Nowe sieci franczyzowe stają do wyścigu o pieniądze Polaków
Przybywa firm gotowych rozwijać swoje placówki za pieniądze prywatnych inwestorów. To dobra wiadomość dla osób, które szukają sposobu na rozkręcenie własnego biznesu. Większa konkurencja oznacza bowiem coraz bardziej korzystne warunki współpracy
Szykuje się bardzo dobry rok dla polskiego rynku franczyzowego. Od stycznia odsprzedaż swojego biznesu prywatnym inwestorom zaoferowało już około 60 firm. Tym samym, jak oceniają eksperci z branży, w skali całego roku rynek może się wzbogacić o ponad 120 nowych sieci franczyzowych. W zeszłym roku przybyło ich 116, dzięki czemu na koniec roku przedsiębiorcy mogli wybierać spośród 750 systemów.
Gastronomia górą
Wśród debiutujących sieci nadal dominują te z sektora gastronomicznego. Szacuje się, że w tym roku przybyło ich już ponad 20. Wśród nich są nowe marki lodziarni i cukierni, takie jak Bubble Tea, Ci Gusta, My Culture czy Beard Papa’s, kawiarni (np. Aroma Espresso Bar), fast foodów - reprezentowane m.in. przez 7th Street i Euro-Snack, oraz tradycyjnych restauracji, które na zasadzie licencji rozwijać chcą The Mexican i Browar the Brasil. Co ważne, nie trzeba dysponować dużymi oszczędnościami, by uruchomić lokal pod jedną z nich. Na placówkę pod logo 7th Street, specjalizującą się w daniach rodem z Ameryki, takich jak skrzydełka z kurczaka z frytkami czy żeberka w sosie barbecue, wystarczy bowiem już 80 tys. zł. Podobną kwotę trzeba wydać, by otworzyć punkt z koktajlami herbaciano-mlecznymi w hermetycznie zamykanych kubkach pod logo Bubble Tea.
- Na wyposażenie lokalu w meble, maszyny oraz na zakup towaru wystarczy 80 tys. zł. Ponieważ jesteśmy zupełnie nową marką na rynku, niepowielającą innych konceptów, to zrezygnowaliśmy z opłaty za zakup licencji. Pobieramy jednak opłatę franczyzową w wysokości 3 - 5 proc. od obrotu - tłumaczy Maria Huk z firmy YanTea, organizatora sieci Bubble Tea.
Kosztowne restauracje
Na własną restaurację, nawet pod marką, która dopiero debiutuje na polskim rynku, potrzeba już znacznie więcej pieniędzy. Przykładem może być koncept The Mexican, wymagający od franczyzobiorcy nakładów w wysokości przynajmniej 800 tys. zł. W przypadku innej nowej marki, takiej jak Browar the Brasil, sięgają one 1,5 mln zł. Wysokie koszty są związane m.in. z tym, że na prowadzenie obydwu restauracji trzeba zaadoptować duże powierzchnie. Preferowana wielkość lokalu dla restauracji meksykańskiej to 150 - 300 mkw., a dla brazylijskiej 250 - 400 mkw. Właściciel obu, firma Mex Polska deklaruje jednak, że pomaga w znalezieniu odpowiedniej nieruchomości i jej adaptacji, co zmniejsza ryzyko niepowodzenia działalności.
Dla inwestorów, którzy myślą o założeniu własnej restauracji, na pewno cenna może być wiadomość, że jest to w tej chwili jedyny segment w tej branży, który stale się rozwija, co świadczy o jego odporności na spowolnienie gospodarcze. Dowodem na to są ostatnie dane Głównego Urzędu Statystycznego, według których w 2011 r. działało ich w naszym kraju 15 096. To o 160 więcej niż w 2010 r. Eksperci tłumaczą to zmianą trendów konsumenckich. Polacy mają już dość jedzenia posiłków w pośpiechu. Dlatego zaczynają preferować lokale, w których mogą je skonsumować nie tylko wygodnie, ale też w miłej atmosferze.
Osoby, które obawiają się jednak lokować oszczędności w biznes gastronomiczny, a są zainteresowane wyłącznie nowymi markami, partnerów do współpracy mogą szukać również w branży odzieżowej, handlowej, biżuteryjnej czy kosmetycznej. W każdej z nich przybyło przynajmniej po kilka nowych sieci.
Nowe sieci sklepów
W handlu spożywczym zadebiutowały na przykład pierwsza jak dotąd w Polsce sieć specjalizująca się wyłącznie w tradycyjnych wyrobach z Węgier. Plany Paprika Gourmet zakładają uruchomienie na naszym rynku 15 sklepów. Niestety, ze względu na ograniczoną liczbę lokalizowane mają być wyłącznie w miastach liczących powyżej 200 tys. mieszkańców. Sklepy mają mieć charakter typowo delikatesowy. Dla przyszłych franczyzobiorców oznacza to spore koszty inwestycji, kształtujące się na poziomie 120 - 180 tys. euro. W kwocie tej zawiera się jednak już opłata za przystąpienie do sieci wynosząca 12 tys. euro. Ale na tym wydatki przyszłych inwestorów się nie skończą. Co miesiąc czeka ich jeszcze płacenie 3 - 5 proc. od przychodów ze sprzedaży netto. Umowa franczyzowa jest zawierana na okres 10 lat.
- Większość sieci oferuje umowy na okres 5 lat. Jednak w praktyce termin jej obowiązywania zależy od kosztów inwestycji. Zasadą na rynku franczyzowym jest bowiem, by przed wygaśnięciem współpracy inwestor osiągnął nie tylko zwrot poniesionych kosztów, ale i rentowność placówki - podkreśla Michał Wiśniewski z firmy doradczej Profit System.
Mniejszych nakładów wymaga sieć sklepów z lekami i kosmetykami wytwarzanymi na bazie naturalnych składników. Inwestycję szacuje się na ok. 30 tys. zł. Do tego do końca roku w planach jest uruchomienie 5 - 6 placówek. Niestety mają one powstawać głównie w galeriach handlowych lub w ciągach komunikacyjnych, co znacznie ogranicza dostęp do sieci dla wszystkich potencjalnych franczyzobiorców.
Jak zauważa Maciej Ptaszyński z Polskiej Izby Handlu, choć rynek handlu detalicznego artykułami spożywczymi kurczy się, to sklepy zrzeszone w sieci mają szanse dobrze prosperować na rynku. To wynika z centralizacji dostaw, która przekłada się na niższe koszty zaopatrzenia placówek.
Również w branży odzieżowej, jeśli już bankrutują salony, to te należące do prywatnych przedsiębiorców. Dlatego związanie się z siecią jest dobrym pomysłem. Szczególnie, że jak wynika z danych PMR, w 2012 r. wartość rynku odzieży i obuwia ma wzrosnąć o 2,5 proc. do 27,7 mld zł, a w 2013 r. już o 3,6 proc. do 28,7 mld zł. Wśród nowych konceptów, w oferującej już przeszło 160 sieci branży odzieżowej i obuwniczej są Falke, specjalizująca się w wyrobach pończoszniczych, Essenza Man z męskimi koszulami i garniturami, Change z bielizną czy Polarn O. Pyret z ubraniami dla dzieci.
By zaistnieć z nową marką w tym sektorze, wystarczy już 50 tys. zł. Na tyle inwestycje w sklep pod swoją marką wycenia sieć Change. W niemieckiej Falke, którą od dostępnej na polskim rynku konkurencji odróżnia współpraca z takimi projektantami jak Armani, Lagerfeld czy Christian Dior, wynoszą one ok. 450 euro za mkw., co daje w sumie wydatek około 18 tys. euro na jeden sklep.
Szybki zwrot z inwestycji
Omawiając nowe sieci, warto wspomnieć jeszcze o dwóch z nich: Divie z biżuterią oraz Paris Smile, oferującej modną ostatnio usługę wybielania zębów. Zainteresują one bowiem wszystkich tych, którzy oczekują szybkiego zwrotu z inwestycji.
Pierwsza z firm deklaruje go po 10 miesiącach, a druga już po 4 - 6 miesiącach. Brzmi to atrakcyjnie, biorąc pod uwagę, że koszty uruchomienia placówki nie należą do najniższych. Przynajmniej w przypadku sieci Diva, która wymaga ich na poziomie 70-150 tys. zł. Jej organizatorzy przekonują jednak, że konkurencja na rynku nie jest jeszcze wysoka, a zapotrzebowanie wciąż rośnie. Do tego tanią biżuterię kupuje się przez cały rok. Co ważne, w przypadku Divy sklep jest uruchamiany już w ciągu 30 dni od zawarcia umowy.
W Paris Smile kwota inwestycji co prawda oscyluje w okolicy 50 tys. zł, jednak co miesiąc trzeba płacić od 400 do 600 zł na marketing.
- We wrześniu otwieramy pierwszy własny punkt, który da odpowiedź na pytanie, jakie jest faktyczne zapotrzebowanie na usługę i w jakim czasie możliwe jest osiągnięcie rentowności. Niewykluczone, że niebawem otworzymy też pierwsze placówki franczyzowe, bo pozyskaliśmy już chętnych do współpracy - mówi Przemysław Ostrowski z firmy Kosmina Sarl, będącej organizatorem sieci Paris Smile. Dodaje, że potencjał rynku oceniany jest przez sieć na łącznie 330 placówek.
Eksperci radzą, by przed związaniem się z nową marką dokładnie ją sprawdzić. Przeanalizować jakie ma doświadczenie w biznesie w innych krajach i czy osiągane tam efekty można powtórzyć na polskim rynku. - Dobrze jest się poradzić, czy aby na pewno na produkty, które oferuje, jest zapotrzebowanie w Polsce - dodaje Michał Wiśniewski z Profit System.
Wiele nowych sieci, by zdobyć pierwszych franczyzobiorców, kusi brakiem opłat za wejście i działanie w ramach sieci. W takiej sytuacji również należy zachować czujność, bo to często chwyt marketingowy. We franczyzie muszą obowiązywać opłaty, gdyż franczyzodawca nie oferuje wypracowanego know-how charytatywnie. Dlatego opłaty bywają ukryte w marżach.
Inwestorzy chcący prowadzić biznes pod znaną marką mogą wybierać spośród ponad 800 systemów franczyzowych, niemal we wszystkich branżach
@RY1@i02/2012/171/i02.2012.171.13000010a.803.jpg@RY2@
Nowe sieci franczyzowe na polskim rynku
Patrycja Otto
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu