Gwarancje de minimis - kolejki ustawiają się, zanim wejdą na rynek
Projekt już w tej chwili można ocenić jako duży sukces. Nie tylko w rozumieniu takim, że udzieliliśmy - jako system bankowy - dużo kredytów
Dla klientów istotne są z kolei łatwość uzyskania gwarancji i kredytu, prostota całego tego procesu i jego niskie koszty - ocenili uczestnicy debaty Dziennika Gazety Prawnej: Piotr Lasecki, wiceprezes Banku Gospodarstwa Krajowego; Ewa Łuniewska, dyrektor w ING Banku Śląskim, pion korporacyjnej sieci sprzedaży; Jacek Obłękowski, wiceprezes PKO BP; Robert Stachowiak, dyrektor ds. małych i średnich przedsiębiorstw w Banku Zachodnim WBK.
Jakie są dotychczasowe efekty funkcjonowania gwarancji de minimis?
Gwarancje de minimis to szczególny typ zabezpieczenia kredytów dla przedsiębiorców. Po blisko 8 miesiącach kredyty z taką gwarancją uzyskało ponad 26 tys. przedsiębiorców. Wartość udzielonych gwarancji, czyli 5,15 mld zł, przełożyła się na 9 mld zł akcji kredytowej. Już same te liczby świadczą o dużym zainteresowaniu programem ze strony przedsiębiorców i banków kredytujących. Średnia wartość udzielonych dotąd gwarancji to 186 tys. zł. - ta wartość wprost wynika ze specyfiki firm, które korzystają z finansowania z tego typu zabezpieczeniem - ponad 72 proc. z nich to mikroprzedsiębiorcy. To dowody na to, że program jest właściwie zaadresowany - wsparcie trafia do najmniejszych podmiotów, których sytuacja w okresach spowolnienia gospodarczego jest najtrudniejsza. Z przeprowadzonych przez nas badań wynika, że dzięki kredytom z gwarancją de minimis 90 proc. badanych firm ustabilizowało swoją sytuację finansową, 88 proc. utrzymało lub poprawiło swoją pozycję rynkową, 83 proc. utrzymało zatrudnienie lub ograniczyło zwolnienia, a 51 proc. firm poprawiło swoją płynność finansową na tyle, by móc poczynić nowe inwestycje. Z raportu NBP dotyczącego kondycji sektora przedsiębiorstw w III kwartale wynika, że 17 proc. firm z sektora MSP zainteresowało się kredytem z gwarancją de minimis, a ponad połowa z nich rozpoczęła starania o jego uzyskanie.
Jakie zalety i wady gwarancji widzą przedstawiciele banków?
Dużą korzyścią dla nas jest to, że dzielimy się ryzykiem kredytowym i bank BGK wspiera banki w przyjmowaniu tego ryzyka - do 60 proc. kwoty kredytu może być zabezpieczone gwarancją.
Ten projekt już w tej chwili można ocenić jako duży sukces. Nie tylko w rozumieniu takim, że udzieliliśmy - jako system bankowy - dużo kredytów, ale też że udało nam się wypracować wspólnie z BGK mechanizmy, które przeczą dotychczasowym doświadczeniom. Przecież ten program gwarancyjny nie jest pierwszym, jaki banki komercyjne realizowały z BGK. Dotychczas właściwie żaden z tych programów nie cieszył się tak dużym uznaniem zarówno ze strony banków uczestniczących, jak i klientów. Natomiast w tym przypadku udało nam się stworzyć takie zasady współpracy, realizacji poszczególnych operacji kredytowych wspartych gwarancjami, które z jednej strony są absolutnie nieuciążliwe dla klientów, a z drugiej - są bardzo wydajne w przypadku współpracy banków komercyjnych, jeśli chodzi o procesy raportowania do BGK. Dla klientów istotne są z kolei łatwość uzyskania gwarancji i kredytu, prostota całego tego procesu i jego niskie koszty.
Pełna zgoda. To był strzał w dziesiątkę, jeśli chodzi o miejsce i czas. Ten produkt trafił w moment spowolnienia w gospodarce. W bankach zwykle wszyscy bardzo obawiają się w takich chwilach wzrostu kosztów ryzyka. Gwarancje ten problem ograniczają. Jeśli zaś chodzi o klientów, to program daje szanse na kredyt tym firmom, które w innych warunkach miałyby do niego utrudniony dostęp - relatywnie małym przedsiębiorstwom. Z naszego punktu widzenia jest to istotny czynnik, który pozwala mówić o sukcesie gwarancji de minimis.
Potwierdzam. Nie wiem, jak to wygląda z perspektywy całego systemu, ale u nas blisko 80 proc. podmiotów, które wzięły kredyt i skorzystały z tej formy zabezpieczenia, to są najmniejsze firmy. One nie mają wolnego majątku, który mógłby stanowić zabezpieczenie zwykłego kredytu obrotowego, natomiast mają pewne potrzeby, jeśli chodzi o finansowanie majątku obrotowego i szukają rozwiązania, które nie jest kosztowne. Więc to rozwiązanie odpowiada na najważniejsze potrzeby firm. I pamiętajmy o sytuacji gospodarczej - chociaż wychodzimy ze spowolnienia gospodarczego, to w dalszym ciągu funkcjonujemy w środowisku jakiejś niepewności. Elementy związane z płynnością, finansowaniem majątku obrotowego są tu najważniejsze.
Czy gdyby nie było spowolnienia w gospodarce, nie byłoby też potrzeby uruchamiania takiego programu?
Nawet gdyby nie było spowolnienia, to tego typu programy są potrzebne. Wsparcie dla najmniejszych przedsiębiorstw jest bardzo pożądane. Dlatego pod adresem BGK, ale i rządu należą się słowa wielkiego uznania. Wiele stron (BGK, banki) musiało uzgadniać zasady tego programu, ale rzeczywiście okazał się on ogromnym sukcesem. Program powstał w odpowiedzi na spowolnienie, ale dzięki niemu również wiele się nauczyliśmy i myślę, że warto się zastanowić, czy nie kontynuować w jakimś zakresie wsparcia dla tych najmniejszych firm. One są przecież ostoją gospodarki. Nie tylko naszej - lubimy się porównywać do gospodarki niemieckiej, która odnosi ogromne sukcesy, a ona przecież jest w dużej mierze oparta właśnie o małe i średnie przedsiębiorstwa. My moglibyśmy ten model gospodarczy przenosić do Polski. Pomogłoby temu wspieranie najmniejszych przedsiębiorstw. Nawet w czasach prosperity najmniejsze przedsiębiorstwa są najsłabsze, nie mają jeszcze majątku. Jeśli ktoś zaczyna działalność gospodarczą, nie ma jeszcze trwałych aktywów, które mógłby zaproponować na zabezpieczenie.
Ten program był zbawienny dla płynności w gospodarce - te pieniądze realnie tam trafiły. Jak się spowolnienie skończy i zaczniemy wracać na drogę wzrostu, to pewnie jedne branże poradzą sobie lepiej, a inne gorzej. Są branże - wszyscy je potrafimy wymienić - które mają większe problemy z płynnością. I to byłby obszar, nad którym warto się zastanowić, jeśli chodzi o wsparcie w przyszłości.
Była mowa o tym, że w przeszłości funkcjonowały programy, które "nie wypaliły". BGK nauczył się na błędach?
Całe szczęście potrafimy wyciągać wnioski i wyciągnęliśmy takie z realizacji dawnego Krajowego Funduszu Poręczeń Kredytowych. Teraz mamy zupełnie inną konstrukcję, inny model działania. Obecnie funkcjonujący program gwarancji de minimis został skonstruowany tak, by był przystępny dla przedsiębiorców. Wszystkie formalności związane z gwarancją przeprowadzane są w banku kredytującym, a liczba wymaganych dokumentów została zredukowana do absolutnego minimum. Produkt jest dostępny w 98 proc. placówek bankowych na terenie kraju zajmujących się obsługą firm. Stworzyliśmy jasne i proste zasady współpracy z bankami kredytującymi, które są przecież dystrybutorem gwarancji. Udało nam się ustalić wspólne procesy raportowania i windykowania. Nie bez znaczenia jest to, że gwarancje oferowane są bez prowizji w 2013 roku, a w następnych latach prowizja będzie się kształtowała na bardzo niskim poziomie 0,5 proc. Wszystkie te elementy sprawiają, iż mogę powiedzieć, że to faktycznie działa.
Jaki horyzont czasowy ma program gwarancji de minimis?
Program gwarancji de minimis dla kredytów obrotowych będzie funkcjonował do końca 2015 r. Już w listopadzie 2013 r. uruchamiamy gwarancje de minimis dla kredytów inwestycyjnych. Takie terminy obowiązywania wynikają stąd, że program gwarancyjny został uruchomiony jako element przeciwdziałania skutkom spowolnienia gospodarczego. Wszelkie prognozy i analizy makroekonomiczne wskazują, że najgorsze mamy już za sobą. Niemniej rozpoczęliśmy już prace nad stworzeniem efektywnego systemu wsparcia gwarancyjnego MSP dla polskiego krajobrazu gospodarczego. Chcemy to zrobić przy wykorzystaniu środków z UE. Tak więc przedsiębiorcy nie zostaną pozostawieni sami sobie.
Do kiedy można będzie zaciągać kredyty z gwarancją?
To jest właśnie dość istotne ograniczenie. W myśl obowiązujących zasad nowe gwarancje można uzyskiwać tylko do końca tego roku.
Do końca roku obowiązują nasze umowy z BGK. My oczywiście bylibyśmy bardzo zainteresowani tym, żeby można było kontynuować program.
Klienci zdają sobie sprawę z tego, że zostało już niewiele czasu na wzięcie kredytu z gwarancją?
Tak. My jako banki komercyjne bardzo mocno promujemy ten produkt wśród klientów. Znakomicie robi to zresztą także BGK, który zrobił wiele, jeśli chodzi o nowoczesną promocję tego produktu.
Liczymy na to - i wiele wskazuje, że tak rzeczywiście będzie - że program zostanie przedłużony do połowy przyszłego roku. Gdyby tak nie było, to trzeba mieć świadomość, że formalnie umowy są do końca roku, ale biznesu w Polsce nie prowadzi się z pełną intensywnością do sylwestra, ani nawet nie do świąt: realnie rok biznesowy kończy się mniej więcej w połowie grudnia.
O przedłużeniu warto myśleć również dlatego, że budżet programu wynosi 30 mld zł i pomimo ogromnego nim zainteresowania jest jeszcze w większości do wykorzystania. Banki kredytujące mają swoje limity wynikające z umów o współpracy z BGK, a w przypadku wykorzystania limitu istnieje możliwość jego zwiększenia. Więc jest jeszcze spory potencjał, aby aktywnie sprzedawać kredyty z gwarancją.
My pierwotny limit już wykorzystaliśmy i podpisaliśmy aneks zwiększający tę kwotę do 2 mld zł. I również w tym wypadku dość szybko zbliżamy się do wykorzystania. Gdy tworzyliśmy plany sprzedażowe, zastanawialiśmy się, na ile gwarancje pomogą nam realizować bieżący biznes. I bardzo szybko okazało się, że sprzedaż wzrosła w nieprawdopodobny wręcz sposób. Jestem przekonany, że pomogły nie tylko same gwarancje, ale też to, że one zmieniły podejście w bankach: z dużo większą energią podeszliśmy po prostu do sprzedaży tych kredytów.
My też podpisywaliśmy aneks zwiększający limit. Podwyższonej kwoty również jeszcze nie wykorzystaliśmy. I mogę też potwierdzić, że była prawdziwa eksplozja sprzedaży kredytów z gwarancją. I spodziewamy się, że wysoka dynamika będzie utrzymana. I my mocno promujemy te kredyty wśród klientów. Nasze programy wewnętrznej promocji tego produktu też są bardzo intensywne.
Czy widzą państwo jakieś ograniczenia programu gwarancji de minimis? Rzeczy, które można by poprawić?
Dzięki gwarancjom minimalizujemy ryzyko z punktu widzenia banków. Jednak naszym głównym celem jest uzyskanie pozytywnego efektu z punktu widzenia przedsiębiorców i gospodarki. Chodzi nie tylko o zwiększenie dostępności do kredytów, ale też np. o zmniejszenie marży. W związku z tym ja mam do państwa pytanie, czy takie efekty rzeczywiście są, czy jest tylko minimalizacja ryzyka?
Jak najbardziej są. Wynika to z zasad programu, zgodnie z którymi jesteśmy, jako banki, zobowiązani polepszyć warunki finansowania dla klienta, któremu odnawiamy linię kredytową lub zwiększamy kwotę kredytu. Poprawa warunków to np. obniżenie marży czy wydłużenie okresu finansowania.
Moim zdaniem wszystkie cele programu zostały osiągnięte: mamy zarówno wzrost akcji kredytowej, jak i to, że ceny kredytów dla klientów korzystających z programu są lepsze, niż dostaliby w zwykłych warunkach. No i to, co jest największą korzyścią: dostępność kredytów dla klientów, którzy w normalnych warunkach mieliby z tym problem, znacznie się zwiększyła.
Trzeba pamiętać o specyfice tego produktu kredytowego - mówimy przecież o finansowaniu bieżących zobowiązań firm. Dotychczas obowiązywał standard, że takie kredyty były udzielane na jeden rok. Ten program wpłynął na zmianę oferty kredytowej, dając możliwość przedmiotowego finansowania na okres 2 lat. To jest bardzo istotny element. Kolejna ważna sprawa to niski koszt gwarancji...
Jej koszt to jedna czwarta tego, co jest przyjęte na rynku.
I ostatnia rzecz: we wszystkich bankach obowiązuje zasada, że cena kredytu dla każdego klienta odzwierciedla ocenę ryzyka. Z angielska nazywa się to "risk based pricing". Miejmy świadomość, że element dobezpieczenia kredytu w postaci gwarancji istotnie obniża ryzyko. Skoro tak, to ma to bezpośrednie przełożenie na wysokość marży.
Czy mają państwo statystyki, o ile przeciętnie ta marża się obniża?
Nie chciałbym mówić o średniej, bo - jak mówiłem - my do każdego klienta podchodzimy indywidualnie, więc i poziom ryzyka, i marża są sprawą indywidualną.
Trudno o podanie takich szacunków, bo są klienci mali, którzy mają inny profil ryzyka, i więksi, którzy też mają zupełnie inny. Gdybyśmy podali jedną liczbę, to nie oddałoby to rzeczywistości. Natomiast można powiedzieć, że jest to zauważalna różnica z punktu widzenia klienta.
Trzeba wspomnieć o tym, że przy badaniu zdolności kredytowej klienta obowiązują nas zasady wynikające z prawa bankowego. Zdolność kredytowa nie wynika z zabezpieczeń, musimy patrzeć na przedsiębiorstwo, na jego przepływy finansowe, na jego zdolność do generowania spłaty kredytu. A dopiero potem, jeśli klient ma zdolność kredytową, patrzymy na to, jakie ma zabezpieczenia. Podkreślam to, bo to do nas - banków komercyjnych biorących udział w programie - należy kompetencja wydania decyzji kredytowej i decyzji dotyczącej udzielenia gwarancji.
BGK przy formułowaniu zasad programu nie zdecydował się na wprowadzenie np. limitów marży kredytowej, jaki obowiązywałby banki.
Jak mówili koledzy z banków komercyjnych - trudno byłoby załatwić tę sprawę jedną liczbą. Będziemy badać efekty programu, to badanie przeprowadzimy już wkrótce. Wtedy będziemy mogli powiedzieć więcej, sprawa jest dość złożona.
Wróćmy do zasad programu...
Oprócz krótkiego czasu, w jakim kredyty są dostępne, pewną wadą jest także to, że gwarancji nie możemy udzielić firmom ze wszystkich branż. Wśród wyjątków są rybołówstwo, podstawowe działy produkcji rolnej, część transportu. Ale te ograniczenia wynikają z przepisów unijnych.
To wynika z obowiązującego w Unii systemu wsparcia. Dlatego my nie postrzegamy tego jako wady.
Do mnie to ograniczenie sektorowe nie dociera z oddziałów jako problem. A więc te sektory, które są objęte gwarancjami, to praktycznie całość obszaru kredytowania.
To pokazuje, że tak naprawdę trudno znaleźć jakieś istotne wady tego programu. Można powiedzieć, że gwarancje de minimis są jak iPhone - produkt, po który ustawiają się kolejki, zanim on jeszcze wejdzie na rynek.
Ważna jest prostota tego programu. Powiedzmy sobie szczerze: im bardziej skomplikowany program, tym trudniej nauczyć ludzi sprzedawania tego produktu. A tu tego problemu nie było, nie musieliśmy tworzyć jakichś wieloetapowych szkoleń.
Zgadzam się w tej pozytywnej ocenie, jeśli chodzi o łatwość dostępu gwarancji dla klienta. Wszystkie formalności związane z kredytem i gwarancją klient załatwia w jednym miejscu - banku kredytującym, a na nim spoczywa obowiązek sprawozdawczości na rzecz BGK. BGK może także kontrolować banki z punktu widzenia zgodności z zasadami udzielania gwarancji w programie. Pewne elementy procesu udzielania gwarancji w bankach wynikają z zapisów umów o współpracy. Na etapie opiniowania nowych umów banki miały możliwość zgłaszania uwag. Ze względu na dużą liczbę banków i podejście BGK zostało wypracowane rozwiązanie kompromisowe. W ramach rozwoju współpracy proces można na bieżąco analizować i ulepszać.
Dodatkowo musimy być bardzo ostrożni, jeśli chodzi o aspekt pomocy publicznej. Jeśli klient nie wykaże prawidłowo otrzymanej 3-letniej pomocy de minimis i przekroczy limit nawet o euro, konsekwencje są poważne: klient musi zwrócić pomoc, czyli 13,33 proc. wartości gwarancji w przeliczeniu na euro. A przecież klient w rzeczywistości nie dostaje tych pieniędzy, ponieważ pomoc polega na zwolnieniu z zapłaty prowizji za gwarancję w pierwszym roku, w drugim - prowizja wynosi 0,5 proc. p.a.
Jakie są doświadczenia związane z realizacją gwarancji, ze szkodowością tych kredytów?
Poziom niespłacanych kredytów jest w granicach błędu statystycznego, dużo poniżej naszych wstępnych założeń.
Tak z reguły bywa, że przy takich specjalnych programach klienci wykazują specjalną skrupulatność. To jest też związane z pomocą publiczną i klienci muszą przestrzegać warunków programu, aby m.in. nie przekroczyć limitu tej pomocy.
Można by też wyciągnąć wniosek, że warto inwestować w małe firmy, że one nie są tak chwiejne, jak o tym się ciągle mówi.
Ja uważam, że one znakomicie sobie radzą. Czasy kryzysu pokazały, że są bardzo elastyczne, że potrafią dość szybko dostosować koszty do sytuacji rynkowej, do poziomu sprzedaży. I że mają niesamowitą zdolność przetrwania. Oczywiście są statystyki, które mówią o tym, że część takich firm nie jest w stanie utrzymać się na rynku. Trudno z nimi polemizować. Ale z drugiej strony te małe firmy często pokazują dużym, jak szybko dostosować się do sytuacji w czasie kryzysu.
Dużo firm upada, ale też dużo powstaje. To jest element elastyczności, szczególnie w czasie kryzysu.
Warto tu jeszcze raz zwrócić uwagę na odpowiedzialność, jaka ciąży na nas, bankowcach. Ci klienci, którzy otrzymali już gwarancje, nie będą z nimi żyli wiecznie. Odpowiedzialność związana z właściwą oceną wiarygodności klientów polega na tym, że musimy patrzeć daleko do przodu: co się będzie działo za dwa lata, gdy gwarancji już nie będzie.
Jeszcze przed uruchomieniem całego programu, w styczniu i w lutym, spotykałem się z przedstawicielami banków i przekonywałem, że nowy program będzie realizowany inaczej, że procedury będą prostsze, dostępność łatwiejsza, ryzyko dla banku mniejsze. Po stronie banków były oczywiście wątpliwości wynikające z dotychczasowych doświadczeń, ale jestem przekonany, że już ich nie ma. Prowadzimy prace nad modelem poręczeniowo-gwarancyjnym, który zastąpi gwarancje de minimis - tu też skorzystamy z najlepszych doświadczeń, które wypracowaliśmy wspólnie z partnerami z innych banków.
W porównaniu z KFPK kluczowa jest właśnie ta zmiana z poręczenia na gwarancję. Z punktu widzenia beneficjenta to jest wsparcie o zupełnie innej sile niż poręczenie.
Skoro nie mamy doświadczeń z realizacją gwarancji, to najwyraźniej udzieliliśmy dobrych kredytów. Ale szczerze mówiąc, jest jeszcze trochę za wcześnie, by o tym mówić. Trzeba też zdawać sobie sprawę z tego, że na pewno pojawią się takie przypadki, gdy gwarancję trzeba będzie zrealizować. Nie ma przecież banku, w którym nie byłoby nietrafionego kredytu. Program zakłada, że będą wypłaty z gwarancji.
Jeśli nawet wypłaty będą, to z punktu widzenia całej gospodarki program z całą pewnością jest korzystny.
Wartość kredytów z gwarancją to kilka miliardów złotych. Tymczasem jeśli spojrzymy na statystyki dla całego sektora, to nie widać dużego przyrostu kredytów obrotowych. Czy to jest tak, że kredyty bez gwarancji są po prostu wymieniane na kredyty z lepszym zabezpieczeniem?
Myślę, że trzeba patrzeć na strukturę sprzedaży kredytów w systemie bankowym. Od kilku lat dominują w niej kredyty obrotowe, które są dość szybko spłacane. Mamy więc dużą rotację. Wyciąganie wniosku, że "mielimy" tych samych kredytobiorców, nie jest właściwe. Szukając potencjału wzrostowego, jeśli chodzi o saldo kredytowe, musimy myśleć o kredytach inwestycyjnych.
Gdy analizowaliśmy dane, to patrzyliśmy na to, ile sektor przedsiębiorstw ma pieniędzy. Nadwyżki są bardzo duże. To oznacza, że projekty mogą być finansowane ze środków własnych firm. I wiele z nich tak robi.
My, konstruując program, nie nastawialiśmy się tylko na wzrost portfela kredytowego w systemie. Chodziło nam też o to, żeby odciążyć przedsiębiorców. Jeśli ktoś prowadzi firmę i ma często zastawione dom, samochód, maszyny, to taka gwarancja na 200 tys. zł - taka mniej więcej jest średnia - pozwala mu przestać myśleć o tych zabezpieczeniach. Komfort funkcjonowania tego przedsiębiorcy jest dużo większy.
Tu należało, by się zastanowić, co by się działo bez tego programu. W okresie spowolnienia maleje zarówno skłonność do zaciągania, jak i do udzielania kredytów. Nie da się tego wprost wyliczyć, ale sądzę, że wszyscy zgodzą się, że gwarancje de minimis wpłynęły korzystnie zarówno na liczbę udzielonych kredytów, jak i na ich wartość.
My udzielamy kredytów małym i średnim przedsiębiorcom prowadzącym pełną księgowość, a nie firmom mikro, stosującym uproszczone formy opodatkowania. Do połowy tego roku w tym segmencie kredyty prawie w ogóle nie rosły w całej gospodarce, teraz mamy wzrost w granicach 2 proc. My urośliśmy trzy razy szybciej niż rynek. Widać więc, że gwarancje mają pozytywny wpływ także na saldo gospodarki.
Czy strukturę branżową beneficjentów gwarancji uważają państwo za właściwą? Mniej więcej 40 proc. trafiło do firm handlowych, jedna piąta do budownictwa, tyle samo do sektora produkcyjnego.
Struktura odpowiada potrzebom poszczególnych branż. Przemysł przetwórczy dysponuje pewnym majątkiem, natomiast handel nie. W handlu majątek ma charakter obrotowy, więc właśnie tam głównie trafia finansowanie obrotowe.
Zapewne byłoby dobrze, gdyby w większym stopniu wsparcie trafiało także do innych sektorów. Na przykład do budownictwa. To sektor w Polsce dość mocno reprezentowany, a dziś poddany sporej presji.
To, że struktura branżowa jest taka, a nie inna, wynika z potrzeb gospodarki, a nie z tego, że my jako banki tworzymy jakieś bariery sektorowe.
Gwarancje de minimis mają być rozszerzone na kredyty inwestycyjne. Kiedy to się stanie?
Czekamy jeszcze na zgodę Komisji Nadzoru Finansowego na outsourcing ryzyka. W najbliższym czasie chcemy podpisać pierwsze umowy z bankami. Kredyty inwestycyjne będą miały dłuższe gwarancje - do 99 miesięcy. Inne parametry będą takie, jak przy kredytach obrotowych - czyli kwota gwarancji do 3,5 mln zł, czy też koszty gwarancji. Spodziewałbym się, że faktyczne efekty będziemy tu widzieć w 2014 r. To będzie zależało także od popytu przedsiębiorstw na kredyty. A ten na razie jest ograniczony. Oprócz gwarancji de minimis na początku roku uruchomiliśmy też finansowanie dużych projektów w ramach programu Inwestycje Polskie. Problem w tym, że na początku takich projektów po prostu nie było. Skłonność do inwestowania była naprawdę niewielka. Mam nadzieję, że ona wyraźnie się zwiększy w przyszłym roku.
Jak długo będą sprzedawane przez banki te kredyty inwestycyjne z gwarancją?
Ostatecznych decyzji w tym zakresie jeszcze nie ma, wstępnie długość programu przewidziana jest na 2 lata. Niemniej należy pamiętać o tym, że w 2015 r. pełną parą ruszą programy finansowane środkami unijnymi, które w większości - jeżeli nie w całości - przeznaczone są na cele inwestycyjne i rozwojowe. Uważam, że nie powinniśmy konkurować z tymi programami.
Przygotowanie dużych projektów inwestycyjnych w firmach zabiera dość dużo czasu. Czasami to trwa pół roku, czasami rok. Informacja, że pojawią się kredyty z gwarancją, nie od razu przełoży się na ich sprzedaż.
Zapewne z początku będziemy mieli te mniejsze inwestycje, np. w wymianę parku maszynowego. Z tego punktu widzenia zapewne lepszy byłby okres pięcioletni.
Z pewnością rozszerzenie programu na kredyty inwestycyjne zmieni strukturę branżową beneficjentów: więcej będzie zapewne firm produkcyjnych. Stopniowo popyt na gwarancje będzie się też przesuwał w kierunku większych firm. I - inaczej niż przy kredytach obrotowych - powinien też być zauważalny wzrost salda kredytów.
@RY1@i02/2013/221/i02.2013.221.21400020a.805.jpg@RY2@
Piotr Lasecki, wiceprezes Banku Gospodarstwa Krajowego
@RY1@i02/2013/221/i02.2013.221.21400020a.806.jpg@RY2@
Ewa Łuniewska, dyrektor w ING Banku Śląskim, pion korporacyjnej sieci sprzedaży
@RY1@i02/2013/221/i02.2013.221.21400020a.807.jpg@RY2@
Jacek Obłękowski, wiceprezes PKO BP
@RY1@i02/2013/221/i02.2013.221.21400020a.808.jpg@RY2@
Robert Stachowiak, dyrektor ds. małych i średnich przedsiębiorstw w Banku Zachodnim WBK
Debatę prowadził i relację przygotował Łukasz Wilkowicz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu