Dziennik Gazeta Prawana logo

Na samoobsłudze zarabia się najszybciej

30 czerwca 2018

GASTRONOMIA OPARŁA SIĘ spowolnieniu gospodarczemu. W 2010 roku przybyło 370 lokali i działa ich ponad 13,8 tys. Modne stało się sprzedawanie jedzenia na wagę

Jak wynika z ostatnich badań przeprowadzonych przez Akademię Rozwoju Systemów Sieciowych, największe perspektywy mają samoobsługowe punkty specjalizujące się w sprzedaży jedzenia na wagę. Najwięcej odpytanych przez tę firmę przedsiębiorców myśli o zainwestowaniu w taki koncept swoich oszczędności.

Samoobsługowe restauracje są dobrze oceniane, bo stanowią najlepszą alternatywę dla fast foodów, których Polacy czują powoli przesyt, ale najchętniej je odwiedzają, bo szukają lokali gastronomicznych, które serwują szybkie i tanie posiłki.

- Do tego w restauracjach samoobsługowych zestawy nie są z góry narzucone, jak w tradycyjnych fast foodach. Można je tworzyć według własnych potrzeb - mówi Adam Wroczyński z Akademii Rozwoju Systemów Sieciowych.

Najlepszy dowód mody na restauracje serwujące jedzenie na wagę to fakt, że ich właścicielom udaje się osiągnąć rentowość już w niespełna rok. Zważywszy na wysokie koszty inwestycji, rzędu 200 - 300 tys. zł, jest to jeden z najszybciej zwracających się konceptów dostępnych na rynku. Czas dochodzenia do rentowności jest równy temu, jaki mają sklepy spożywcze, na które potrzeba o połowę mniej pieniędzy.

- Nasze najlepsze lokale zwróciły się w mniej niż 12 miesięcy. Średnio jednak trzeba przyjąć, że nakłady poniesione na inwestycje odzyskuje się w ciągu 1,5 roku - mówi Marzena Krupińska z sieci Multifood STP, liczącej już dziewięć lokali.

Ostrożnie czas zwrotu szacuje też Piotr Niemiec, właściciel firmy Gastromall, będącej właścicielem sieci 13 samoobsługowych restauracji pod logo Olimp. Jak dodaje, w największych miastach, w których konkurencja zaostrza się z każdym miesiącem, może on wynieść nawet ponad 1,5 roku.

Jak na razie na rynku działa 10 sieci oferujących sprzedaż jedzenia na wagę, mających między 5 a 13 placówek. Nasycenie w całym kraju jest więc niewielkie, a biurowców i centrów handlowych, w których te placówki najlepiej się sprawdzają, wciąż przybywa.

Który koncept zatem wybrać? Na zasadzie franczyzy działają obecnie cztery sieci. Są to Multifood, Express Kuchnia Marche, Bon Apetito oraz Olimp. Najtaniej kosztuje uruchomienie placówki w sieci Olimp - 180 tys. zł. W pozostałych potrzebne są nakłady w wysokości około 250 - 300 tys. zł. Porównując opłatę licencyjną, czyli tę za udzielenie know-how, najkorzystniej wypada Bon Apetito, który inkasuje 25 tys. zł. W pozostałych sieciach opłata za wejście do sieci kształtuje się na jednakowym poziomie - 40 tys. zł. Jednak nawet po jej doliczeniu najmniej musimy wydać na założenie restauracji pod logo Olimp. Najdroższe będzie natomiast utrzymanie restauracji z sieci Express Kuchnia Marche. Franczyzobiorca musi bowiem miesięcznie nie tylko znaleźć pieniądze na zapłacenie rachunków związanych z prowadzeniem lokalu, ale też na pokrycie wymaganej przez sieć opłaty franczyzowej na poziomie 3 - 6 proc. od obrotu i 1 - 2 proc. na fundusz marketingowy.

- Wystarczy jednak 200 klientów dziennie, by biznes bardzo dobrze się kręcił - zauważa Piotr Niemiec. Marzena Krupińska dodaje, że dobrze zlokalizowane punkty mogą liczyć na frekwencję trzy, a nawet cztery razy wyższą. - Przeciętny rachunek płacony przez jednego klienta oscyluje wokół 16 zł - zaznacza. W takiej sytuacji dodatkowe opłaty przestają być znaczącym obciążeniem.

Jak wynika z raportu na temat rynku gastronomicznego przygotowanego przez Profit System, właściciele restauracji szybkiej obsługi generują obecnie najwyższe miesięczne średnie przychody brutto - wynoszące 104,82 tys. zł.

Wybierając sieć, warto też sprawdzić, która z firm pomaga wybrać lokal pod restaurację. W takiej sytuacji ryzyko niepowodzenia biznesu jest mniejsze. Niektóre z sieci dysponują wręcz umowami na wynajem powierzchni w centrach handlowych.

- Zdajemy sobie sprawę, że otworzenie restauracji w galerii przez prywatną osobę jest niemożliwe. Zarządcy i właściciele takich obiektów chcą współpracować wyłącznie ze znanymi markami - mówi Piotr Niemiec.

Dodaje jednocześnie, że dzięki wynajmowaniu naraz u jednego dewelopera kilku lokali w różnych centrach udaje się sieci wynegocjować niższą nawet o 20 proc. stawkę czynszu.

Olimp proponuje na przykład gotowe lokalizacje w centrach handlowych w Katowicach, Gliwicach, Częstochowie, Sosnowcu, Poznaniu.

Eksperci polecają też, by na współpracę decydować się z największymi graczami. Duża liczba placówek powoduje, że na korzystniejszych warunkach otrzymują od dostawców produkty potrzebne do przygotowania dań. Dzięki temu mogą zaproponować niższą, wynoszącą poniżej 3 zł cenę za 100 gram posiłku.

Warto jeszcze dodać, że żadna z sieci nie wymaga doświadczenia w gastronomii. Oferują bowiem szkolenia dla przyszłych właścicieli restauracji. Wszystkie natomiast wymagają osobistego zaangażowania w prowadzoną działalność. A to oznacza, że przedsiębiorcy, którzy chcą zainwestować w samoobsługową restaurację wyłącznie w celach inwestycyjnych, z sieci franczyzowej nie skorzystają.

@RY1@i02/2011/174/i02.2011.174.130.0001.001.jpg@RY2@

Franczyza w gastronomii

Patrycja Otto

patrycja.otto@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.