Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Telewizja publiczna. Cięcie

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Prawdopodobnie w poniedziałek zarząd TVP przedstawi radzie nadzorczej plan zwolnień. Według nieoficjalnych informacji pracę może stracić nawet 1000 osób. Pracowników telewizji oburza to, że jednocześnie przyjmowani są nowi pracownicy.

- Na najbliższym posiedzeniu rady nadzorczej prawdopodobnie wpłynie od zarządu plan restrukturyzacji, bo takie działania musi podjąć. W tej spółce jest przerost zatrudnienia - mówi Bogusław Piwowar, wiceprzewodniczący rady nadzorczej TVP z rekomendacji lewicy. Podobnie wypowiada się Bogusław Szwedo, szef rady nadzorczej z nadania PiS.

Ile osób odejdzie i kiedy rozpoczną się zwolnienia? Tego oficjalnie nie wiadomo. Dwa tygodnie temu Romuald Orzeł, prezes zarządu telewizji publicznej, podczas posiedzenia senackiej komisji kultury oświadczył, że będzie to liczba dość znaczna. Według naszych ustaleń rozważa się zwolnienie nawet tysiąca pracowników. Oficjalna procedura jeszcze się nie rozpoczęła. - Nie dostaliśmy od zarządu żadnej oficjalnej informacji na temat zwolnień - twierdzi Mariusz Jeliński, rzecznik związku zawodowego Wizja. Podobnie jak "Solidarność". To dwa największe związki na Woronicza. Wiadomo na razie tyle, że powołano komisję ds. reformy i jej zespoły robocze przyglądają się sytuacji.

Z końcem grudnia telewizja skończyła zwolnienia grupowe, które były zaplanowane jeszcze przez Piotra Farfała. Na liście do zwolnień były 403 osoby, wypowiedzenia wręczono ponad połowie. Teraz pojawiły się informacje, że znowu dotkną dziennikarzy i pracowników pracujących przy produkcji programów. - Już dostaliśmy informację o likwidacji stanowisk operatorów w Agencji Informacji. Chodzi o to, aby wszystkie stanowiska twórcze wyprowadzić poza spółkę i zatrudniać ludzi jako współpracowników - mówi związkowiec. Jeden z dyrektorów TVP mówi, że nie ma to ekonomicznego uzasadnienia. - Koszty anten stanowią mniej niż 50 proc. całego budżetu, a jednocześnie przynoszą one prawie 100 proc. przychodów. Nie można ciąć tam, gdzie robi się program - przekonuje.

Tym bardziej irytujące dla pracowników TVP są informacje o zatrudnianiu nowych osób. "Solidarność" wysłała do prezesa Orła pismo w tej sprawie z postulatem, aby w obecnej sytuacji finansowej nie przyjmować nowych ludzi. Tymczasem, jak usłyszeliśmy od pracowników TVP, etat w biurze zarządu ma dostać jeden z wiodących warszawskich radnych PiS Maciej Maciejowski. Miałby się zajmować przygotowaniem strategii spółki. Maciejowski pojawił się w TVP wraz z przejęciem przez PiS i SLD władzy na Woronicza. Obecnie jest współpracownikiem biura prasowego telewizji. Biuro prasowe nie odpowiedziało nam na pytanie o jego przyszłą pracę. Sam Maciejowski mówi: - Pracowałem w KRRiT, gdzie zajmowałem się mediami publicznymi. Taka propozycja na pewno byłaby dla mnie interesująca, ale jak dotąd nic nie wiem o takim fakcie - mówi Maciejowski.

Związkowców oburza to, że zatrudnia się radnych. Ich ewentualne zwolnienie jest potem trudniejsze niż innych pracowników, bo musi się na to zgodzić rada lub sejmik, z którym są związani. Zwykle nie wyraża zgody. Tak było na przykład z Wojciechem Bosakiem, dyrektorem biura zarządu TVP za prezesury Farfała, który był radnym sejmiku małopolskiego.

@RY1@i02/2010/058/i02.2010.058.000.008a.001.jpg@RY2@

Fot. Wojciech Olkusnik/Agencja Gazeta

Pierwsze zwolnienia w TVP zaplanował prezes Piotr Farfał

anna.nalewajk@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.