Branża reklamowa boi się drugiej fali kryzysu
W drugim półroczu firmy mogą zacząć ciąć wydatki na reklamę, wówczas optymistyczne plany zakładające wzrost rynku reklamowego o 5 proc. okażą się mrzonką.
- Sytuacja nie wygląda różowo - przyznaje w rozmowie z "DGP" Lidia Kacprzycka, dyrektor generalna domu mediowego Starlink, pracującego m.in. dla takich klientów jak Bank BPH czy PZU. Na analizach jej firmy bazują największe spółki medialne, w tym Agora i TVN. Według szefowej Starlinka, ale także innych przedstawicieli branży do końca kryzysu jest jeszcze daleko. Co gorsza, rynek czekać może drugie tąpnięcie.
- Niestety, w drugim półroczu w niektórych branżach może dojść znowu do redukcji budżetów. Rynek może zakończyć ten rok jednoprocentowym spadkiem, ale równie dobrze jednoprocentowym wzrostem - dodaje Lidia Kacprzycka.
W połowie czerwca dom mediowy ZenithOptimedia zapowiedział, że w tym roku wartość rynku reklamy wzrośnie o 1,2 proc.
W pierwszych miesiącach roku część ekspertów wykazywała większy optymizm. Przygasł on jednak po II kwartale. Nie był on tak dobry, jak wcześniej zakładano. Zakończył się wprawdzie na plusie, ale - według szefowej Starlinka - niedużym, bo wiele firm przed zwiększaniem budżetów powstrzymują niezbyt optymistyczne dane z rynku.
- Panuje nastrój ostrożności i wyczekiwania. Wszystko dlatego, że popyt konsumencki specjalnie nie rośnie, a inne wskaźniki też nie wyglądają rewelacyjne. W takich warunkach firmy nie chcą zwiększać nakładów na reklamę - tłumaczy Jarosław Roszkowski, ekspert z firmy reklamowej CAM Media, pracującej m.in. dla Centertela i Citi Handlowego.
Zdaniem szefowej Starlinka w drugim półroczu redukcji budżetów można się spodziewać w takich segmentach jak motoryzacja, firmy farmaceutyczne, a także FMCG (dobra szybko zbywalne, np. żywność, napoje, chemia). Z tej branży pochodzą najwięksi światowi reklamodawcy, tacy jak Unilever, Procter & Gamble czy Nestle. Ich budżety ustalane są globalnie, często bez wnikania w specyfikę lokalnych rynków. W ubiegłym roku, mimo że PKB Polski rósł, centrale koncernów cięły nakłady na reklamę. Dlatego polski rynek przeżył dwucyfrowe załamanie.
- Nie można wykluczyć podobnych ruchów także teraz, jeśli globalna gospodarka wejdzie w kolejną fazę kryzysu. Jeśli tego unikniemy, druga połowa roku będzie raczej podobna do pierwszej z lekkim wzrostem nakładów - mówi Jarosław Roszkowski.
Specjalnych powodów do obaw nie widzi natomiast Jakub Bierzyński, szef Omnicom Media Group, grupy domów mediowych pracujących m.in. dla Renault, Henkela czy Sony.
- Jestem ostrożnym optymistą. Nie widzę powodów, by firmy miały znowu ciąć wydatki. Trzymałbym się dotychczasowych prognoz zapowiadających 3 - 5 proc. wzrost w tym roku - mówi "DGP".
Przypomina, że ubiegłoroczne decyzje o cięciach w wielu firmach miały podłoże psychologiczne. - Realna sytuacja gospodarcza tego nie wymagała. Teraz tym bardziej nie ma ku temu powodów - dodaje Jakub Bierzyński.
Jego oczekiwania potwierdza Łukasz Wachełko, analityk Deutsche Banku, według którego w II kwartale na rynku było więcej pieniędzy. Wzrosły wydatki na internet (nawet dwucyfrowo) i telewizję. Pozostałe media wciąż traciły.
@RY1@i02/2010/130/i02.2010.130.000.0015.001.jpg@RY2@
Dopiero w 2011 roku wydatki firm na promocję wyraźnie wzrosną
Michał Fura
michal.fura@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu