Enders - dobry żołnierz, świetny prezes Airbusa
Thomas Enders ma powody do radości. Na targach lotniczych w Paryżu kierowany przez niego Airbus zebrał rekordowe zamówienia na sumę przekraczającą 50 mld euro
W Paryżu hitem był Airbus A320neo, który - według producentów - ma spalać o 15 proc. mniej paliwa, przynosząc roczne oszczędności rzędu miliona dolarów na każdym samolocie. Malajska linia lotnicza Air Asia już zamówiła 200 tego typu maszyn, co jest największym kontraktem w ponadstuletniej historii paryskich targów. Amerykańska grupa finansowa CIT kupi 50 airbusów, a tajwańskie linie TransAsia kolejnych sześć. - To najbardziej udane targi, jakie mogliśmy sobie wyobrazić - cieszył się 53-letni Enders.
Niemiecki menedżer kieruje Airbusem od 2007 r. Gdy przychodził, sytuacja największego europejskiego producenta samolotów nie była wesoła. Airbus spóźniał się z realizacją swojego sztandarowego projektu A380. Na dodatek firma zaczęła kontrowersyjny plan cięcia kosztów, który zakładał zwolnienie 10 tys. pracowników, głównie w fabrykach we Francji i w Niemczech, co wywołało ostre protesty związków. Sytuację komplikowało jeszcze wyjątkowo silne wtedy euro, które czyniło Airbusa dużo mniej rentownym w porównaniu z jego największym rywalem, amerykańskim Boeingiem.
Władze EADS (francusko-niemieckiego koncernu obronno-awiacyjnego, do którego należy Airbus) zdecydowały więc, że nie jest to pora na eksperymenty, i wysłały do boju swojego najbardziej doświadczonego żołnierza. Był nim właśnie Enders.
W jego wypadku określenie "żołnierz" nie jest przesadzone. Zasadniczą służbę wojskową odbywał w jednostkach spadochronowych i okazał się tak zdolny, że przeszedł do rezerwy w stopniu majora. Choć Bundeswehra chciała go zatrzymać, zdecydował się na karierę naukową.
Jak większość Niemców studiował jednocześnie na kilku kierunkach. Skończył ekonomię, ale zaraz dodał do swojego CV doktorat ze stosunków międzynarodowych. To pchnęło go w kierunku dyplomacji i think tanków zajmujących się bezpieczeństwem międzynarodowym. Krótko po trzydziestce zatrudnił go sztab planowania strategicznego w niemieckim ministerstwie obrony.
Jeszcze w ministerstwie "Major Tom" (jak w nawiązaniu do słynnego hitu Davida Bowie zaczęto go nazywać) zaczął się zajmować lotnictwem (zrobił nawet licencję pilota helikoptera). Otworzyło to przed Endersem nowe perspektywy. Skończyła się zimna wojna i europejskie rządy szukały sposobu wykorzystania technologii obronnych w lotnictwie cywilnym.
Pracował najpierw w nieistniejącym już monachijskim koncernie lotniczo-zbrojeniowym DASA, który w 2000 r. stał się częścią powołanego do życia konglomeratu EADS. Doświadczenie Endersa szybko zostało docenione w nowym otoczeniu. Cztery lata później był już współprzewodniczącym zarządu giganta. I to właśnie stamtąd posłano go na ratunek kulejącej spółce córce - Airbusowi.
Tuż po jego przybyciu sytuacja jednak szybko zaczęła się polepszać. Trudno dziś rozsądzić, czy był to rzeczywiście efekt związany z Endersem, czy po prostu akurat w tym momencie wcześniejsze inwestycje zaczęły przynosić owoce.
Fakty przemawiają wyjątkowo mocno na korzyść Niemca. Już w listopadzie pierwszy A380 został oddany do użytku singapurskim liniom lotniczym, a na targach lotniczych w Dubaju Airbus zaliczył przełom, kończąc rok z rekordową liczbą 1341 zamówień. Enders zdołał też dokończyć restrukturyzację i otworzyć pierwszą fabrykę Airbusa w Chinach, co pozytywnie odbiło się na bilansie kosztów lotniczego giganta. Już w 2008 r. Airbus wyprzedził Boeinga pod względem liczby zamówień. Dobra passa trwa do dzisiaj.
@RY1@i02/2011/122/i02.2011.122.000.016a.001.jpg@RY2@
Fot. Reuters/Forum
Enders dokończył restrukturyzację Airbusa i otworzył pierwszą fabrykę firmy w Chinach
Rafał Woś
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu