Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Ferdinand Piech chce przegonić Toyotę i GM

29 czerwca 2018

W Niemczech zwykło się mawiać, że 74-letni Piech, wnuk genialnego wynalazcy Ferdinanda Porsche’a, ma jeszcze lepszą głowę do interesów niż jego dziad do produkcji silników

"Do 2018 roku Volkswagen będzie absolutnym numerem jeden wśród światowych producentów samochodów" - zapowiada centrala koncernu w Wolfsburgu. Detronizacja japońskiej Toyoty i amerykańskiego GM byłaby wymarzonym ukoronowaniem kariery Ferdinanda Piecha, jednej z najbarwniejszych postaci globalnego biznesu.

Na czele rady nadzorczej Volkswagena Piech stoi od 2002 roku, jednak od dwóch lat de facto rozdaje karty w produkującym rocznie ponad 7 mln aut koncernie z Wolfsburga. To efekt jednej z najbardziej spektakularnych transakcji ostatnich lat.

W 2008 roku po długich negocjacjach ciesząca się dotąd niezależnością i finansowymi sukcesami firma Porsche weszła do stajni Volkswagena, stając się jedną z pereł w koronie (obok Audi, Seata, Bentleya, Bugatti czy Lamborghini). Ale w zamian rodzina potomków konstruktora rozszerzyła swój pakiet akcji w drugim co do wielkości koncernie samochodowym świata do ponad 50 proc. A Ferdinand Piech dzięki sieci nieformalnych powiązań i pozycji wewnątrz rodziny Porsche bez przeszkód pociąga w Wolfsburgu za wszystkie sznurki. Pozostali akcjonariusze - niemiecki land Dolnej Saksonii czy Emirat Kataru - nawet gdyby chcieli, niewiele mogą zrobić, by mu się przeciwstawić.

Na razie nie ma zresztą takiej potrzeby. Piech jest bowiem jednym z najskuteczniejszych menedżerów w najnowszej historii niemieckiej motoryzacji. Wychowany w Austrii i Szwajcarii (studia inżynierskie na prestiżowej politechnice w Zurychu) już jako dwudziestoparolatek zbierał pierwsze szlify pod okiem swojego wuja i ówczesnego szefa koncernu Porsche Ferryego. Wkrótce jednak w wyniku tarć pomiędzy rodzinnymi frakcjami zaczął szukać szczęścia poza koncernem. Pracował w Audi, by na początku lat 90. wrócić tam, gdzie kiedyś zasiadali jego ojciec i dziad, czyli do władz Volkswagena.

Gdy stanął na czele zarządu VW, koncern przechodził największy kryzys w swojej historii. Ofensywa japońskich i koreańskich producentów z lat 80. sprawiła, że Wolfsburg zaczął notować straty.

Piech chwytał się wszelkich możliwych sposobów, by wyprowadzić firmę na prostą. Ciął, restrukturyzował, zatrudnił nawet cały kontyngent menedżerów z amerykańskiego GM, co ściągnęło mu na głowę pozew o szpiegostwo przemysłowe ze strony Detroit. Dobrym pomysłem okazał się za to przeskok VW do klasy producentów samochodów luksusowych, co dla firmy słynącej dotąd z oszczędnych model takich jak Garbus czy Golf było dużym szokiem, per saldo się jednak opłacało.

Pod rządami Piecha koncern zaczął też coraz odważniej wchodzić na rynki państw wschodzących, takich jak Chiny czy Brazylia, które stały się jednym z głównych źródeł dochodu.

Dzięki tym posunięciom gdy wybuchł kryzys 2008 roku, VW jako jedyna z niewielu firm motoryzacyjnych nie musiała walczyć o przetrwanie. Obroty stale rosły, a akcje firmy na niemieckiej giełdzie DAX szły w górę nawet wtedy, gdy wszyscy inni lecieli na łeb na szyję. A to w porównaniu z czasowym bankructwem wielkiego rywala GM i poważnymi kłopotami technicznymi Toyoty było nie lada wyczynem. Dlatego dziś Wolfsburg snuje dalekosiężne plany.

Światowy prymat w roku 2018 wydaje się całkiem prawdopodobny. Zwłaszcza że firma ma u steru człowieka, który stwierdził kiedyś: "VW, rodzina, pieniądze. To trzy najważniejsze dla mnie rzeczy w życiu. Dokładnie w tej kolejności".

@RY1@i02/2011/028/i02.2011.028.000.016a.001.jpg@RY2@

Fot. Reuters/Forum

Ferdinand Piech pierwsze szlify jako dwudziestoparolatek zbierał pod okiem swojego wuja i ówczesnego szefa koncernu Porsche Ferryego

Rafał Woś

rafal.wos@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.