Dziennik Gazeta Prawana logo

Kontrahenci nie płacą polskim eksporterom

30 czerwca 2018

Lawinowo rosną przeterminowane płatności - informują ubezpieczyciele należności

Firma Atradius ma o 100 proc. więcej zleceń na windykację długów francuskich i czeskich firm wobec polskich przedsiębiorstw.

- Łącznie od początku roku przyjęliśmy o 44 proc. więcej zleceń w eksporcie niż w tym samym okresie 2012 r. - mówi Włodzimierz Szymczak, dyrektor zarządzający Atradius Collections.

Podobnie jest u konkurencji. Agnieszka Sztyber, kierownik działu windykacji międzynarodowej w Euler Hermes Collections, podaje, że tegoroczna liczba spraw wobec włoskich, francuskich i niemieckich odbiorców polskich towarów jest już o połowę większa niż rok temu.

- Zaobserwowaliśmy również bardzo szybko rosnący popyt na odzyskiwanie należności na terenie Słowacji, Rosji i Ukrainy. Rok 2013 to ok. 40 proc. więcej zleceń w odniesieniu do pierwszych ośmiu miesięcy roku poprzedniego - mówi.

Z kolei w Coface Poland windykacja wobec ukraińskich i słowackich przedsiębiorstw wzrosła o 25 proc., za to wobec włoskich - aż o 50 proc.

Nasi rozmówcy twierdzą, że główna przyczyna to problemy z płynnością zagranicznych kontrahentów. Ale nie tylko - polskie firmy często mają słabe rozpoznanie rynku, np. pod względem jego systemu prawnego i praktyki stosowania przepisów.

Włoskie tempo

Przykład? Włochy. Agnieszka Sztyber mówi, że włoscy dłużnicy coraz częściej korzystają z Concordato Preventivo. To wniosek o wszczęcie postępowania układowego, który w praktyce oznacza ochronę przed wierzycielami. Pozwala to dłużnikom na opóźnienie realizacji płatności o 4-5 miesięcy. Odzyskanie długu jest też trudne ze względu na słabą wydolność włoskich sądów.

- Przewlekłość postępowań jest normą. Polscy windykatorzy muszą się przyzwyczaić między innymi do wakacji sądowych, które w praktyce oznaczają to, że w lipcu i sierpniu sprawy w ogóle nie posuwają się do przodu - mówi Maciej Jasiński, dyrektor biura windykacji w Coface. Jak twierdzi, większość postępowań trwa po 6-7 lat.

- Poza tym nawet jeżeli mamy wymagalny wyrok, to egzekucja jest tak droga, że trzeba się mocno zastanowić nad opłacalnością jej rozpoczynania - mówi Jasiński.

Inne pułapki czyhają na handlujących z Wlk. Brytanią. Włodzimierz Szymczak podkreśla konieczność znajomości lokalnego prawa na Wyspach: bo inne regulacje obowiązują w Anglii, a inne np. w Szkocji.

- Poza tym Wielka Brytania - podobnie jak Dania - nie jest objęta europejskim tytułem wykonawczym. Dlatego każda egzekucja musi zostać poprzedzona uzyskaniem nakazu w sądzie, co oczywiście zwiększa koszt windykacji i wydłuża czas odzyskania należności - zwraca uwagę Maciej Jasiński.

Wschodnia mordęga

Prawdziwe schody jednak przed tymi, którzy eksportują na Wschód. Według Euler Hermes Collections to tam dochodzenie należności jest najtrudniejsze.

- Dotyczy to głównie działań sądowych - ze względu na niską skuteczność komorników w tych krajach - mówi Agnieszka Sztyber.

Maciej Jasiński wskazuje jeszcze wysokie koszty postępowań (na Ukrainie to nawet 4 tys. euro) i mordęgę biurokratyczną, jaka wiąże się z dochodzeniem należności.

- Prowadzenie sprawy windykacyjnej wiąże się np. ze skompletowaniem oryginałów wszystkich dokumentów. Poza tym, aby dłużnik mógł spłacić należność zagranicznemu wierzycielowi, musi być aktywna umowa handlowa, z realizacji której powstała należność. Wiąże się to zatem z podpisaniem aneksu, który będzie ją prolongował - opowiada przedstawiciel Coface.

- Zazwyczaj ukraińskie firmy dłużnicy raczej znikają, niż ogłaszają upadłość - dodaje Maciej Jasiński.

Marek Chądzyński

marek.chadzynski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.