Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

ETYK Andrzej Klesyk, PZU

Ten tekst przeczytasz w 12 minut

Komisja śledcza ds. PZU, afera billboardowa, ciągnąca się sprawa Grzegorza Wieczerzaka, byłego prezesa ubezpieczyciela, czy zatrzymanie Jaromira Netzela, innego szefa towarzystwa, w trakcie afery gruntowej - tak jeszcze kilka lat temu wyglądały doniesienia na temat jednej z największych i najbardziej znanych polskich firm. PZU nie było bynajmniej synonimem dobrze zarządzanego przedsiębiorstwa. Wręcz przeciwnie - kolosem na glinianych nogach, w którym w najlepsze kwitł kapitalizm polityczny. Kolejne zdobywające władzę partie polityczne traktowały spółkę jak cenny łup. Wśród kilkunastu tysięcy pracowników z łatwością można było ukryć swoich i dać im zarobić.

Umorusanie polityką negatywnie odbijało się na towarzystwie. Lider rynku ubezpieczeniowego był coraz mocniej podszczypywany przez konkurencję i tracił w nim udziały. Spadała jakość usług, a klienci stawali sie coraz bardziej niezadowoleni. Jeśli dodać do tego niekończący się spór między dwoma właścicielami PZU - Skarbem Państwa a holenderskim Eureko - mamy obraz firmy pogrążonej w chaosie, potrzebującej zdecydowanego lidera, który wyprowadzi ją na spokojne wody i zapewni normalne i nowoczesne funkcjonowanie. PZU miało to szczęście, że trafił do niego Andrzej Klesyk.

Jeśli przyjrzymy się zmianie jakościowej, która przez ostatnie trzy lata dokonała się w PZU, zwycięstwo prezesa w kategorii etyka w rankingu "DGP" i TVN CNBC "Twarze Biznesu" nie powinno dziwić. Spółka przestała być utożsamiana z miejscem, gdzie można liczyć na polityczne synekury. Dzięki ugodzie między akcjonariuszami i wejściu na giełdę ubezpieczyciel dołączył zaś do grona firm, które tworzą stabilny fundament polskiej gospodarki. Do tego należy doliczyć zakończenie negatywnego trendu utraty udziałów w rynku. Pod koniec ubiegłego roku spółka poinformowała, że po raz pierwszy od wielu lat przestał kurczyć się jej udział w sprzedaży obowiązkowych ubezpieczeń komunikacyjnych OC. A zaledwie dwa tygodnie temu doszła do tego informacja, że PZU zaczyna odzyskiwać utracone pole na rynku ubezpieczeń komunikacyjnych (są one ważnym aspektem działalności każdego ubezpieczyciela majątkowego, bo generują ponad połowę przychodów).

To sukcesy natury biznesowej. Miały jednak przełożenie na poprawę wizerunku spółki. PZU nie jest już postrzegany na rynku jako ospały niedźwiedź, którego można bezkarnie drażnić. Stało się nowoczesną i dobrze zarządzaną spółką walczącą o swoje.

To wszystko nie byłoby możliwe, gdyby nie Klesyk. Mimo że w przekazie medialnym pierwsze skrzypce w negocjacjach z Eureko grał minister skarbu Aleksander Grad, cichym architektem zakończenia sporu był właśnie szef PZU. Jest on także autorem strategii spółki, która zakłada walkę o każdy punkt procentowy udziałów w rynku, restrukturyzację zatrudnienia (zgodnie z założeniami z PZU ma odejść 4 tys. pracowników; tylko w tym roku zostanie zwolnionych ponad 1,2 tys. osób). Zmiany dotyczą także struktury firmy. Po raz pierwszy w historii spółka majątkowa i życiowa PZU ma wspólne oddziały. Wcześniej symbolem bizantyjskiego stylu zarządzania było to, że w jednym mieście, na jednej ulicy były dwa punkty sprzedaży: jeden PZU, a drugi PZU Życie.

W marcu tego roku Andrzej Klesyk wygrał konkurs i będzie prezesem ubezpieczyciela przez następne trzy lata. Druga kadencja umożliwi mu zakończenie restrukturyzacji, a być może nawet wyprowadzenie PZU na europejskie wody. Jako jeden z nielicznych szefów polskich firm finansowych może się bowiem pochwalić bogatym doświadczeniem biznesowym zdobytym poza Polską. Przez lata pracował w renomowanych zachodnich firmach konsultingowych. Biznesu uczył się od najlepszych w USA.

Wyjechał tam od razu po studiach na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim (wcześniej bez powodzenia starał się dostać do warszawskiej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej). Zaczynał na tej uczelni jako student filozofii, ale skończył jako absolwent ekonomii z najlepszym wynikiem na roku. Nie koncentrował się na samej nauce, bo kilka razy w tygodniu jeździł do Warszawy, by pracować w Ministerstwie Przekształceń Własnościowych.

W USA z łatwością dostał się na studia MBA w prestiżowej Harvard Business School. Nie miał jednak z czego opłacić czesnego, które wynosiło 80 tys. dolarów. W ostatnim momencie udało mu się zdobyć stypendium.

Mając dyplom MBA w ręku, Klesyk zdecydował się zostać w USA. Zapytał amerykańskich kolegów o najlepszego pracodawcę na rynku, ci zaś wskazali mu firmy Goldman Sachs, PMG i McKinsey. Jednocześnie ostrzegli, że chłopak z Polski - z kraju, który jeszcze trzy lata temu był po drugiej stronie żelaznej kurtyny - nie ma żadnych szans na pracę w takim miejscu. No chyba że jako chłopiec na posyłki.

Klesyk złożył papiery i do PMG, i do McKinseya. I dostał pracę w obu firmach, ale ze względu na wyższe wynagrodzenie wybrał tę drugą. Spędził w niej siedem lat.

Pod koniec lat 90., po prawie dekadzie życia za granicą, Klesyk zaczął myśleć o powrocie do kraju. Okazją do tego były projekty biznesowe, przy których pracował. Najpierw pomagał zakładać Handlobank - dział detaliczny Banku Handlowego. Następnie zaś, w 2000 r. razem z kolegą z McKinseya, założył jeden z dwóch pierwszych banków internetowych w Polsce - Inteligo. Szybko został on uznany za wzorcowy przykład udanego projektu bankowości bezpośredniej.

Po odejściu z Inteligo Klesyk wylądował w Boston Consulting Group. Został dyrektorem warszawskiego oddziału tej renomowanej firmy konsultingowej. Tu po raz pierwszy spotkał się z PZU, dla którego stworzył projekt sprzedaży polis przez internet. Koncepcja wylądowała w koszu, kiedy prezesem ubezpieczyciela został nikomu nieznany adwokat z Trójmiasta - Jaromir Netzel. Jednak dzięki temu projektowi Klesyk poznał od środka firmę, którą będzie zarządzać już za kilka lat.

Praca w konsultingu już go nie zadowalała, dlatego dwukrotnie startował na prezesa PKO BP. Podobno wygrał, ale nie został powołany na to stanowisko. Nie zrezygnował i ostatecznie wrócił do wielkiego biznesu dzięki Aleksandrowi Gradowi, ministrowi skarbu, który szukał odpowiedniej osoby, aby zakończyć spór z Eureko w PZU.

Sam Klesyk podchodzi do tej nominacji z dystansem. - W pewnej chwili przychodzi taki moment w życiu mężczyzny, że musi kupić sportowy samochód, zmienić żonę na dużo młodszą albo znaleźć nowe wyzwanie. Po dyskusji z żoną i córką uznałem, że dwuosobowy samochód dla naszej trójki nie wystarczy. A że opcja druga nie wchodziła w grę, więc pozostała mi trzecia - żartował w jednym z prasowych wywiadów.

Trzy lata spędzone w fotelu prezesa PZU uczyniły z niego celebrytę. Przez wszystkich rozpoznawany i wszędzie zapraszany, króluje na oficjalnych spotkaniach, konferencjach i bankietach. Przez chwilę był nawet typowany do udziału w kolejnej edycji telewizyjnego show "Taniec z gwiazdami". Jednak mimo błysku fleszy i giełdowego splendoru pozostaje skromną osobą. Na każdym kroku podkreśla, że właścicielami spółki są jej akcjonariusze.

To powoduje, że Andrzej Klesyk niechętnie wypowiada się na tematy polityczne i zdradza swoje poglądy. Nawet mimo że został powołany do Rady Gospodarczej przy premierze. Wyjątek zrobił w jednym z ostatnich numerów "Gościa Niedzielnego". - Kilka lat temu byłem w kwestiach ekonomicznych przynajmniej tak samo liberalny jak Leszek Balcerowicz - mówi w wywiadzie. - W kryzysie możni tego świata nie postępowali według liberalnych recept. Nacjonalizowali np. banki i inne instytucje finansowe. Jeśli więc chce się pozostawać w grze, to nie można grać według innych reguł. W naszym kraju często uważa się, że wspieranie rodzimego biznesu jest niewłaściwe. A przecież pierwszym tematem, jaki poruszają podczas oficjalnych wizyt w Polsce szefowie rządów z Europy czy Ameryki, jest biznes i interesy firm pochodzących z ich krajów. Dlaczego więc państwo polskie ma nie wspierać polskich firm? - pyta na łamach tygodnika.

Paliwa i chemia: Paweł Olechnowicz, Lotos

Motoryzacja: Krzysztof Olszewski, Solaris

Media: Markus Tellenbach, Grupa TVN

Handel: Pedro Soares dos Santos, Jeronimo Martins

Branża spożywcza: Marek Wojtyna, Żywiec Zdrój

Odzież: Marek Piechocki, LPP

@RY1@i02/2011/097/i02.2011.097.186.004b.001.jpg@RY2@

Fot. Marcin Kaliński

Etyk Andrzej Klesyk, PZU

Mariusz Gawrychowski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.