Asafa już nas uwielbia, Bolt też w końcu przyjedzie
Wszystkiego po trochu, ale najpierw była pasja. Bez niej trudno byłoby zainicjować imprezy tak wysokiej rangi. Z komercyjnego punktu widzenia bardzo trudno jest obronić przedsięwzięcia w tej skali, kiedy jedna firma musi udźwignąć funkcję sponsora tytularnego, czyli ponieść właściwie wszystkie koszty. Związaliśmy się z lekkoatletyką jeszcze w 2001 roku, wtedy nie było jeszcze mityngów, a my działaliśmy pod szyldem Elite Cafe.
My na tym nie zarabiamy. Dla nas to kwestia przeliczenia wielkości inwestycji na wartość ekspozycji marki.
To prawda. Ale twardych danych tutaj nie ma. Ta forma promocji, budowania wizerunku i prestiżu firmy jest raczej mało wymierna. Mam tego świadomość, nawet prezentując liczby i wykresy. Ale takie przedsięwzięcie wykracza poza działalność komercyjną. Mówimy o wspieraniu lokalnych społeczności, działaniu pożytecznym dla wszystkich: dla władz, dla mediów - bo mają o czym pisać, dla zawodników - bo mają gdzie startować, dla regionu czy kraju - bo rozwija się sport. Pojawiają się inwestycje, rozrasta się infrastruktura. To już widać w Bydgoszczy czy w Szczecinie.
To bardzo trudne. Lokalnemu zarządowi wystarcza pasji, doświadczenia i wiedzy o sponsoringu sportowym, ale w zarządzie międzynarodowym wygląda to trochę inaczej. Przyznam, że tak ciężkiego boju jak w tym roku nie stoczyłem nigdy.
Opierałem się na ekspozycji w mediach, przede wszystkim w telewizji. Żeby uzyskać taki efekt, jaki daje nam Pedro’s Cup, stosując standardową kampanię, prawdopodobnie musielibyśmy zainwestować dwa razy więcej.
To wszystko prawda. Nie ma tu czystości przekazu, ale efekt działań sponsoringowych jest o wiele korzystniejszy. Buduje się w oparciu o emocje. Przede wszystkim energię, która wiąże się ze sportem, ale także z piciem kawy. Cup to trofeum sportowe, ale także filiżanka kawy. Te niuanse i skojarzenia budują bardzo pozytywny odbiór. Ludzie oglądają z własnej woli relację z mityngu, emocjonują się wynikami i podświadomie kodują pozytywny obraz marki, która gdzieś na billboardach towarzyszy wydarzeniu. Nie ma tej niechęci, która zawsze pojawia się w trakcie oglądania reklam. Efekty polskich działań mogłyby być skonsumowane na poziomie korporacji, także w innych krajach. Mamy możliwość podpisania umowy z Eurosportem, zresztą już zeszłoroczny Pedro’s Cup ze Szczecina był tam pokazywany. Słabością projektu jest to, że Pedro’s jest marką krajową. Na temat przyszłości tego pomysłu mam w marcu spotkanie z biurem zarządu międzynarodowego z Amsterdamu.
Być może. Pedro’s wcale nie jest naszą najmocniejszą marką, jeśli chodzi o kawę w Polsce. Przyznam, że ten brak konsekwencji mi doskwiera. Najpierw był Elite, potem Elite Pedro’s. A w sponsoringu bardzo ważne są działania długofalowe. Ale mając do wyboru rezygnację z wydarzenia, pewnie uległbym każdej sugestii z Amsterdamu. Pedro’s Cup to w całości nasz mityng - to rodzi znacznie więcej pozytywnych skojarzeń, niż powiedzmy sponsorowanie zewnętrznego klubu Maccabi Tel Awiw. Co do tego nie ma między nami a międzynarodowym zarządem rozbieżności. Różnice pojawiają się, kiedy mamy 3 - 4 miliony i powstaje pytanie, czy można je lepiej wykorzystać dla wsparcia marki Pedro’s lub innych, może ważniejszych. Globalny kryzys nas nie dotknął, wręcz przeciwnie. Mieliśmy najlepszy rok w historii. Ale w innych krajach już wcale nie było tak dobrze.
Marketingowo - absolutnie tak. I to coraz bardziej. Już dziś jesteśmy rozpoznawani jako jedno z najważniejszych wydarzeń sportowych w Polsce, a co będzie za pięć lat? A zaczynaliśmy nie tak dawno, w 2005 roku, od mityngu halowego. Przyjeżdżają do nas gwiazdy z najwyższej półki. W końcu ściągniemy też Usaina Bolta. To nie kwestia budżetu, ale organizacji i uwiarygodnienia się w środowisku przez lata. Asafa Powell nieprzypadkowo tak uwielbia do nas przyjeżdżać, a ostatnio w Szczecinie był nawet ze swoją dziewczyną.
@RY1@i02/2010/009/i02.2010.009.000.018a.001.jpg@RY2@
Christian Cantwell (z przodu) będzie gwiazdą Pedro’s Cup
Fot. materialy prasowe
*, prezes zarządu Strauss Cafe Poland, głównego sponsora mityngów Pedro’s Cup. W 2005 roku kandydował na stanowisko prezesa PZLA. Minimalnie przegrał z Ireną Szewińską
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu