Horta-Osorio, rekin wśród bankierów z City
SzacownĄ brytyjskĄ grupę bankową Lloyds ma wyprowadzać z długów Portugalczyk, którego ojczyzna sama boryka się z wielkimi finansowymi trudnościami
Postawienie na Antonio Horta-Osorio może się okazać zbawienne dla firmy, której korzenie sięgają roku 1795. 47-letni bankowiec, określany przez City mianem rekina, jest specjalistą od trudnych zadań.
Przez cztery miesiące, od czasu objęcia władzy w LBG, Horta-Osorio przygotowywał strategię dla banku niemogącego poradzić sobie ze złymi kredytami. Teraz już wiadomo: Portugalczyk będzie drastycznie ciął koszty, na bruk trafi co najmniej 15 tys. z ponad 104 tys. pracowników (od 2009 r. pracę w banku straciło ponad 27,5 tys. osób).
- Oczywiście, że wolałbym nie podejmować takiej decyzji, ale jeśli firma, za którą odpowiadam, ma stanąć na nogi i ponownie zacząć przynosić zyski, nie mogę sobie pozwolić na kierowanie się sentymentami - powiedział. Podkreślił, że dzięki redukcji etatów LBG zaoszczędzi do 2014 r. nawet 1,5 mld funtów.
Związki zawodowe przyjęły tę decyzję jedynie z lekkim pomrukiem niezadowolenia. Chcą przede wszystkim, by nowe władze banku rozliczyły poprzedniego prezesa, przez którego LBG znalazło się w tarapatach. Amerykanin Eric Daniels naciskał na przejęcie Halifax Bank of Scotland, nie bacząc na to, że udzielił on wielu ryzykownych pożyczek. Dopiął swego w najgorszym możliwym momencie: tuż przed wybuchem kryzysu finansowego w 2008 r. HBoS jako jeden z pierwszych banków na Wyspach stracił płynność i pociągnął za sobą na dno całą grupę. Gdyby nie interwencja państwa, kosztująca brytyjskich podatników 20 mld euro, szacowny Lloyds byłby już historią. Daniels stracił z początkiem marca posadę, ale ma tak skonstruowaną umowę, iż bardziej opłaca się dalej go zatrudniać, niż wypłacić odszkodowanie. Nicnierobienie poprzedniego prezesa kosztuje LBG 100 tys. funtów miesięcznie.
Od ukończenia bankowości i zarządzania na lizbońskim Universidade Católica Portuguesa w 1987 r. Horta-Osorio zyskiwał doświadczenie w największych instytucjach finansowych świata. Zaczynał od lokalnej filii Citibanku (wiceprezes i szef departamentu rynku kapitałowego), aby cztery lata później związać się z hiszpańskim Santanderem, drugą co do wielkości bankową grupą Europy. Organizował pracę filii w Portugalii (prezes), potem poprawił konkurencyjność oddziałów w Brazylii (prezes), by w końcu trafić do Wielkiej Brytanii (prezes). Władze Santandera powierzyły mu misję wzmocnienia pozycji grupy na Wyspach. Jego dziełem jest przejęcie innych banków: Alliance & Leicester, Abbey i Bradford & Bingley, dzięki czemu Hiszpanie wyrośli na jednego z najpoważniejszych graczy na tamtym rynku.
I tam zastał go kryzys. Horta-Osorio dowiódł, że jest w stanie opanować sytuację. Wówczas zyskał w City miano rekina, co nie jest tylko nawiązaniem do jego pasji nurkowania. Bezwzględnie wprowadził w życie plan oszczędnościowy, czyli m.in. zwolnił ludzi. Na bruk trafiło 1900 osób - niemal co dziesiąty pracownik. O ile w roku wybuchu kryzysu zysk operacyjny brytyjskiego Santandera wyniósł 18,5 mld euro, już dwanaście miesięcy później wzrósł do 22,9 mld euro. W 2010 r. wynik był lepszy o 3,2 proc. - 23,8 mld euro. Ten sukces zwrócił na niego uwagę rady nadzorczej Lloyds Banking Group, która postanowiła go podkupić. Zgodził się, bo - jak twierdzi - czekające go wyzwanie jest w stanie dostarczyć mu równie wielkiej porcji adrenaliny jak nurkowanie wśród rekinów.
@RY1@i02/2011/134/i02.2011.134.000.016a.001.jpg@RY2@
Fot. Bloomberg
Horta-Osorio będzie ciął koszty, na bruk trafi 15 tys. bankowców z LBG
Piotr Czarnowski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu