Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Prywatne szpitale świecą pustkami

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Gigantyczne inwestycje w prywatne szpitale okazują się niewypałem. Na drogie zabiegi stać wąską grupę Polaków. Za mało, by biznes mógł się rozkręcać

Nawet banalne operacje kosztują w prywatnych szpitalach duże pieniądze. Za wycięcie wyrostka trzeba zapłacić ok. 3,5 tys. zł, migdałków - 2,4 tys. zł, operacja przegrody nosowej to 2,5 tys. Bardziej skomplikowane zabiegi, np. operacja stawu biodrowego, oznacza wydatek od 11 do 29 tys. zł. Do tego trzeba doliczyć koszty pobytu w szpitalu, sięgające 550 zł za dobę, czy konsultacji - około 150 zł.

Razem wyjdzie spora suma. To cena za miłą atmosferę, komfortowe warunki i pewność, że zabieg przeprowadza specjalista wysokiej klasy. Mało kogo na to jednak stać. Spółki, które liczyły, że Polacy będą wydawać grube tysiące za poskładanie złamanej nogi, mają problemy. Przeznaczony dla 270 pacjentów szpital Medicoveru w Miasteczku Wilanów w Warszawie nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Jego budowa kosztowała 45 mln euro. Firma zakładała, że placówkę uda się utrzymać z opłat pacjentów, ale sale świecą pustkami.

Medicover, by utrzymać się na rynku, wywalczył kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia. Dostał 1,8 mln zł, ale to wciąż mało. - Będziemy walczyć o większe pieniądze - zapewnia Bartosz Maciejewski, rzecznik firmy.

Nie najlepiej sytuacja wygląda też w EMC Instytucie Medycznym, do którego należy osiem szpitali. Firma miała w pierwszym półroczu 1,5 mln zł straty; zarząd obciął pensje pracownikom w szpitalu w Piasecznie. Firma ma kontrakt z NFZ, ale by zarabiać, potrzebuje pacjentów prywatnych. A ich liczba spada. W 2010 r. dali spółce 17 proc. przychodów, w tym już tylko 15 proc.

Podobnie jest w innych spółkach medycznych. W Enel-Medzie, który ma szpital na warszawskim Zaciszu, po I półroczu 2010 r. przychody z usług komercyjnych wynosiły 2,3 mln zł, w tym roku już 1,8 mln zł. W Swissmedzie udział spadł z 46 do 39 proc.

To fatalna wiadomość dla prywatnej służby zdrowia. O ile komercyjne przychodnie radzą sobie nieźle, bo miesięczny abonament rzędu kilkudziesięciu złotych nie jest wielkim wydatkiem, o tyle w szpitalach jest coraz gorzej.

I nie wiadomo, czy się polepszy. Agnieszka Stawarska, ekspert rynku ochrony zdrowia z firmy PMR Publications, twierdzi, że nawet zamożne osoby najpierw sprawdzają, jak długo trzeba czekać na operację finansowaną przez NFZ i decydują się na wydanie pieniędzy tylko wtedy, gdy kolejka jest gigantyczna.

Prywatne szpitale, które miały być antidotum na kulejącą publiczną służbę zdrowia, same mogą potrzebować reanimacji.

Milena Majczak

milena.majczak@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.