Ballmer, czyli nie wszystko się nie udało
Było ich trzech, w każdym z nich inna krew. A teraz z Microsoftu odchodzi ostatni
To nie Steve Ballmer zakładał Microsoft. Prawie 40 lat temu zrobili to Bill Gates i Paul Allen. To nie Ballmer wymyślał jego najbardziej znane produkty, jak systemy operacyjne MS DOS i Windows, programy biurowe czy przeglądarkę Internet Explorer.
A jednak to on od kilkunastu lat stoi na czele firmy, a wcześniej odpowiadał za sprzedaż i marketing. Allen wycofał się z zarządzania nią już po kilku latach od założenia - na początku lat 80. Gates zrezygnował z kierowania na początku 2000 r. Od tego czasu odpowiedzialność za losy firmy spoczywała na barkach Ballmera.
Jak sobie z tym radził? Na to pytanie nie ma łatwej odpowiedzi. Gdy przejmował stery Microsoftu, firma była u szczytu. Dość powiedzieć, że właśnie wtedy nosiła tytuł spółki o największej wartości rynkowej na całym świecie. Była oczywiście numerem jeden na rynku systemów operacyjnych - właściwie niemal wszyscy korzystali z okienek, o Apple’u wtedy mało kto pamiętał. Z internetu też korzystało się wówczas najczęściej za pomocą przeglądarki Internet Explorer (niedługo przed przyjściem Ballmera na stanowisko prezesa jego firma wyprzedziła w udziałach rynkowych Netscape’a). No i Microsoft mógł się pochwalić rocznymi przychodami rzędu 23 mld dol.
Nie minęły trzy miesiące, odkąd Ballmer został prezesem, a Microsoft dał się wyprzedzić Cisco na liście najbardziej wartościowych spółek, a potem było pęknięcie bańki internetowej i rozpoczęła się jazda w dół - z 600 mld dol. kapitalizacji na początku 2000 r., dziewięć lat później została raptem jedna czwarta. Przychody wprawdzie rosły niemal nieprzerwanie i dziś w jeden kwartał Microsoft robi takie obroty, jak na początku poprzedniej dekady w rok. Ale o zyski nie jest już łatwo. A nawet gorzej - niedawno pod kierownictwem Ballmera Microsoft wykazał pierwszą kwartalną stratę w swojej giełdowej historii.
Nie mówiąc już o utracie pozycji właściwie na wszystkich liczących się dla firmy rynkach, spóźnianiu się z wchodzeniem w nowe ważne nisze. Firma długo trzymała się rynku komputerów osobistych, jakby nie zdawała sobie sprawy z rosnącego znaczenia tabletów i smartfonów, a kiedy wypuściła swój tablet Surface, okazał się on niewypałem. Bo też kolejne wersje flagowego systemu Windows były przyjmowane z coraz większą rezerwą - ostatnią naprawdę udaną wersję: Windows XP wypuszczono w 2001 r., niedługo po przyjściu Ballmera (od redakcji: ten tekst był pisany na komputerze z Win XP, a redagowany na produkcie Apple).
Trudno jednak mówić, że nic się nie udało. Być może największym sukcesem Ballmera jest to, że ciągle kieruje jedną firmą. A nie dwiema. Bo dlaczego właściwie został prezesem w 2000 r. na miejsce Billa Gatesa, będącego ikoną firmy? Na Gatesa wysypkę miał amerykański wymiar sprawiedliwości, a końcówka lat 90. i początek kolejnej dekady to okres, w którym Microsoft raz po raz zmagał się z oskarżeniami o nadużywanie dominującej pozycji na jakimś rynku. Zaczęło się jeszcze na początku lat 90. od oskarżeń, że razem z IBM próbują "zakonserwować" rynek PC. Później zaś była najsłynniejsza sądowa batalia - w której Microsoftowi zarzucano, że do Windowsa pakuje też swoją przeglądarkę internetową, przez co nie pozwala zaistnieć konkurencji. To właśnie wtedy całkiem poważnie przymierzano się do podziału koncernu na część odpowiedzialną za systemy operacyjne i na resztę. Do podziału nie doszło, bo Microsoftowi udało się przekonać do swoich racji sąd drugiej instancji.
Ballmerowi nie udało się całkiem zmienić image’u Microsoftu jako giganta, który nie liczy się z nikim, wolno reaguje na potrzeby klientów i stale dybie na ich prywatność (ostatnio te obawy powróciły przy okazji zapowiedzi nowej wersji konsoli do gier Xbox). Przez kilka ostatnich lat i w tej działce koncernowi z Redmond przybyło jednak sporo konkurentów - na czele z Google i Facebookiem. Dziś Microsoft nie ma już więc tak złej opinii, jak w czasie boomu internetowego z końca lat 90. Pomogły też wyroki sądów: Microsoft nie ściga się już o to, by być pionierem, a potem za wszelką cenę bronić rynku. Nie stara się już wyznaczać nowych trendów, raczej adaptuje się do nowych warunków. Z lepszym bądź gorszym skutkiem. Taniej lub drożej - raczej drożej.
Przykłady? W 2011 r. całkowitą niespodzianką było przejęcie przez Microsoft Skype’a - popularnego programu umożliwiającego rozmowy przez internet. Pod względem wydanej kwoty to największe z przejęć firmy - kosztowało 8,5 mld dol. A pod względem efektów? Dwa lata temu, gdy transakcję ogłaszano, Skype miał niespełna miliard dolarów rocznych przychodów, ile ma teraz - nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że liczba użytkowników serwisu zwiększyła się w tym czasie o połowę, do 300 mln.
Niezależnie od efektów transakcja pokazywała, że amerykańskiemu gigantowi zależy na doskoczeniu do najnowszych trendów - i byciu cały czas online. Już po zapowiedzi odejścia Ballmera ze stanowiska (na poszukiwanie następcy firma dała sobie rok) gruchnęła wieść o kolejnej dużej umowie: kilka dni temu Microsoft zapowiedział, że za trochę ponad 7 mld dol. odkupi od fińskiej Nokii jej biznes produkcji smartfonów i telefonów komórkowych. Wielki konkurent - Apple właśnie na sprzedaży smartfonów i wszystkiego, co się z nimi wiąże, już od lat robi kokosy. Tymczasem udziały telefonów z systemem Windows są marne (polski rynek jest tu akurat wyjątkiem, okienka można spotkać w więcej niż co dziesiątym smartfonie). Przyczyniło się do tego m.in. to, że Microsoft związał się z jednym producentem i była to właśnie szorująca po dnie Nokia.
Czy z miliardowej transakcji dwóch słabych graczy powstanie silny rozgrywający na rynku smartfonów? Jeśli będzie sukces, na emeryturze Ballmer ma szansę na etykietkę wizjonera. A gdyby była wpadka, winę zawsze będzie można zrzucić na następców.
Sam Ballmer opiniami innych raczej nie będzie się zresztą przejmować. Po pierwsze, mając blisko dwa metry wzrostu, i tak na większość rozmówców może patrzeć z góry. Po drugie, jako weteran Microsoftu ma parę dolarów na koncie. A dokładniej tyle, żeby zmieścić się w pierwszej pięćdziesiątce najbogatszych ludzi.
@RY1@i02/2013/173/i02.2013.173.000001800.803.jpg@RY2@
Bloomberg
Steve Ballmer, prezes MS na wypowiedzeniu
@RY1@i02/2013/173/i02.2013.173.000001800.804.jpg@RY2@
Giełdowa historia Microsoftu
Łukasz Wilkowicz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu