Banki przesadziły z podwyżkami płac
By zabić zombi, trzeba mu strzelić w głowę. Przez ostatni rok armia niedobitych bankierów krążyła po świecie usług finansowych, szukając tłustych prowizji, którymi mogłaby się pożywić.
Do niedawna żądza świeżego mięsa była zaspokajana przez segmenty papierów dłużnych, walutowe i surowcowe. W pierwszym kwartale Bank of America, Citigroup, Goldman Sachs i JPMorgan Chase codziennie zarabiały pieniądze, handlując na tych niestabilnych rynkach.
Zachęcone tymi wynikami banki inwestycyjne, takie jak Barclays Capital i Societe Generale, zwiększały zatrudnienie i rozbudowywały siatki oddziałów, mając nadzieję na wykorzystanie zawirowań u niektórych rywali, podkupienie im najbardziej utalentowanych pracowników i zwiększenie udziału w rynku w najważniejszych obszarach produktowych.
Obecnie jednak podaż może przewyższyć popyt.
Prowizje transakcyjne wyschły, wolumen ofert publicznych jest niższy od oczekiwanego, a prognozowane odrodzenie globalnej aktywności w dziedzinie fuzji i przejęć jak dotąd się nie zmaterializowało.
Analitycy prognozują, że w okresie od kwietnia do czerwca wiele europejskich banków zanotuje, licząc rok do roku, 50-procentowy spadek sprzedaży i przychodów transakcyjnych oraz z działalności doradczej. Jeżeli dodamy do tego koszty reformy regulacyjnej i podatków od premii - Credit Suisse oblicza, że nowe podatki mogą stanowić aż 20 proc. łącznego zysku brutto generowanego przez europejski sektor bankowy - to trudno sobie wyobrazić, jak banki mogłyby zwiększyć zyski w drugim półroczu.
Banki, które podwoiły podstawowe płace w oczekiwaniu na ograniczenia premii i zaoferowały wieloletnie gwarancje zatrudnienia, by podkupić pracowników rywalom, mogą mieć problemy ze zrównoważeniem kosztów stałych, jeżeli przychody nie wzrosną.
Badania Options Group, amerykańskiej firmy konsultingowej specjalizującej się w polityce płacowej, sugerują, że niektóre banki płacą od 30 do 40 proc. więcej, niż pracownicy spodziewają się zarabiać. Innymi słowy banki gorliwie zatrudniały w oczekiwaniu na odrodzenie, które nie nadeszło.
W każdej innej branży, gdy poziom zatrudnienia nie usprawiedliwia rentowności, menedżerowie zaczynają przeładowywać broń. Banki jednak zawsze niechętnie decydują się na zbyt wczesne cięcia, w obawie że nie skorzystają z odrodzenia, gdy to w końcu nadejdzie. Redukcje mogą być kosztowne, tak samo jednak jak wypłata premii. Biorąc pod uwagę taki wybór, banki zapewne wystawią nierokujących bankierów zombi wprost na linię ognia.
tłum. TK
© The Financial Times Limited 2010. All Rights Reserved
Lina Saigol
"Financial Times"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu