kupiec i filantrop, zgromadził jedną z największych i najbardziej wszechstronnych kolekcji rosyjskiej sztuki, która potem trafiła do muzeum jego imienia - tłumaczy w rozmowie z "DGP" Katia Kapushesky, szefowa firmy Artkarta zajmującej się doradztwem inwestycyjnym z zakresu rosyjskiej sztuki.

Ten trend można zauważyć już dziś. Magazyn "Art News" opublikował właśnie coroczną listę 200 największych kolekcjonerów świata. Jeszcze pięć lat temu nie było na niej żadnego mieszkańca wschodniej Europy. Dziś jest ich trzech - dwóch Rosjan: Roman Abramowicz i Oleg Bajbakow, oraz Ukrainiec Wiktor Pińczuk. Abramowicz znalazł się nawet w pierwszej dziesiątce, obok kolekcjonerów, którzy gromadzili wybitne obrazy i rzeźby przez dziesięciolecia. Francois Pinault, 74-letni właściciel marek Converse i Samsonite, a przede wszystkim domu aukcyjnego Christies, zbieraniu sztuki poświęcił większą część życia. Tak samo Eli Broad, którego kolekcja powstaje już czwartą dekadę. Z kolei niektóre prace w zbiorach greckiego biznesmena Philipa S. Niarchosa zostały kupione jeszcze przez jego ojca Stavrosa w latach 50. Abramowicz jest pierwszym, który wdarł się na listę "Art News" przebojem, niecałe dziesięć lat po tym, jak nabył pierwszy obraz.

Właściciel londyńskiego klubu piłkarskiego Chelsea uchodzi dziś za największego kolekcjonera dzieł Francisa Bacona. Nie chwali się swoimi nabytkami, ale zachodni dziennikarze sądzą, że to on stoi za większością ostatnich zakupów prac wybitnego brytyjskiego malarza. Na pewno jest właścicielem "Tryptyku 1976", najdroższego dzieła Bacona, za które zapłacił 86 mln funtów. Wszystkie zebrane przez siebie prace Bacona zamierza ujawnić dopiero podczas wystawy w moskiewskim Garage Center for Contemporary Culture. To galeria, którą Abramowicz stworzył razem ze swoją młodą narzeczoną Daszą Żukową. Ponad osiem tysięcy metrów kwadratowych przestrzeni wystawienniczej mieści się na terenie dawnej zajezdni autobusowej, perły modernistycznej moskiewskiej architektury.

Nie ma się jednak co oszukiwać, że postradzieccy biznesmeni to kolekcjonerzy pokroju Pinaulta czy Broada, którzy mogą uchodzić dziś za wybitnych ekspertów w dziedzinie sztuki. Zazwyczaj nie podejmują samodzielnych decyzji, lecz korzystają z pomocy specjalistów, którzy układają portfolio ich zbiorów. Abramowicza wspiera Mollie Dent-Brocklehurst. Była dyrektor londyńskiej Gagosian Gallery dziś pracuje na etacie w Garage CCC. Wiktor Pińczuk korzysta z pomocy Eckharda Schneidera, który szefuje powołanemu do życia przez zajmującego się produkcją rur ukraińskiego biznesmena PinchukArtCentre w Kijowie. - Najważniejszą rzeczą jest pasja Wiktora Pińczuka do współczesnej sztuki, filantropijna postawa, ambicja, aby wspierać rozwój kultury na Ukrainie, szczególnie wśród młodej generacji - w rozmowie z "DGP" umniejsza swoją rolę Schneider. Dzięki niemu Pińczuk może pochwalić się dziś największą na świecie kolekcją prac Damiena Hirsta, a także dziełami Amerykanina Jeffa Koonsa, wybitnego współczesnego malarza Petera Doiga czy najdroższego fotografa świata Andreasa Gurskiego. W PinchukArtCentre zorganizowano już kilka wystaw, które recenzowała prasa na całym świecie. Właśnie trwa ekspozycja "Sexuality and transcendence", na której można zobaczyć prace kilkunastu sław, m.in. Louise Bourgeois, Maurizio Cattelana, Anisha Kapoora, Paula McCarthyego i Richarda Princea. Gdyby wystawy odbywające się na przestrzeni całego roku w warszawskiej Zachęcie zebrać w jedną, i tak trudno byłoby ją porównać z show, jaki odbywa się w Kijowie. William MacDougall, właściciel domu aukcyjnego MacDougalls, w rozmowie z "DGP" stwierdza, że PinchukArtCentre i Garage CCC to międzynarodowa ekstraklasa.

Biznesmeni z krajów postradzieckich doskonale rozumieją, że stworzenie świetnej kolekcji nie wystarcza, aby zyskała uznanie. W przypadku Pińczuka kolejnym etapem jest powołanie do życia Future Generation Art Prize. Choć w tym roku zostanie przyznana po raz pierwszy, już obwołano ją jedną z najważniejszych nagród w kategorii sztuk pięknych. Nie tylko ze względu na sumę, która trafi do młodego artysty - 100 tys. dolarów - ale i jury, jakiego nie ma nawet brytyjska Turner Prize. Wśród oceniających prace znaleźli się sławni artyści: Hirst, Tahashi Murakami, Ai Weiwei, a także eksperci: Robert Storr, były szef Biennale w Wenecji i kurator nowojorskiej MoMA, czy Daniel Birnbaum, dyrektor sztokholmskiego Moderna Museet.

Czy renomę nagrody dałoby się zbudować bez wielkich nazwisk? Zapewne tak, ale trwałoby to lata i było ryzykowne. Pińczuk i inni wolą już dziś czerpać zyski ze swoich inwestycji. Ale nie chodzi wcale o pieniądze. - Przez ostatnie dziesięć lat rosyjscy biznesmeni ciężko pracowali, gromadząc kapitał, niektórzy z nich wspięli się wysoko na liście "Forbesa". Kolekcjonowanie sztuki zawsze było przywilejem elity. Podczas gdy wielu może sobie pozwolić na jacht albo odrzutowiec, nieliczni mogą ozdobić ściany dziełami najwybitniejszych artystów - tłumaczy Katia Kapushesky. Kolekcjonowanie jest przepustką do wielkiego świata. Dlatego mimo że Christies i Sothebys otworzyły oddziały w Moskwie, wschodni kolekcjonerzy nadal wolą kupować w Londynie.

@RY1@i02/2010/162/i02.2010.162.000.0017.001.jpg@RY2@

Fot. EAST NEWS

Roman Abramowicz stworzył własną galerię w Moskwie. Na zdjęciu: praca Subodha Gupty

Max Fuzowski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.