Handel podręcznikami ma dobre perspektywy
MILIARD ZŁOTYCH POWINIEN być wart w przyszłym roku rynek książek do nauki. Na handlu nimi już dzisiaj można nieźle zarobić, bo marże sięgają 25 proc.
Na rynku podręczników trwają właśnie coroczne żniwa. Chociaż spora część obrotu realizowana jest na rynku wtórnym, w dodatku popyt jest sezonowy, to nowych pozycji sprzedaje się coraz więcej. W 2004 roku wielkość rynku szacowana była na ok. 640 mln zł. W roku ubiegłym sięgnęła 810 mln zł, w bieżącym, jak szacują specjaliści, powinna przekroczyć 900 mln zł.
Wydawnictwa wypuszczają coraz więcej tytułów, chociaż ich nakład z roku na rok spada. Na początku ubiegłej dekady do odbiorców trafiało około trzech tys. nowych pozycji rocznie (66 - 70 mln książek). W ciągu ubiegłych dwunastu miesięcy wydano aż 4470 pozycji, ale ich łączny nakład nie przekraczał 53 mln egzemplarzy.
Najwięcej podręczników sprzedają Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne. Ich przychody w 2010 roku (razem z przejętą oficyną Zielona Sowa), wyniosły ok. 225 mln zł. Potentatowi coraz bardziej jednak depczą po piętach mniejsi producenci. Wicelider, wydawnictwo Nowa Era, który sprzedał książki o wartości 183 mln zł, zanotował w ubiegłym roku sześciokrotnie wyższy niż WSiP wzrost przychodów.
- Popyt na książki do nauki jest w miarę stabilny i przewidywalny - mówi Paweł Waszczyk, specjalista rynku wydawnictw podręcznikowych z warszawskiej Biblioteki Analiz.
- Na produkcji raczej trudno zarobić. Nie ma co mierzyć się z kolosami, które mogą zaproponować dużo niższe ceny niż oficyna wydająca kilka, kilkanaście tytułów rocznie. Na dystrybucji natomiast, szczególnie w sezonie, nadal można zarobić.
Prócz kapitału obrotowego do rozpoczęcia działalności w branży sprzedaży książek nie są konieczne duże inwestycje. Zacząć można, korzystając nawet z własnego mieszkania. Kluczowe jest zbadanie lokalnego rynku.
O wyborze książek, które będą w użyciu, decydują nauczyciele. Chociaż teoretycznie rodzice i uczniowie mają na to pewien wpływ, lecz w większości wolą realizować wytyczne pedagogów. Listy podręczników udostępniane są w sekretariatach wielu szkół jeszcze przed wakacjami, w niektórych placówkach w ostatniej chwili, czyli w drugiej połowie sierpnia, na początku września. - Jeszcze kilka lat temu na rynku były dwie górki sprzedaży: pierwsza, mniejsza, na początku wakacji, druga, większa, pod koniec - mówi Paweł Waszczyk. - Obecnie mały szczyt czerwcowy w zasadzie nie funkcjonuje. Prawie wszyscy kupują podręczniki na początku roku szkolnego.
Czy w jakiś sposób można wpłynąć na wybór nauczycieli? Jakiś czas temu wydawnictwa, za pomocą prezentów, darmowych szkoleń itp. walczyły o ich przychylność. Najwyraźniej jednak te praktyki nie przyniosły spodziewanych skutków, bo dziś należą do rzadkości. Wydawcy coraz częściej natomiast wysyłają nauczycielom, jeszcze w czerwcu, pokazowe egzemplarze nowych pozycji.
- W wydawnictwach marże mogą się różnić, więc sprzedawcy także zależy, aby większy był popyt na te bardziej dochodowe pozycje - mówi Kajetan Rowek, właściciel firmy z podwarszawskiej Zielonki handlującej m.in. podręcznikami. - Ale różnice nie są wielkie, więc biorąc pod uwagę pracę, którą trzeba by włożyć w promocję, jest to raczej gra niewarta świeczki.
Ceny podręczników dość szybko rosną. W tym roku po raz pierwszy są sprzedawane z wyższym, pięcioprocentowym podatkiem VAT. Wydawcy więcej płacą za logistykę (drożejące paliwo), media (prąd) itp. Ale kupując podręczniki w oficynie, z pominięciem hurtowni, można liczyć na 22 - 25-proc. rabat.
Zarobek może się różnić nieznacznie w poszczególnych grupach produktów. Generalnie, jak twierdzą specjaliści, obowiązuje zasada, że im książka jest skierowana do starszego odbiorcy, tym jej cena detaliczna jest wyższa.
Dla klientów natomiast nadal kluczowym kryterium wyboru pozostaje cena. Dlatego dobrym uzupełnieniem oferty może być wtórny obrót książkami (są one tańsze o 30 - 40 proc. niż nowe). Obecnie tylko w segmencie podręczników dla szkół ponadgimnazjalnych 40 - 60 proc. kupowane jest z drugiej ręki.
Nie należy jednak nastawiać się na handel przez internet. Ten kanał sprzedaży, choć podobnie jak w innych branżach rośnie, to jednak bardzo wolno. Jak szacują specjaliści, mniej niż 5 proc. obrotu realizowane jest w sieci. - W różnych grupach wiekowych klientów ta wielkość jest inna - zaznacza Paweł Waszczyk. - Ludzie młodzi częściej kupują książki w internecie. Jednak nadal ogromna większość obrotu generowana jest przez rodziców, a ci zdecydowanie preferują tradycyjne zakupy.
Handel podręcznikami czekają jednak, jak wszystko na to wskazuje, tłuste lata. W przyszłym roku reformą z 2009 roku zostaną objęci uczniowie ze szkół ponadgimnazjalnych, którzy będą musieli kupić całkiem nowe podręczniki. Książki do tego rodzaju szkół odpowiadają za około jedną trzecią sprzedaży. Ponadto od przyszłego roku obowiązkiem szkolnym objęte będą dzieci sześcioletnie, a więc znacząco wzrośnie popyt na podręczniki dla nich.
- Choć rynek jest już konkurencyjny, to perspektywy jego rozwoju są raczej obiecujące - podsumowuje Paweł Waszczyk.
@RY1@i02/2011/164/i02.2011.164.130.0001.001.jpg@RY2@
Coraz większy rynek podręczników
Aleksandra Kozicka-Puch
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu