Toyota traci udziały w rynku USA
Po Toyocie kolejna znana marka ma problemy z jakością produkowanych aut. General Motors zapowiedział wczoraj wycofanie z rynku 1,3 mln samochodów, w których dostrzeżono wadę układu sterowania.
Informacje podane przez koncern rykoszetem uderzają jednak znów w Toyotę.
Jak przekonuje GM, winny jest dostawca, który częściowo należy do... japońskiej firmy. Co więcej, sama Toyota, która w ostatnich dniach musiała wycofać z rynku 8,5 mln aut z wadami m.in. systemu hamowania, wczoraj ogłosiła, że ma kolejne problemy. Dodatkowe 1,6 mln aut zostanie wycofane z rynku, bo mają nieszczelne baki paliwa.
Amerykańscy konsumenci tracą zaufanie do firmy, która przez dziesięciolecia uchodziła za symbol jakości. Zdaniem czołowej agencji badania rynku Edmunds w lutym Toyota zanotuje spadek o 10 proc. sprzedaży w USA w stosunku do stanu sprzed roku. Dla porównania koreański Hyundai ogłosił wzrost sprzedaży w Stanach Zjednoczonych o 25 proc. Wzrostem o 12 proc. pochwalił się też General Motors. Toyota, która od dwóch lat była największym producentem samochodów na świecie, teraz musi się liczyć ze spadkiem udziału w amerykańskim rynku. Jak przewidują analitycy do 12,5 proc.
Problemy zaczęły się w 2002 r., gdy zarząd firmy postawił sobie za cel zwiększenie udziału Toyoty w światowym rynku do 15 proc. Takie oczekiwania postawiły na głowie cały system zarządzania firmą.
- Mniej więcej do 2002 r. celem było produkowanie wysokiej jakości aut za rozsądną cenę. Po tej dacie firma postawiła na maksymalizację liczby wyprodukowanych samochodów - mówi DGP Calum MacRae, główny ekspert ds. rynku motoryzacyjnego w PreicewaterhouseCoopers. Jego zdaniem efektem była ich niższa jakość.
- Wszystkie wytwarzane dziś samochody są o wiele bardziej niezawodne niż te sprzed 30 lat. To dlatego producenci są gotowi dać klientom pięcioletnią gwarancję. Ale dawniej koncerny motoryzacyjne korzystały z 30 - 40 tys. podwykonawców. Dziś ograniczyły ich liczbę do ok. 1,5 tys. Jeśli więc pojawi się jakiś problem, dotyczy on ogromnej liczby samochodów na całym świecie, bo jeden podwykonawca wytwarza części na cały świat - mówi DGP Paul Nieuwenhuis, ekspert Centre for Automotive Industry Research w Cardiff Business School.
Globalizacja produkcji jest dla koncernów ryzykowna, ale potencjalnie przynosi ogromne zyski. Zamawiając u jednego producenta części, koncerny motoryzacyjne mogą wynegocjować niższe ceny. Dzięki temu od kilkunastu lat ceny samochodów realnie spadają.
Zaostrzająca się konkurencja spowodowała jednak, że na rynku pozostało już tylko 10 - 12 globalnych producentów samochodów.
- To spowodowało, że paradoksalnie koncerny motoryzacyjne wcale nie zarabiają więcej, choć jednostkowe koszty produkcji samochodu spadły - zaznacza Calum MacRae. - W przeszłości każdy koncern produkował zaledwie kilka modeli samochodów. Dziś musi tych modeli produkować kilkanaście, aby przebić się na coraz bardziej wymagającym rynku. A to stwarza dodatkowe koszty, które niwelują zyski z globalnej produkcji - podsumowuje MacRae.
@RY1@i02/2010/043/i02.2010.043.000.011a.001.jpg@RY2@
Fot. AP
Korzystając z kłopotów Toyoty, GM i Ford odzyskują zaufanie Amerykanów
jedrzej.bielecki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu