Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Ubiera lekarzy w fartuchy w dowolnym kolorze i fasonie

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Dla Ewy Wiertelak droga do branży odzieżowej wiodła przez finanse i handel

Po rozstaniu z branżą leasingową Ewa Wiertelak w 2003 roku otworzyła we Wrocławiu sklep ze odzieżą medyczną. Po roku miała już własną szwalnię szyjącą odzież ochronną dla służby zdrowia - fartuchy, żakiety, spodnie itp. Ale nie są to tradycyjne białe stroje, lecz ubrania ochronne w dowolnym kolorze - czarnym, czerwonym, fioletowym - i w modnym fasonie. - To jest odzież na miarę, niemal modowa - mówi Ewa Wiertelak, właścicielka firmy Medora z Niemczy.

Weszła do branży prawie z ulicy. Opowiada, że inspiracją była przypadkowa wizyta na targach stomatologicznych. Jest też absolutną debiutantka, jeśli chodzi o prowadzenie przedsiębiorstwa. - Nie stoją za mną rodzinne tradycje przedsiębiorczości, nie miałam też nic wspólnego z medycyną ani z szyciem ubrań - przekonuje.

Choć firm o podobnym profilu jest na rynku sporo to Medora nie narzeka na brak klientów. Na realizację zamówienia trzeba tu czekać od 4 do 6 tygodni. - Moim klientem jest przede wszystkim prywatna służba zdrowia - gabinety lekarskie i stomatologiczne, kliniki, sieciowe przychodnie lekarskie, apteki i firmy farmaceutyczne - wylicza Wiertelak. Pewna część produkcji trafia też za granicę - do Niemiec, Czech i Austrii. Zamówienia są rozmaitej wielkości - od 2 - 3 kompletów odzieży do nawet 20 - 30. Szyte są z importowanych tkanin bawełniano-poliestrowych. Mimo że polska służba zdrowia kojarzy się z ciągłym brakiem pieniędzy, to okazuje się, że ci klienci nie szczędzą pieniędzy na gustowny wygląd personelu. - Zdarza się, że stroje są zamawiane w kolorach, które pasują do kolorystyki całej przychodni - opowiada właścicielka Medory.

Nakręcające koniunkturę prywatne praktyki to woda na młyn takich firm jak Medora. Wrocławska firma daje pracę kilkunastu szwaczkom, jak zapewnia jej właścicielka, są to Polki, pracownice z wykształceniem pracujące na stałych umowach. - To daje mi komfort pewności, że żaden kontrakt nie zostanie sknocony, a wysoka jakość to nasz główny rynkowy oręż - przekonuje. A dzięki wysokiej jakości i rynkowej renomie ceny w Medorze są średnio o 20 proc. wyższe od rynkowych. Wiertelak zapewnia, że poza standardowymi działaniami marketingowymi - katalogiem, broszurami, obecnością na targach i w internecie nie zawraca sobie głowy, bo zleceń ma wystarczającą liczbę jak na obecnie posiadane moce produkcyjne.

Firma powstała i rozwijała się z własnych środków założycielki, nie korzystała z kredytów. Sukcesywnie rosły obroty, które dziś sięgają miliona złotych. - Na początku wszystkie czynności związane z prowadzeniem firmy wykonywałam sama, teraz zajmuję się jedynie kontrolingiem, sprawami personalnymi i doradzaniem klientom w zakresie designu i kolorystyki - mówi szefowa Medory.

Zapewnia, że praca w firnie jest tak zorganizowana, że może sobie pozwolić na obecność w firmie jedynie przez dwa tygodnie w miesiącu. Pozostałe tygodnie spędza zwykle we Włoszech.

@RY1@i02/2012/119/i02.2012.119.05000030k.808.jpg@RY2@

Ewa Wiertelak, nie tylko szyje odzież dla służby zdrowia, lecz także doradza prywatnym klinikom

Kamienie milowe sukcesu

Doświadczenie w finansach i handlu

Wykorzystanie własnych środków

Znalezienie własnej niszy w dynamicznej branży

Dostawy dla zamożnych odbiorców

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.