Jak banki wykorzystują chciwość firm
Banki uwielbiają wycinać numery swoim klientom.
By zdobyć prawo do przeprowadzenia oferty publicznej, często szybko sugerują wysoką cenę, po to tylko, by później skorygować waluację w dół pod pretekstem zawirowań na rynkach.
Taktyka ta znana jest jako "zanęć i przekręć". Inwestorzy narzekają, że to może być jednym z powodów, dla których tak wiele nowych emisji nie trafia ostatecznie na rynek.
Nie inaczej jest w przypadku potężnej wyceny spółki Ocado, której dokonali bankierzy. Jej debiut planowany jest na ten tydzień.
Analitycy i inwestorzy argumentują, że internetowe delikatesy, które nigdy nie wypracowały zysku brutto, są warte znacznie mniej niż przedział 800 mln - 1,1 mld funtów (1,3 - 1,7 mld dol.), i oskarżają bankierów o zawyżenie ceny.
W 2005 roku France Telecom był tak zdeterminowany, by nie paść ofiarą tej taktyki, że wprowadził nowy proces znany jako konkurencyjne IPO przy wypuszczaniu na giełdę swojej spółki Pages Jaunes, zajmującej się publikacją książek telefonicznych.
Francuska grupa telekomunikacyjna dała bankom, które znalazły się na krótkiej liście organizatorów emisji, dwa tygodnie na rozmowy z wielkimi inwestorami i przygotowanie sugerowanego przedziału cenowego.
Banki zostały wyznaczone tuż przed emisją i ich prowizje były uzależnione od tego, na ile blisko sugerowany przez nich przedział cenowy odpowiadał rzeczywistej cenie emisyjnej.
Banki z oczywistych powodów skrytykowały ten proces, twierdząc, że jest to strata czasu i środków, która tylko irytuje dużych inwestorów. Organom nadzoru również pomysł ten niespecjalnie się podobał, ponieważ obawiały się, że zachęci to banki do pisania nieobiektywnych raportów w celu zawyżenia ceny sprzedaży wprowadzanej na giełdę spółki.
Pages Jaunes zadebiutowała z sukcesem, osiągając środek pierwotnego przedziału cenowego. Inne firmy, które korzystały z konkurencyjnego IPO, miały mniej szczęścia i nie udało im się sprzedać swoich nowych emisji. Nie miało to jednak wiele wspólnego z samym procesem. Rzeczywistość wyglądała tak, że właściciele wielu z tych spółek mieli nierealistyczne oczekiwania cenowe.
Jest słuszne, by firmy zmuszały banki do konkurowania o możliwość przeprowadzenia emisji. Jednak to na zarząd spada odpowiedzialność, by rozstrzygnąć ten konkurs, oceniając jakość doradztwa, a nie iść za najwyższą ceną. To oznacza, że zarządy muszą kontrolować własną chciwość.
Jeżeli tego nie zrobią, bankierzy zawsze znajdą sposób, by to wykorzystać.
tłum. TK
© The Financial Times Limited 2010. All Rights Reserved
Lina Saigol
"Financial Times"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu