Chińczycy wykupują zapasy diamentów
De Beers, południowoafrykański koncern wydobywczy, który jest największym producentem na świecie, mówi, że globalne źródła kamieni szlachetnych wysychają.
Argument ten brzmi równie kontrowersyjnie jak teoria o "szczycie naftowym", która w swojej najbardziej radykalnej wersji głosi, że światu już kończy się ropa. Jeżeli chodzi o diamenty, to analitycy różnią się co do tego, kiedy dokładnie zostanie osiągnięty szczyt produkcji.
W branży zbudowanej na micie ta idea jest kusząca, ponieważ podkreśla rzadkość mieniących się kamieni. Koncerny wydobywcze - a De Beers w szczególności - mają interes w promowaniu tego poglądu, nawet jeżeli niektórzy komentatorzy twierdzą, że niekoniecznie musi on być prawdziwy.
Problem jednak istnieje. Pomiędzy rokiem 1990 i 1999 globalna podaż diamentów podwoiła się, bo uruchomiono wydobycie w dużych nowych kopalniach, takich jak australijska Argyle i kanadyjska Diavik, twierdzi Des Kilalea, analityk rynku diamentów w RBC Capital Markets.
Od tego czasu nie znaleziono niczego porównywalnego poza diamentowym złożem Marange w Zimbabwe.
Teoria o diamentowym szczycie brzmi wiarygodnie. Wyczerpywanie się zapasów w największych kopalniach diamentów na świecie może być pogłębiane przez wzrost popytu ze strony takich rynków jak Chiny.
- Jeszcze 20 lat temu w Chinach nie było kultury kupowania diamentów - powiedział Financial Times Gareth Penny, prezes De Beers. - Jednak w Pekinie, Szanghaju i Guangzhou wybuchło prawdziwe szaleństwo: 40 proc. panien młodych w tych miastach dostaje pierścionki zaręczynowe z diamentem. 15 lat temu ten odsetek wynosił zero.
Czynnik chiński jest jednym z powodów, dla których De Beers zdecydował się trwale ograniczyć produkcję. Penny mówi, że począwszy od 2011 roku "nowy normalny" szczyt produkcji będzie wynosił około 40 mln karatów. Dla porównania w 2008 roku było to 48 mln karatów, a w 2007 - 51 mln. Jednym z powodów deficytu jest fakt, że w 2008 roku De Beers sprzedał kopalnie diamentów.
Nowa strategia De Beers - w której poziom produkcji jest tylko jednym z elementów - jest wdrażana po kryzysie w branży, który szczególnie brutalnie obszedł się z tą firmą. W 2009 roku De Beers obniżył produkcję o połowę, do zaledwie 24 mln karatów. Koncern miał stratę netto w wysokości 743 mln dol. i był zmuszony poprosić akcjonariuszy o zastrzyk gotówki w wysokości 1 mld dol.
Ale popyt na diamenty powraca. W tej skomplikowanej branży liczba pierścionków sprzedawanych na Bond Street - lub Wangfujing Road - jest jedynie częścią obrazu. Ważniejsze jest to, co dzieje się w górnej części łańcucha, a beneficjentami są dostawcy nieoszlifowanych kamieni, tacy jak De Beers czy rosyjska Alrosa.
Belgijscy jubilerzy kupują więcej ciętych kamieni od izraelskich kupców diamentowych. Firmy te zaopatrują się w indyjskich spółkach. Hindusi zwiększają obecnie swoje zamówienia.
Bardzo wysokie ceny nieoszlifowanych kamieni pokazują, jak wygłodniały jest rynek. Średnio wzrosły one w ubiegłym roku o 80 proc., podczas gdy ceny oszlifowanych kamieni zyskały 5 proc.
- Skończyło się czyszczenie magazynów - mówi Even-Zohar, ekspert branży diamentowej. Popyt na nieoszlifowane diamenty w 2008 roku wyniósł globalnie około 13,4 mld dol.
- W ubiegłym roku spadł do około 7,5 mld dol., ale w 2010, z powodu efektu odbicia, spodziewamy się popytu przekraczającego 12 mld dol. - powiedział.
Kilalea mówi, że w ciągu najbliższych kilku lat ceny nieoszlifowanych diamentów mogą wzrosnąć w ujęciu realnym o przynajmniej 5 proc.
Tłum. T.K.
© The Financial Times Limited 2010. All Right Reserved
William McNamara
Financial Times
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu