Banki wrażliwe na jakość hipotek
Finansiści liczą, że zabezpieczenia kredytów uchronią ich przed koniecznością tworzenia rezerw
Gdyby nasza gospodarka wpadła w recesję, straty poniesione przez banki spowodowałyby konieczność dokapitalizowania sektora kwotą 4,3 mld zł - napisał Narodowy Bank Polski w raporcie o stabilności systemu finansowego. Takie potrzeby kapitałowe pojawiłyby się, gdyby w przyszłym roku wzrost gospodarczy spowolnił do 0,4 proc., a w 2014 r. zanotowalibyśmy 1-proc. spadek PKB.
Piotr Szpunar, dyrektor departamentu systemu finansowego w NBP, ocenił, że kondycja sektora bankowego jest dobra, a lekkie pogorszenie, z jakim mamy do czynienia, to efekt "wyłącznie czynników zewnętrznych" - chodzi przede wszystkim o problemy strefy euro.
Krajowe banki mają jednak również słabe strony. Jedną z nich jest jakość aktywów. - Wyniki banków są dość wrażliwe na pogorszenie jakości kredytów mieszkaniowych - podkreśla Szpunar. Zwraca też uwagę na to, że około połowy tegorocznego przyrostu złych kredytów dla firm przypadło na należności od sektora budowlanego.
Rezerwy tworzone na złe kredyty obniżyły tegoroczne wyniki banków. Ale niektórzy rynkowi gracze utworzyli tych rezerw mniej, niż wynikałoby ze skali pogorszenia jakości portfela. Świadczy o tym porównanie wskaźników pokrycia rezerwami należności zagrożonych.
Spośród giełdowych banków ten wskaźnik najniższy jest w Banku Ochrony Środowiska. - Wiąże się to ze strukturą naszego portfela, w którym przeważają kredyty mieszkaniowe i korporacyjne, i z wysokim poziomem zabezpieczeń - tłumaczy Piotr Lemberg, rzecznik BOŚ.
Niższy niż przeciętny w sektorze wskaźnik ma PKO BP. Jego rzeczniczka Elżbieta Anders zaznaczyła jednak, że od kilku lat bank stosuje szeroką definicję kredytów zagrożonych. Wrzuca do tej grupy należności, w których przypadku "nastąpiło pogorszenie sytuacji finansowej dłużnika" albo "przeprowadzona została restrukturyzacja zadłużenia". Według banku gdyby stosował on podobną definicję należności zagrożonych jak konkurenci, to jego wskaźnik pokrycia nie odbiegałby od średniej rynkowej. - Nie ma zatem ryzyka, że do tej średniej trzeba będzie dorównać - deklaruje przedstawicielka PKO BP.
Wśród instytucji z niższym od przeciętnego wskaźnikiem pokrycia są łączące się wkrótce Bank Zachodni WBK i Kredyt Bank. W obu przypadkach wskaźnik był we wrześniu 2012 r. niższy niż rok wcześniej.
- Pokrycie odpisami ekspozycji z utratą wartości zależy od struktury portfela każdego banku, jego polityki rachunkowości oraz bieżących decyzji o sprzedaży wierzytelności do firm windykacyjnych, które skokowo mogą zniekształcać obraz wskaźnika w poszczególnych instytucjach. Dlatego ciężko porównywać ten wskaźnik pomiędzy bankami - odpowiedziało nam biuro prasowe BZ WBK.
Najbardziej konserwatywną politykę, jeśli chodzi o rezerwy, prowadzą Bank Handlowy i Pekao, jednak w obu wskaźnik pokrycia rezerwami należności zagrożonych jest wyraźnie niższy niż przed rokiem.
Według Tomasza Bursy, analityka domu maklerskiego Ipopema, niski wskaźnik pokrycia może być czynnikiem ryzyka dla wyników banków w kolejnych kwartałach. - Ma to znaczenie wówczas, gdy zbyt wysoko oceniona jest wartość zabezpieczeń. Dużą zagadką są zwłaszcza kredyty hipoteczne - mówi Bursa. Jeśli banki zbyt optymistycznie wycenią wartość nieruchomości, które stanowią zabezpieczenie takich kredytów, może się zdarzyć, że będą musiały tworzyć kolejne rezerwy.
Oficjalnie jednak banki twierdzą, że nie ma takiego ryzyka. - Portfel BZ WBK ze stwierdzoną utratą wartości jest odpowiednio zabezpieczony. Dlatego nie obawiamy się takiej konieczności - przekonuje bank.
Rezerwy na złe kredyty wpłynęły na obniżkę tegorocznych wyników banków
@RY1@i02/2012/246/i02.2012.246.00000150b.803.jpg@RY2@
Wskaźnik pokrycia należności zagrożonych rezerwami
Łukasz Wilkowicz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu