Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Twarda ręka szefa podniosła Norylski Nikiel

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Kiedy były oficer KGB i szef państwowego sektora turystycznego Władimir Strzałkowski został prezesem Norylskiego Niklu, inwestorzy obawiali się o jego brak doświadczenia w sektorze wydobywczym. Poradził sobie.

Radykalne cięcia wydatków, które wprowadził, pokazały, jak bardzo na nowym stanowisku przydały mu się poprzednie doświadczenia zawodowe. Zysk netto za ubiegły rok wyniósł 2,65 mld dol., znacznie powyżej prognoz.

Bliski zausznik Władimira Putina zdecydował się na posunięcia, których bali się poprzedni prezesi. Wyeliminował pośredników i ponownie przejrzał kontrakty na dostawy surowca. Zakończył również wewnętrzne walki pomiędzy oligarchami, którzy mają udziały w koncernie. Jego kampania spowodowała obniżenie w zeszłym roku kosztów administracyjnych i pracy o 36 proc., co obok odbicia cen surowców przyczyniło się do wzrostu zysków.

- Ograniczyliśmy samodzielność spółek zależnych. Władza została skoncentrowana w rękach finansowego kierownictwa - sprawdzamy każdą umowę. Ograniczamy koszty - powiedział Władimir Strzałkowski dziennikowi "Financial Times".

Prezes, który przez 11 lat służył w leningradzkim KGB, przyznaje, że w normalnych warunkach takie działanie "ograniczyłoby elastyczność i doprowadziło do przerostu biurokracji". - Jednak w tym przypadku było to konieczne - twierdzi.

Na początku 2009 roku firma walczyła ze skutkami kryzysu, który spowodował załamanie się cen surowców, a także kursu akcji, przy skokowym wzroście kosztów kredytów. Teraz system kontroli powoduje, że firma jest lepiej przygotowana na dalsze zawirowania.

Strzałkowski został mianowany prezesem w sierpniu 2008 roku, kiedy firmę paraliżowała wojna między dwoma największymi udziałowcami: Władimirem Potaninem i Olegiem Deripaską, który chciał połączyć Norilsk ze swoją grupą aluminiową UC Rusal. Cztery miesiące po jego nominacji obie strony podpisały zawieszenie broni. Strzałkowski mówi, że nie tylko na skutek jego "aktywnego udziału i wsparcia", ale również dlatego, że "kryzys zmusił ludzi do trzeźwiejszego spojrzenia na swój potencjał i ambicje".

Strzałkowski podkreśla, że został zaproszony do zajęcia fotela prezesa przez Potanina, a nie przez Kreml. Niektórzy inwestorzy podejrzewali, że Moskwa chce zakończyć wewnętrzne walki i zaostrzyć kontrolę nad producentem niklu. Strzałkowski przyznaje jednak, że najpierw uzgodnił swoją decyzję z Moskwą.

Obecnie wszelkie rozmowy o fuzji pomiędzy Norilskiem i Rusalem są ucinane przez Strzałkowskiego. Mówi, że ze względu na zadłużenie Rusalu taka transakcja nie przyniosłaby jakiekolwiek korzyści akcjonariuszom Norilska.

Podczas gdy Norilsk był w stanie obniżyć swoje zadłużenie brutto do nieco ponad trzech mld dol., Rusal wciąż zmaga się z długiem na poziomie 12 mld dol. Kapitalizacja rynkowa Norilska wynosi 29 mld dol. wobec 14,4 mld dol. w przypadku Rusalu. Oznacza to, że 25-proc. udział w Norilsku stanowi połowę wartości Rusala.

- Mamy marżę EBITDA (zysku operacyjnego powiększonego o amortyzację) w wysokości 43 proc., podczas gdy Rusal niespełna 16 proc. Jaki byłby sens takiej fuzji - pyta.

Dalsze wahania cen metali mogą ostatecznie zmusić Rusal do sprzedaży swojego udziału w Norilsku, by spłacić wierzycieli. - Jeżeli dobrze rozumiem stanowisko państwa, to nie ma ono zamiaru wchodzić do gry. Byłoby to sprzeczne z zasadą, że nie powinno się gwałtownie zwiększać wpływu państwa na gospodarkę - stwierdził.

Strzałkowski chce uprościć strukturę zagranicznych inwestycji firmy, co do których narzeka, że nie ma nad nimi wystarczającej kontroli. Powiedział, że Norilsk rozważa sprzedaż 51,3-proc. udziału w Stillwater Mining, jedynym amerykańskim producencie palladu i platyny produkowanych również przez Norilsk. Analizuje również możliwość sprzedaży niektórych inwestycji niklowych w Australii.

- Stillwater został kupiony z oczekiwaniami, że przyniesie silny efekt synergii. W umowie było wiele szczegółów, które sprowadzały nas do roli inwestora portfelowego. W ubiegłym roku firma radziła sobie źle. Udział Norilska w amerykańskiej firmie jest wart około 750 mln dol. wobec 341 mln w gotówce i palladzie, jakie rosyjski koncern zapłacił za pakiet w 2003 roku. Jednak firma przynosi straty.

Mimo cięcia kosztów firma kładzie duży nacisk na stabilność socjalną; pracownikom przyznano 10-proc. podwyżki, mimo że gdzie indziej koszty były redukowane. Strzałkowski uśmiecha się na pytanie, czy jego wcześniejsze doświadczenie zawodowe było dokładnie tym, czego potrzebował Norilsk. - W firmach o strategicznym znaczeniu, gdzie w grę wchodzą materiały wybuchowe i metale szlachetne, kontrola powinna być ścisła - powiedział.

Tłum. TK

© The Financial Times Limited 2010. All Rights Reserved

Catherine Belton

"Financial Times"

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.