Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Kredyt technologiczny bardziej dostępny

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 8 minut

lada dzień wejdzie w Życie nowelizacja ustawy ułatwiająca dostęp do pożyczek z premią. Łatwiej będzie wdrożyć kupioną lub własną technologię za pomocą środków z Unii Europejskiej

Do tej pory wykorzystanie tego instrumentu wsparcia unijnego jest, delikatnie mówiąc, rozczarowujące. Tymczasem środki unijne na projekty inwestycyjne w firmach przewidziane na lata 2007 - 2013 powoli się kończą i kredyt technologiczny, także w obliczu ożywienia gospodarki, wydaje się coraz bardzo potrzebny. Jesteśmy o krok od finalizacji prac nad nowelizacją ustawy o niektórych formach wspierania działalności innowacyjnej. Brakuje już tylko podpisu prezydenta i ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.

Nowelizacja ustawy wprowadza przede wszystkim możliwość wypłacenia premii technologicznej na rzecz częściowej spłaty kapitału kredytu technologicznego jednorazowo, po zakończeniu realizacji projektu, niezależnie od wzrostu wartości sprzedaży, co było dotychczas warunkiem. Zwiększy się też wysokość premii technologicznej, bo będzie ona wyliczana od wartości kosztów kwalifikowanych, a nie od wysokości kredytu. Ustawa uwzględni także nowe rodzaje kosztów kwalifikowanych. Kolejna zmiana to możliwość rozpoczęcia inwestycji już po przekazaniu dokumentacji do Banku Gospodarstwa Krajowego. Nie udało się jedynie zmniejszyć obowiązkowego wkładu własnego firmy - wynosi on 25 proc., podczas gdy m.in. w Pekao przy kredycie z poręczeniem Europejskiego Funduszu Inwestycyjnego 15 proc., a przy kredycie Unia nawet 10 proc. Hitem natomiast może się okazać wprowadzenie do ustawy pojęcia nieopatentowanej wiedzy technologicznej.

Przypomnijmy, obecnie kredyt technologiczny przeznaczony jest na zakup i wdrożenie lub wdrożenie własnej nowej technologii niestosowanej na świecie dłużej niż 5 lat. Oznacza to, że sam zakup nawet najbardziej innowacyjnej maszyny nie kwalifikuje się do wsparcia. W wielu firmach starających się o kredyt technologiczny takiej świadomości brakuje. Firma musi dysponować nową technologią w postaci prawa własności przemysłowej (np. patent, wzór przemysłowy, wzór użytkowy) lub usługi badawczo-rozwojowej (np. prace rozwojowe). Środki trwałe finansowane z kredytu technologicznego służą dopiero do wdrożenia tej nowej technologii i uruchomieniu nowej produkcji czy usług. Nie każda firma jest w stanie opracować i zgłosić swoje własne rozwiązanie patentowe. Dlatego też wprowadzenie do ustawy nieopatentowanej wiedzy technologicznej może się okazać ogromnym ułatwieniem.

Finalizacja prac nad kredytem technologicznym wydaje się tyleż potrzebna, ile opóźniona. Przypomnijmy - blisko dwa lata temu uroczyście zostały podpisane umowy o współpracy między Bankiem Gospodarstwa Krajowego (BGK) a bankami komercyjnymi dotyczące udzielania tego rodzaju pożyczek. W ten sposób po raz pierwszy sektor bankowy został włączony bezpośrednio do systemu wdrażania programów unijnych.

Zasada polega na tym, że banki komercyjne udzielają mikro, małym i średnim firmom kredytów technologicznych, które następnie mogą zostać częściowo spłacone ze środków unijnych w postaci premii technologicznej.

Jednocześnie, już od startu, rozpoczęły się prace nad ulepszeniem tego instrumentu. Od początku było wiadomo, że kredyt technologiczny, który z definicji nie jest łatwo dostępny dla każdej firmy, dodatkowo jest mniej korzystny w porównaniu do dotacji przyznawanych w ramach regionalnych programów operacyjnych i programu Innowacyjna Gospodarka.

Pierwszą słabością kredytu technologicznego było uzależnienie wypłaty premii technologicznej od sprzedaży nowych produktów i usług, podczas gdy w innych programach firma otrzymywała dotację od razu po zakończeniu inwestycji.

Po drugie, wysokość premii technologicznej była niższa niż dotacja w innych programach mimo obowiązywania takich samych zasad dotyczących pomocy publicznej. Wynikało to z tego, że w działaniach dotacyjnych wysokość wsparcia była liczona od całości kosztów kwalifikowanych, a w kredycie technologicznym premia na razie wyliczana jest od wartości kredytu, a więc od kosztów kwalifikowanych pomniejszonych o wkład własny przedsiębiorcy wynoszący obowiązkowo 25 proc. Przykładowo mała firma realizująca inwestycję o wartości 1 mln zł, przy obowiązującym poziomie pomocy publicznej w wysokości 70 proc., z programów dotacyjnych mogła otrzymać 700 tys. zł dotacji, a przy kredycie technologicznym już tylko 525 tys. zł premii technologicznej.

Inny grzech dotychczasowej odsłony kredytu technologicznego to ograniczenia co do kosztów kwalifikowanych - nie można za nie uznać m.in. kosztów budowy budynków. W dodatku inwestycja może zostać rozpoczęta dopiero po przyznaniu promesy premii technologicznej przez BGK.

Kredyt technologiczny jest instrumentem wsparcia w ramach programu operacyjnego Innowacyjna Gospodarka (Działanie 4.3). Warto jednak zauważyć, że spośród blisko setki działań w różnych programach, z których firmy mogły i mogą ubiegać się o wsparcie unijne na inwestycje, tylko jedno - kredyt technologiczny - jest regulowane na poziomie ustawowym.

Dużo łatwiej korygować zasady udzielania dotacji na poziomie rozporządzeń ministrów czy uchwał zarządów województw. W wypadku kredytu technologicznego obowiązuje droga legislacyjna taka jak dla każdej innej ustawy - komisje sejmowe, konsultacje międzyresortowe (przez długi czas wprowadzenie zmian blokowało Ministerstwo Finansów), akceptacja Sejmu, Senatu i prezydenta. W tej sytuacji trudno mówić o możliwości elastycznych zmian.

Warto pamiętać, że w kolejnych budżetach Unii Europejskiej odchodzić się będzie od dotacyjnych form wsparcia dla firm na rzecz rozwiązań zastosowanych w kredycie technologicznym, dlatego ważne są doświadczenia w jego wdrażaniu. Wiadomo, że na pewno nie warto każdego szczegółu regulować na poziomie ustawy.

Weźmy jako przykład małą firmę działającą w Małopolsce, która planuje inwestycje o wartości 1 mln zł. Z własnej kasy wyłoży na przedsięwzięcie 250 tys. zł, resztę sfinansuje 750 tys. zł kredytu.

Dotychczas przedsiębiorstwo mogło liczyć na premię technologiczną w wysokości 525 tys. zł. W tej chwili jej wartość będzie mogła wzrosnąć nawet do 750 tys. zł.

@RY1@i02/2011/063/i02.2011.063.130.006b.001.jpg@RY2@

Co trzeba wiedzieć

@RY1@i02/2011/063/i02.2011.063.130.006b.002.jpg@RY2@

Jakub Fulara

Jakub Fulara

kierownik zespołu ds. funduszy Unii Europejskiej w Banku Pekao

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.