Wizjonerzy: odwaga, konsekwencja, sukces
Podczas Europejskiego Forum Nowych Idei w Sopocie ogłosiliśmy wyniki naszego konkursu Wizjonerzy 2012. Nagrodziliśmy tych menedżerów, którzy mieli odwagę przeprowadzić niesłychanie trudne projekty biznesowe. Ich konsekwencja, czasem wbrew opinii rynku i wątpliwościom pracowników, doprowadziła do sukcesu całej firmy.
Spośród ponad 50 zgłoszeń kapituła konkursu wybrała pięciu wybitnych menedżerów.
W skład kapituły weszli: Mariusz Grendowicz, przewodniczący rady nadzorczej Money Makers, Aleksander Lesz, prezes zarządu G.N.A., Ryszard Petru, partner w PwC, Łukasz Korycki, zastępca redaktora naczelnego DGP, oraz Marcin Piasecki, wydawca DGP
@RY1@i02/2012/194/i02.2012.194.18600080a.101.jpg@RY2@
Prezes z paczkomatem
Mężczyzna w podwiniętych spodniach od garnituru pędzi na skuterze, krawat powiewa mu na wietrze, a na bagażniku przymocowanych jest kilka pudeł w charakterystcznym żółtym kolorze.
Takie zdjęcie dał sobie zrobić sześć lat temu Rafał Brzoska, prezes operatora pocztowego InPost, gdy wchodził na polski rynek i potrzebował rozgłosu. Zadebiutował, przełamując monopol Poczty Polskiej w brawurowy sposób - dołączając do listów charakterystyczne metalowe blaszki lub woreczki z piaskiem. Dzięki temu przesyłki były cięższe, co w praktyce oznaczało obejście przepisu zabraniającego konkurencji na rynku tradycyjnych listów ważących nie więcej niż 50 g.
To pozwoliło zbudować mu pozycję największego prywatnego operatora pocztowego na polskim rynku, nie czekając specjalnie na koniec monopolu Poczty Polskiej, który nastąpi z początkiem przyszłego roku. Teraz Rafał Brzoska, jak na klasycznego przedsiębiorcę przystało, znowu nie czeka z założonymi rękoma, tylko działa i mierzy się z nowym wyzwaniem - buduje sieć paczkomatów, które w przyszłości zastąpić mogą całkowicie tradycyjne placówki pocztowe. Urządzenia, niczym wcześniej blaszki w listach, mają zrewolucjonizować rynek pocztowy na całym świecie, bo wszyscy operatorzy mają ten sam problem - muszą zamykać nierentowne placówki, ale nie wiedzą, czym je zastąpić. W sukurs przyjść ma paczkomat InPostu, czyli urządzenie, które umożliwia odbiór listów i paczek, a także dokonywanie płatności kartą lub wypłatę gotówki. Wszystko w pełni zautomatyzowane i dostępne całą dobę.
Plan jest ambitny: tylko do końca tego roku firma rozlokuje około tysiąca paczkomatów, z czego około 300 na terenie Polski, 400 w Rosji, 200 na Ukrainie oraz ponad 100 w Czechach i na Słowacji. Ale to nie koniec. Paczkomaty staną też na Cyprze, w Arabii Saudyjskiej, Chile, a nawet Australii. Rozwój sieci, która ma przynieść firmie Brzoski setki milionów euro przychodów, kosztować będzie w ciągu 4 lat 108 mln euro. Ponad połowę wyłoży Integer, holding założony przez Brzoskę, który kontroluje InPost, a pozostałą część fundusz PineBridge, który niedawno zainwestował w spółkę. W ramach wspólnej inwestycji powstanie w sumie 16 tys. paczkomatów.
Jeśli plan się powiedzie, Rafał Brzoska zarządzać będzie firmą globalną, w którą może zmienić się InPost. Jednak dotychczasowe osiągnięcia też są imponujące - grupa warta jest 784 mln zł, czyli 60-krotnie więcej niż w 2007 r. Ubiegłoroczne przychody wyniosły 248,9 mln zł, czyli 23 proc. więcej niż w 2010 r., a zyski - 22,8 mln zł, czyli 38,4 proc. więcej niż rok wcześniej.
Najnowsze zadanie - podbój pocztowego świata - nie jest proste, ale obserwatorzy przypominają, że 36-letniemu założycielowi InPostu nie brakuje odwagi ani wytrwałości. Gdy będąc studentem, przegrał na giełdzie z powodu nagłej bessy spore oszczędności rodziców, postanowił sobie - jak podkreśla - że szybko odpracuje stracone pieniądze. I dopiął swego. Teraz jest pewny, że nie zabraknie mu wytrwałości, by zastąpić placówki pocztowe na całym świecie swoimi paczkomatami.
@RY1@i02/2012/194/i02.2012.194.18600080a.102.jpg@RY2@
Tomasz Zurek/REPORTER
Rafał Brzoska, prezes Grupy Integer.pl
Michał Fura
Powrót do źródeł Bankowości
Gdy w 2008 r. Alior Bank, stworzony i kierowany przez Wojciecha Sobieraja, wchodził na rynek, niewielu było fachowców, którzy dawali temu projektowi szanse na powodzenie. Kryzys finansowy, jaki wybuchł po upadku Lehman Brothers, nie sprzyjał nowym przedsięwzięciom w branży bankowej. A eksperci chętniej typowali kandydatów do bankructwa, ewentualnie dokapitalizowania przez rządy kolejnych państw, niż wskazywali nisze, w których mogłoby zaistnieć nowe przedsięwzięcie.
Wojciech Sobieraj uparcie jednak wierzył, że ma dobry pomysł na bankowość. Udało mu się do niego przekonać także inwestorów, którzy w Alior Bank włożyli prawie pół miliarda euro. Idea była prosta: powrót do źródeł bankowości detalicznej z XIX w., gdy bankowiec wsłuchiwał się w potrzeby klienta i był dla niego uprzejmy jak krawiec czy fryzjer. Po czterech latach od debiutu na rynku można śmiało powiedzieć, że Alior odniósł sukces, co mierzyć można choćby liczbą klientów. Bank otworzył już niemal milion rachunków osobistych, co oznacza, że w ciągu ostatniego roku udało mu się podwoić liczbę klientów. Równie dynamicznie rośnie baza depozytów, ich wolumen przekroczył już 14,1 mld zł. W tym samym czasie bank udzielił ponad 13,3 mld zł kredytów. Imponująco wyglądają również wyniki finansowe. Po pierwszej połowie tego roku Alior może pochwalić się zyskiem netto na poziomie ponad 133 mln zł.
Ale Wojciech Sobieraj nie lubi stać w miejscu. Najnowsze przedsięwzięcie to Alior Sync, bank nowej generacji, obsługujący klientów jedynie w zdalnych kanałach kontaktu, takich jak internet, telefon czy wideoczat. Przedsięwzięcie unikalne w skali nie tylko polskiej bankowości. Sync jako pierwszy na świecie zaproponował na przykład wykonywanie przelewów za pośrednictwem aplikacji działającej na portalu Facebook. Klientów zelektryzowała również informacja, że nowy bank będzie zwracał na ich konta 5 proc. wartości wszystkich zakupów dokonywanych kartą Synca w internecie.
W pierwszych dniach po uruchomieniu wydawało się jednak, że Sync nie zaskoczy, a Sobieraj będzie musiał przełknąć gorycz porażki. Widać było, że projekt uruchamiano w pośpiechu i nie wszystko działało jak należy. Okazało się jednak, że niedoróbki nie są na tyle poważne, by klienci ich nie wybaczyli. Sync zaczął zdobywać klientów w ekspresowym tempie. W lipcu, czyli w miesiąc od startu, miał ich już ponad 40 tys. Do końca roku ma być dwa razy więcej i wiele wskazuje na to, że plan uda się wykonać.
@RY1@i02/2012/194/i02.2012.194.18600080a.103.jpg@RY2@
Marcin Kaliński
Wojciech Sobieraj, prezes zarządu Alior Banku
Jacek Uryniuk
Dystansuje gigantów
To dzięki niemu miedziowy koncern, jako pierwsza spółka z Polski, wkroczył do grona firm globalnych. Międzynarodową miarą osiągnięć prezesa KGHM może być to, że dzięki decyzji o przejęciu za blisko 3 mld dol. kanadyjskiej firmy Quadra FNX Polska po raz pierwszy powinna zagościć w rankingu Boston Consulting Group "Global Challengers".
Jest w nim co roku prezentowane 100 firm, które spełniają kryteria wskazujące nowych globalnych liderów. W zestawieniu z 2011 r. znalazły się 33 przedsiębiorstwa, m.in. z Chin, Indii, Brazylii, Meksyku, Rosji czy Tajlandii. W tym roku KGHM - prowadząc działalność w USA, Kanadzie, Chile, Chinach, Niemczech oraz na Grenlandii - jest murowanym kandydatem.
Herbert Wirth, mimo łagodnego usposobienia i bezpośredniości w kontaktach, potrafi zdecydowanie przeforsować swoją wizję i zdanie, nie bacząc na przeszkody. Od początku powtarzał, że jednym z jego celów jest zwiększenie produkcji miedzi przez KGHM do 700 tysięcy ton w 2018 r. i wprowadzenie KGHM do globalnej wydobywczej pierwszej ligi. Wizja ta zostanie zrealizowana zapewne wcześniej, niż przewiduje to strategia spółki. Tylko w tym roku, dzięki przejęciu, produkcja zwiększy się o 25 proc., czyli o 100 tys. ton, a w perspektywie 2 lat uruchomione zostaną kolejne kopalnie w Kanadzie (50 tys. ton) i Chile (220 tys. ton), w których Polska Miedź ma udziały odpowiednio 80 i 55 proc. O tym, że KGHM stał się pierwszoligowym graczem, świadczy już teraz to, że spółka w tym roku uplasowała się na 4. miejscu na świecie pod względem zasobów miedzi, zwiększając je o 8,2 mln ton. Także za rządów Wirtha spółka stała się największym producentem srebra na świecie, dystansując m.in. takiego giganta, jak BHP Billiton, który ma przychody 11 razy, a zysk netto 6 razy większy niż KGHM.
Herbert Wirth, z wykształcenia geolog po AGH, od niedawna z tytułem doktora habilitowanego, często powtarza, że Europa powinna zwiększać swoje bezpieczeństwo nie tylko w sferze energetyki, lecz także surowców, gdzie coraz więcej mają do powiedzenia Chiny (zdominowały np. produkcję metali ziem rzadkich). Szef KGHM realizuje więc wizję spółki jako producenta różnych metali, który już teraz pozyskuje oprócz miedzi i srebra, także złoto, platynę?, pallad, ren, selen, molibden, nikiel i ołów. Elementem wizji Wirtha jest także dywersyfikacja źródeł przychodów spółki, której 1/3 przychodów generowałaby energetyka. Stąd też wzięło się zaangażowanie kapitałowe w Tauron, projekt elektrowni Blachownia, sojusz łupkowy i atomowy oraz plany rozwoju projektów OZE.
@RY1@i02/2012/194/i02.2012.194.18600080a.104.jpg@RY2@
Stefan Maszewski/Reporter
Herbert Wirth, prezes KGHM Polska Miedź
Michał Duszczyk
"Wiedźmin" podbija Świat gier
Twórcami CD Projekt RED, firmy, która wyprodukowała największy przebój wśród polskich gier wideo - "Wiedźmina", są Marcin Iwiński i Michał Kiciński. Jednak to jej obecny prezes Adam Kiciński, przez lata pozostający w cieniu tej dwójki, odpowiada za sukces przedsięwzięcia.
Iwiński oraz Kiciński wpadli na pomysł stworzenia firmy sprzedającej gry komputerowe na początku lat 90. W tym czasie Adam, straszy brat Michała, kończył fizykę na Uniwersytecie Warszawskim. - Michał poprosił o pomoc przy pakowaniu paczek do klientów. Miało mi to zająć góra dwa tygodnie, więc się zgodziłem - wspominał w rozmowie z nami kilka miesięcy temu.
Dwa tygodnie zamieniło się w pracę na pełen etat. Marcin i Michał zajęli się negocjacjami z wydawcami gier, zaś Adam stworzył sieć firmowych sklepów i nią kierował. Tak odkrył, że gry można sprzedawać także w kioskach "Ruchu" i zyskać dostęp do rzeszy klientów. W 1999 roku, w wieku 30 lat, został w firmie dyrektorem handlowym.
Ambicje młodych biznesmenów poszybowały w końcu w stronę własnej produkcji. W 2002 roku powstał CD Projekt RED, który pod kierownictwem starszego z braci Kicińskich przygotowywał grę: zajęło to 5 lat i kosztowało 22 mln zł. Ale opłaciło się: "Wiedźmin" stał się międzynarodowym hitem, a firma nabrała ochoty na dalsze produkcje. Jednak potrzebowała na to pieniędzy: stąd pomysł wejścia na warszawską giełdę. By to ułatwić, Kiciński doprowadził do fuzji z legendą krajowej branży komputerowej - Optimusem. Kiedy już transakcja udała się, wybuchła bomba: Marcin Iwiński i Michał Kiciński odeszli z CD Projektu. - Po prostu chcieli odpocząć. Michał zresztą po roku wrócił do firmy - mówi Adam.
Jednak to właśnie odejście ojców CD Projektu zwróciło uwagę na Adama, szczególnie gdy "Wiedźmin 2", którego wydania dopilnował już sam, przebił sukces pierwszej części (obie części gry sprzedały się w ponad 4 mln egzemplarzy). Dziś CD Projekt RED pracuje równolegle nad pięcioma grami, które mają się pojawić na rynku w ciągu najbliższych trzech lat.
@RY1@i02/2012/194/i02.2012.194.18600080a.105.jpg@RY2@
Rafał Siderski
Adam Kiciński, prezes CD Projekt RED
Sylwia Czubkowska
Kielce targami stoją
Andrzej Mochoń zarządza Targami Kielce od 2006 r. W tym czasie zbudował najnowocześniejszy w Polsce pawilon wystawienniczy o powierzchni 5355 mkw., na której możliwa jest organizacja imprez dla 4,5 tys. osób. Dzięki niemu Kielce stały się trzecim ośrodkiem targowym w Europie Środkowo-Wschodniej.
Andrzej Mochoń z wykształcenia jest geologiem. Ukończył Uniwersytet Wrocławski, a doktoryzował się w Warszawie. W latach 80. wykładał ten właśnie przedmiot w Kielcach, i to z nauką, a nie z biznesem wiązał wtedy swoją przyszłość. Zmienił plany w przełomowym 1989 r. W ramach Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej założył pierwszą w Kielcach niepubliczną uczelnię (obecna Wyższa Szkoła Administracji Publicznej). Na początku lat 90. zorganizował Świętokrzyską Agencję Rozwoju Regionu. Oprócz samorządów w akcjonariacie znalazły się też firmy państwowe i prywatne. Razem myśleli, jak rozruszać region. W trakcie jednego ze spotkań przedstawiciel skarżyskiego Mesko, jednego z akcjonariuszy agencji, narzekał na zakończoną dopiero co na Wybrzeżu imprezę branży zbrojeniowej. Ktoś zaproponował, by zrobić podobne targi w Kielcach, inni podchwycili, a Mochoń zabrał się do pracy. Obecnie - obok Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego - co roku odbywa się w Kielcach 70 imprez. Dwoma innymi ważnymi wizytówkami są targi Agrotech i Autostrada.
Ci, którzy znają Mochonia, mówią, że jest pasjonatem pracy. Ale on sam twierdzi, że praca to nie wszystko i na pewno nie martwiłby się tym, że nie musi pracować. - Teraz brakuje mi czasu na robienie innych rzeczy, które są dla mnie równie ważne, a może nawet ważniejsze - mówi. Uczy się hiszpańskiego, a już zna angielski, francuski, włoski, rosyjski i niemiecki. Trzy lata temu został nawet honorowym konsulem Republiki Federalnej Niemiec w Kielcach. Kocha turystykę górską. Był w Himalajach, wspiął się na Mont Blanc i Kilimandżaro. Ma czworo dzieci. - Tylko czworo - żartuje. A zapytany, dlaczego czwórka to za mało, odpowiada, że szkoda tak dobrego materiału genetycznego.
@RY1@i02/2012/194/i02.2012.194.18600080a.106.jpg@RY2@
Grzegorz Mehring/KFP
Andrzej Mochoń, prezes zarządu Targi Kielce
Cezary Pytlos
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu