Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Napoleon zmieszany z Charlesem Bukowskim

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Najnowszy trend w zarządzaniu? Powrót do wartości. Ale z odrobiną szaleństwa - Stan Slap zaleca choćby wskakiwanie z wrzaskiem na stół w sali konferencyjej

 "Jestem moją pracą. Rozrzućcie me prochy w sali konferencyjnej" - trzeba przyznać, że książki biznesowej o tak chwytliwym i przewrotnym tytule dawno na rynku nie było. Jej autor Stan Slap, który szkolił już menedżerów największych amerykańskich korporacji w rodzaju Hewlett-Packarda czy Microsoftu, bardzo się stara, by jej treść dorównała tytułowi swoją przewrotnością. Głosi bowiem: koniec z zarządzaniem i motywowaniem przy pomocy starych korporacyjnych metod kija (krzyk, strach przed zwolnieniem) i marchewki (bonusy, awanse i opcje na akcje). Te sposoby już się opatrzyły i straciły swoją skuteczność. Najnowszym trendem jest... powrót do wartości.

Slap proponuje menedżerom, by przestali się inspirować Billem Gatesem, Markiem Zuckerbergiem czy Johnem D. Rockefellerem, a zamiast tego zaczęli naśladować prawdziwych mistrzów motywacji: Martina Luthera Kinga, Nelsona Mandelę, Mahatmę Gandhiego i Matkę Teresę z Kalkuty. Dlaczego? Bo za nimi zwolennicy szli nawet wtedy, gdy nie wiązały się z tym milionowe premie i karnety na opiekę medyczną w ekskluzywnych lecznicach, lecz obietnica lepszego świata. Zdaniem Slapa menedżerowie pomogą w ten sposób samym sobie. Przestaną być sfrustrowani swoim miejscem w korporacyjnej hierarchii i podniesie się ich poziom samozadowolenia. "Skoro i tak spędzacie na pracy jakieś 75 godzin tygodniowo (pracujesz 50 godzin, 10 poświęcasz na dojazdy, a 15 o niej myślisz), to niech to przynajmniej ma jakiś sens" - przekonuje Slap. Tworzy w ten sposób zręby swojej teorii: powiąż pracę z najważniejszymi dla siebie wartościami, a wtedy sam staniesz się swoją pracą. Jego zdaniem opłaci się to też twoim podwładnym. Badania dowodzą przecież, że pracownicy (przynajmniej większość z nich) chcą szefa, który w coś wierzy, a nie jest tylko zwykłym cwaniakiem i oportunistą. Charyzmatyczny szef podnosi również ich własny status. To z kolei ciągnie w górę wydajność i wyniki, co przekłada się na zadowolenie przełożonych samego menedżera. Proste?

Przekonaniu nas do owych prawd Slap poświęca mniej więcej pierwsze 100 stron swojej książki. Do jego wywodu można mieć w tej części wiele zastrzeżeń. Głównie taki, że kręci się w kółko, powtarza argumenty, a wszystko to spowija specyficznym amerykańskim humorem w stylu wieczornych telewizyjnych talk-show, ozdobionym cytatami z ikon popkulturowej alternatywy w stylu Gila Scotta-Herona, Mikea Scotta (The Waterboys) czy Charlesa Bukowskiego. Jeśli ktoś lubi takie fajerwerki, to proszę bardzo, ale zapracowanej reszcie zdecydowanie polecam rozpoczęcie lektury od części trzeciej - "Musisz Możesz".

Tu nareszcie lektura uczy pewnych praktycznych rozwiązań, dzięki czemu system Slapa zaczyna mieć ręce i nogi. Pomaga w zdefiniowaniu najważniejszych dla nas wartości, a potem na ich podstawie kieruje konstruowaniem wiarygodnego przekazu motywacyjnego. Przykłady? Jest ich sporo: Najpierw definiujesz, co jest dla ciebie w życiu naprawdę ważne, i - załóżmy - dochodzisz do wniosku, że jest to prawość (czyli poczucie, że możesz spojrzeć w twarz sobie i innym). Budujesz więc swoje przywództwo wokół atmosfery prawości. Nie musisz przy tym kłamać, bo przecież naprawdę wierzysz w prawość. Zbierasz swoich ludzi i mówisz im: "W życiu naszej firmy prawość i zasady przestały mieć znaczenie". W ten sposób zdefiniowałeś tzw. gorzkie miejsce, z którego chcesz ruszyć dalej. Potem pokazujesz tzw. słodkie miejsce, do którego chcesz doprowadzić swój zespół. Podkreślasz wartość i rolę każdego pracownika w tym procesie. Według Slapa tak właśnie rodzą się biznesowi liderzy.

U Slapa taki charyzmatyczny szef nie boi się szaleństwa i niekonwencjonalnych zachowań. "Jednym z mitów świata menedżerów jest opowieść o opoce - twardej skale, w której zmagazynowana jest wielka energia, spokojnej i niewzruszonej wśród spienionych fal morza o nazwie Niepewność. Ale lider wcale nie jest skałą. Już raczej statkiem kosmicznym. Lider jest szaleńcem" - pisze. Dlatego Slap pół żartem, pół serio doradza "wskakiwanie na stół w sali konferencyjnej z okrzykiem »chwyćcie mnie za rękę«, nieustanne paplanie o wartościach przypominające okrzyki papugi na metaamfetaminie czy przybycie na spotkanie w przebraniu Marii Antoniny".

Po przebrnięciu przez tę nierówną książkę nawet najwięksi cynikom lekko tracą grunt pod nogami. - A może ten facet ma trochę racji? - pytamy w głębi duszy. Nie żeby od razu wskakiwać na stół prezydialny. Ale kto nie chciałby poczuć się korporacyjną mieszanką Napoleona i Bukowskiego? No kto?

@RY1@i02/2011/087/i02.2011.087.196.039a.001.jpg@RY2@

Gordon Gekko (z lewej) z "Wall Street" Olivera Stonea miałby mały problem z odnalezieniem się w świecie zarządzania opartego na wartościach

@RY1@i02/2011/087/i02.2011.087.196.039a.002.jpg@RY2@

Rafał Woś

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.